Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

„Jeżeli będzie nam dane, można zbudować fajną grupę” – Bachleda kreśli plany na przyszłość

Spokój, cierpliwość i lata pracy przyniosły efekt – Anna Twardosz udanie zadebiutowała na igrzyskach, a jej trener nie kryje dumy z drogi, jaką wspólnie przeszli. Szkoleniowiec podkreśla, że zawodniczka wreszcie uwierzyła w swój potencjał, a jej wynik może stać się impulsem do rozwoju kobiecych skoków narciarskich w Polsce.

24-latka w olimpijskim debiucie zamknęła czołową „10” konkursu kobiet na skoczni normalnej w Predazzo, skacząc 96 oraz 93,5 metra. Czwartkowa i piątkowa sesja treningowa nie zwiastowały jednak tak udanego występu na imprezie czterolecia. Głównym powodem były problemy z trafianiem w próg.

– Ania wyluzowała. Kiedy jest spięta, wówczas wychodzi jej to za wcześnie na progu, ponieważ się spieszy. W sobotę podeszła do sprawy na luzie, wybijała się w odpowiednim momencie. To fajny debiut na igrzyskach, mój i Ani. Liczyłem na to, że Anię stać na skakanie do czołowej „15”, a przy dobrych próbach najlepsza „10” byłaby super. Jestem szczęśliwy z pracy wykonanej przez dziewczyny i obecności Stefan Huli w sztabie. Dziewczyny tworzą świetny duet, my im tylko pomagamy. Jeżeli będzie nam dane, to dalej będziemy działać, żeby było dobrze – zapewnia trener Marcin Bachleda.

43-latek po raz pierwszy dowodził kobiecą reprezentacją Polski w sezonie 2018/19, kiedy nasze skoczkinie walczyły o medal mistrzostw świata mikstu rozgrywanego w Seefeld. Po tej zimie Polski Związek Narciarski podziękował Bachledzie, który wylądował na zapleczu reprezentacji jako szkoleniowiec skoczkiń. Wiosną 2024 roku Bachleda dostał drugą szansę od PZN, gdy stanowisko nieoczekiwanie zwolnił Harald Rodlauer z Austrii.

– Kilka lat temu zrobiliśmy postęp i trochę niefajnie nas potraktowano, nie ukrywam tego. Podcięło mi to skrzydła i zastanawiałem się, czy warto dalej w to iść. Postanowiłem jednak podjąć wyzwanie. Lubię ten sport, widzę potencjał w tych dziewczynach i stwierdziłem, że powalczę. W 2024 roku, kiedy Harald Rodlauer się wycofał, nie bałem się podjąć ryzyka. Stwierdziłem, że być może to mój czas? Nie miałem niczego do stracenia. Teraz jestem z siebie dumny – przyznaje wprost były skoczek narciarski.

– Nie mamy zbyt wielu skoczkiń, ale to jest właściwy materiał na dobre zawodniczki. Im potrzeba czasu i muszą zrozumieć, czego chcą od tego sportu. Czasem nam jest trudno. Można tłumaczyć, ale zawodniczki same muszą to rozumieć. Ania zrozumiała. Trzeba było na to pięciu lat, by wypracowała odpowiednią wagę i przygotowała się mentalnie. Była w tym wszystkim wytrwała i teraz to zaprocentowało. Bałem się, że Ania w pewnym momencie powie: koniec, nie chcę. Widać, że Ania kocha skoki narciarskie. W karierze sportowca są różne momenty, ale Ania przetrwała – kontynuuje Bachleda.

Szkoleniowa droga Bachledy z Twardosz przecina się od blisko dekady.

– Przejąłem reprezentację w 2018 roku, natomiast znałem ją już troszkę wcześniej. Bywało różnie, z górki i pod górkę. Mierzyliśmy się z wieloma wyzwaniami. Najważniejsze, że teraz jest dobrze. Uwierzyła, że stać ją na dobre wyniki. Wszystko się poukładało, zawsze chciała być najlepszą w Polsce i jest. Odkąd ją pamiętam, na progu zawsze skakała dobrze. Problemem były jednak lot i waga. To trudny temat, Ania opowiedziała publicznie o swoich problemach i może to jej dużo dało. Ulżyło jej, przepracowała to i jest tak, jak powinno być. Latem zabrakło jej nawet wagi w odniesieniu do długości nart, musi tego pilnować. Skacze na krótszych nartach, ale daje jej to profit. Waga jest bardzo ważna w skokach narciarskich, daje wiele metrów nawet na obiekcie normalnym – podkreśla szkoleniowiec.

Powodów do optymizmu po olimpijskim debiucie nie miała młodsza z naszych reprezentantek. Pola Bełtowska kompletnie zepsuła skok konkursowy i zajęła ostatnie miejsce, choć tej zimy potrafiła wywalczyć 14. miejsce podczas Pucharu Świata w Falun.

– W Poli również widzę potencjał. W kontekście technicznym jest super. W Polsce nie było jeszcze takiej zawodniczki. Teraz ma problemy między innymi z wagą. Nie naciskamy, choć chcielibyśmy, żeby było lepiej. Musi poradzić sobie z pewnymi problemami. Jeśli weźmie się za siebie, wówczas będzie jedną z lepszych zawodniczek – uważa Bachleda.

– Mam nadzieję, że wynik Ani w Predazzo pomoże w promocji polskich skoków kobiet. Bardzo byśmy tego chcieli ze Stefanem. Rozmawialiśmy o tym w sobotni wieczór. Może coś ruszy? Jeśli będzie nam dane dalej pracować, wówczas chcemy ruszyć te młody dziewczyny. Można zbudować fajną grupę skoczkiń. Trzeba spokoju i zaangażowania. Uważam, że możemy rozwinąć kobiece skoki w Polsce. Kiedyś dostałem ofertę pracy za granicą, ale lubię nasze dziewczyny. Widzę w nich potencjał i nie chciałbym z tego rezygnować – zaznacza trener Polek.

We wtorek Bełtowska i Twardosz wezmą udział w olimpijskim konkursie drużyn mieszanych na 107-metrowym obiekcie w Predazzo.

– Na igrzyskach trzeba być otwartym. Zrobiły swoje, dostały się na tę imprezę i teraz pozostaje im walczyć dla siebie. Tylko dla siebie – kończy Bachleda

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela