Piąte igrzyska Huli, pierwsze w nowej roli. „Skoki to moja miłość”
Stefan Hula tej zimy po raz piąty został olimpijczykiem, choć po raz pierwszy w roli szkoleniowca. 39-latek od trzech sezonów pracuje z naszymi skoczkiniami, a od dwóch jest asystentem trenera Marcina Bachledy. Ten duet w minioną sobotę doprowadził Annę Twardosz do czołowej „10” igrzysk olimpijskich. Na imprezie czterolecia debiutuje też młodsza Pola Bełtowska. Obie panie we wtorek czeka występ w konkursie drużyn mieszanych na normalnym obiekcie w Predazzo.
– Ania w seriach treningowych plasowała się w czołowej „20”, to były fajne skoki, ale zmobilizowała się na te zawody i pokazała swoje najlepsze skoki. Można powiedzieć, że osiągnęła życiowy wynik. Była dziesiąta podczas Pucharu Świata w Falun, ale to zupełnie coś innego. Wykonała bardzo dobrą pracę przez cały sezon, nie tylko ten. To procentuje i z tego się cieszę – mówi nam Stefan Hula.
Twardosz nie po raz pierwszy pokazała umiejętność wykrzesania z siebie tego, co najlepsze, podczas kluczowych serii.
– Ania czasami chce za bardzo. Widać po niej, że chciałaby wygrać zawody i zrobić wszystko za wszelką cenę. Już mieliśmy taki przypadek w trakcie sezonu letniego, przy okazji zawodów w Rasnovie. Tydzień przed zawodami myślała o szansie na podium Przyjechaliśmy do Rumunii i Ania na treningach skakała źle. Trzeba było z nią porozmawiać i… w zawodach zajęła trzecie miejsce. Jak wygląda taka rozmowa? Zależy od dnia. Czasem potrzebna jest bura, czasem trzeba pogadać, a czasem wysłuchać – wyjaśnia były skoczek.
Hula jako skoczek brał udział w igrzyskach w 2006 roku w Turynie, w 2010 roku w Vancouver, w 2018 roku w Pjongczangu i w 2022 roku w Pekinie. Do Włoch pojechał jako członek sztabu szkoleniowego.
– Jestem wdzięczny, że po raz piąty jestem na zimowych igrzyskach olimpijskich. Jako zawodnik reprezentowałem kraj czterokrotnie i byłem z tego bardzo dumny. Spełniłem swoje sportowe marzenie, bo w Pjongczangu zdobyliśmy z chłopakami medal w drużynie. Teraz życie daje mi dalej szansę, żeby spełniać się jako trener. Bardzo cieszę się z obecności na tych igrzyskach i z sobotniego wyniku Ani – podkreśla mieszkaniec Szczyrku.
Jak tegoroczne igrzyska wypadają na tle pozostałych, w których uczestniczył Hula?
– Nie ma tutaj jednej, dużej wioski olimpijskiej. Wszystko jest porozrzucane po Włoszech, trochę brakuje klimatu olimpijskiego. Jak byłem na poprzednich igrzyskach, to tych ekip było więcej i inaczej odczuwało się atmosferę. Przede wszystkim przyjechaliśmy tutaj do pracy, a nie zwiedzać czy robić sobie zdjęcia – przypomina Hula.
Marcin Bachleda i Stefan Hula mają pod swoimi skrzydłami tylko dwie zawodniczki. Obu udało się zakwalifikować na igrzyska i zadebiutować w imprezie czterolecia.
– Było więcej dziewczyn, ale odpuściły. Niektóre z przyczyn zdrowotnych. Zostały te, które naprawdę chcą skakać na nartach. Wykonują fajną robotę, nie poddają się i efekty naszej wspólnej pracy są zauważalne. U Ani trzeba było pozmieniać technikę. Ma talent do tego, ale trzeba było nad tym popracować. Zmobilizowała się. Pola wchodzi na fajny poziom. Wiadomo, tutaj nie ma wyników, ale weźmy pod uwagę, że Pola jest młodą zawodniczką i potrzeba czasu. To są igrzyska, na pewno towarzyszy jej troszkę stresu – uważa nasz rozmówca.
Hula stawiał pierwsze kroki trenerskie u boku Haralda Rodlauera, który prowadził Polki przez niespełna rok – w sezonie 2023/24. 39-latek jest zdania, że Austriak również dołożył swoją cegiełkę do sportowego rozwoju Twardosz i Bełtowskiej.
– Trener Harald Rodlauer też się do tego przyczynił. Nie można mówić, że był tylko rok i uciekł. Zrobił dużo dobrego w Polsce. Pokazał, że warto inwestować w skoki kobiet. Bardzo zależało mu na tym, żeby dziewczyny dobrze skakały – twierdzi Hula, który widzi swoją sportową przyszłość w roli trenera.
– Uczę się tego wszystkiego, jestem młodym trenerem i zbieram doświadczenie. Nie ukrywam, że każde zawody to dla mnie nowa lekcja. Skoki narciarskie to moja miłość i zawsze chcę być z nimi związany. Mam nadzieję, że będzie mi dane kontynuować tę pracę. Chcę pomagać, żeby dziewczyny się rozwijały. Co będzie w przyszłości? Trudno powiedzieć – dodaje.
Hula nie ukrywa, że olimpijskie skoki Twardosz kosztowały go więcej nerwów od swoich występów na igrzyskach.
– Po tej stronie jest zdecydowanie inaczej. Kiedy byłem skoczkiem, wówczas zupełnie nie czułem perspektywy trenera. Teraz, myśląc o tym wszystkim, jest inaczej. Chciałoby się we wszystkim pomóc zawodniczce, ale na belce zostaje sama i musi zrealizować nakreślony plan. My tylko możemy pomagać na drodze do oddania skoku – mówi.
– Te dziewczyny naprawdę mają potencjał. Najważniejsze jest to, że chcą, pracują i dają z siebie wszystko. Wyniki wynikami, ale trzeba popatrzeć na całą pracę, którą wykonuje się przed tym wszystkim. Jest z nich dumny, bo nie mamy łatwej sytuacji, nie mamy dużej grupy. Kobiece skoki nie są u nas popularne, a dziewczyny wkładają w to całe serce. Sumiennie podchodzą do treningów. U Ani to teraz procentuje, a u Poli zaprocentuje w przyszłości – zapewnia Hula.
W sobotę malutka drużyna kobiecej reprezentacji Polski mogła liczyć na wsparcie sztabu ekipy skoczków.
– To było bardzo fajne. Byłem bardzo zadowolony, bo był z nami cały sztab męskiej reprezentacji. Wiadomo, nie było zawodników, którzy szykują się do swoich zawodów. Mogliśmy liczyć na trenerów, kierownika drużyny, fizjoterapeutę czy serwisanta. Myślę, że dziewczyny też to doceniły i poczuły wsparcie. My też przyjedziemy w poniedziałek i będziemy wspierać ich na skoczni – zapowiada Hula.
We wtorek na olimpijskiej skoczni HS107 w Predazzo odbędzie się mikst. Start zawodów o 18:45.
Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela