„Cały ten stres dał się chyba we znaki" – Pola Bełtowska po olimpijskim debiucie w Predazzo
Pola Bełtowska zadebiutowała w sobotę w konkursie zimowych igrzysk olimpijskich. Reprezentantka Polski nie mogła zaliczyć jednak konkursu na normalnym obiekcie w Predazzo do udanych, kończąc całe zmagania na ostatnim, 50. miejscu.
Dla zawodniczki AZS-u Zakopane, podobnie jak dla Anny Twardosz, igrzyska w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo to debiut na najważniejszej imprezie czterolecia. W sobotnich zmaganiach na normalnej skoczni w Predazzo Bełtowska oddała jednak nieudany skok na odległość 78 metrów, kończąc rywalizację na 50. miejscu.
– Wydaje mi się, że w tym skoku po prostu cały ten stres, który miałam w sobie, dał się chyba we znaki. Przez to, ten skok był tak spóźniony, że to nie miało prawa „polecieć" – oceniła swój jedyny konkursowy skok 19-letnia zawodniczka.
Reprezentantka Polski dodała także, że próba w olimpijskim konkursie na normalnym obiekcie Trampolino Dal Ben była w jej wykonaniu kompletnie nieudana: – Dawno nie oddałam takiego skoku, ale w sumie także w ostatnim czasie, patrząc też na inne konkursy, nie oddawałam żadnych takich dobrych skoków. Każdy był inny, tak że nie mam tej stabilności, którą chciałabym mieć.
Bełtowska została również zapytana, czy w związku z premierowym występem na igrzyskach olimpijskich towarzyszyło jej dużo emocji.
– Bardzo dużo, ja mam łzy przez uśmiech. Po prostu tak to trzymam, że czekam, żeby wybuchło (śmiech). Oczywiście, nie ma co się łamać. Zaraz mi pewnie przejdzie, ale są to emocje, bo to jednak są igrzyska i chciałoby się dobrze skoczyć – chociaż przynajmniej nie dobrze, ale normalnie – opowiadała m.in. polska skoczkini.
Bełtowska nie kryła jednocześnie po swoim występie w sobotnim konkursie radości z tego, że po latach treningów czy różnych problemach ze zdrowiem, z którymi się borykała, może rywalizować na igrzyskach olimpijskich: – Wszystkie takie małe, szybkie wspomnienia przeleciały oczywiście przed oczami. I nie wiem, jak to ubrać w słowa, ale jak sobie zbiorę to wszystko razem, to jest to takie „wow", że tu jestem.
W rozmowie reprezentantki Polski z mediami pojawił się także wątek pierwszej rocznicy skoku Bełtowskiej z anulowanego konkursu Pucharu Świata w Lake Placid. Podczas zawodów, które odbywały się 7 lutego 2025 roku, Polka znakomicie wykorzystała sprzyjające warunki atmosferyczne i pofrunęła aż na 131. metr. Czy powrót myślami do tego skoku przypomina polskiej zawodniczce w gorszych chwilach, że wciąż stać ją na oddawanie lepszych prób?
– To jest taki jedyny promyczek, który tam się jeszcze świeci i daje takiego kopniaka oraz nadzieję, że mogę i umiem – stwierdziła Polka.
Podopieczna trenera Marcina Bachledy przyznała również, że tej zimy zmaga się z wieloma przeszkodami, jeśli chodzi o stan zdrowia: – Z czym się zmagam? Zmagam się ze wszystkim. No, dużo można by wymieniać: tu ręka, tu noga, tu waga – to wszystko po prostu dało już takiego „strzała".
Bełtowska przyznała zarazem, że mimo tych przeciwności losu bardzo kocha skoki: – To jest taka miłość przez nienawiść – raz się kocha, raz się nienawidzi, ale taki jest sport.
Bełtowska wspomniała również, że jej występ w konkursie olimpijskim oglądali jej najbliżsi. Na koniec rozmowy została jeszcze zapytana, czy oglądała piątkową ceremonię otwarcia igrzysk w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo.
– Obejrzałam kawałek, ale później już usnęłam. Jednak doczekałam do pojawienia się reprezentacji Polski – podsumowała.
Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela