Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Kacper Tomasiak: "Powoli to do mnie dociera"

Kolejna szczęśliwa historia w szczęśliwym dla Polaków Predazzo. Tym razem jednak z Doliny Płomieni wywozimy nie medal mistrzostw świata, a medal olimpijski. A konkretnie - srebrny medal olimpijski ze skoczni HS 107 wywozi Kacper Tomasiak - najmłodszy w historii polski medalista zimowych igrzysk olimpijskich.

 

Kacper Tomasiak zdobył swój srebrny medal 25 dni po swoich 19. urodzinach. Do tej pory najmłodszym polskim medalistą był Wojciech Fortuna, który swoje mistrzostwo olimpijskie wywalczył  w wieku 19 lat i 193 dni. Fortuna i Tomasiak są jednak jak ogień i woda. Spokojny, cichy bielszczanin wydaje się dojrzały nad swój wiek. I z takim właśnie spokojem i dojrzałością rozmawiał z dziennikarzami po dekoracji, trochę jakby nieśmiało prezentując swój medal na szyi.

- Powoli to do mnie dociera. Do tego konkursu podchodziłem tak samo, jak do innych - spokój, skupienie. Przed samymi skokami zaczęło do mnie docierać, jaka jest waga tych zawodów i pojawiło się więcej presji. Było trochę nerwów gdy zapinałem narty i siadałem na belce, ale podczas samych skoków czułem się jak podczas każdych innych zawodów. Wstałem dziś dość późno. Mieliśmy bardzo lekką aktywację. Resztę czasu spędziliśmy w pokojach, oglądając inne dyscypliny. Więc udało się wyciszyć, uspokoić - odpowiadał na pytania dziennikarzy zgromadzonych pod skocznią w Predazzo.

- Niektórzy czasem się śmieją na takich imprezach, że nie wiedzą, gdzie są. Ja mam świadomość, gdzie się znajduję. Ale czuję już wielkie zmęczenie. Adrenalina już opadła, nogi się robią trochę miękkie, ale jestem bardzo zadowolony i czuję dużą radość. I czekam na więcej. Przed drugim skokiem zdawałem sobie sprawę z tego, że do podium tracę tylko 0,1 punktu, ale nie przywiązywałem do tego wagi - relacjonował dziewiętnastolatek.

Przed dekoracją czterej medaliści mieli chwilę czasu, by porozmawiać i podzielić się emocjami. - Gratulowaliśmy sobie nawzajem i wszyscy stwierdziliśmy, że dziwnie się czujemy, że jeszcze do nas w pełni nie dociera, że udało się te medale zdobyć - zdradził nam świeżo upieczony wicemistrz olimpijski.

Skoczek stwierdził też, że dobrze ocenia decyzję trenera kadry narodowej, by zrobić sobie przerwę od regularnego startowania w zawodach po konkursach w Sapporo. Ostatni raz Tomasiak rywalizował w pucharze świata 18 stycznia - blisko miesiąc temu.

- Dobrze, że miałem trochę czasu przed Igrzyskami. Dobrze było odpuścić kilka startów i tak na spokojnie potrenować bez presji. Chyba trzeba będzie tak robić w kolejnych latach. 

Padło też pytanie o to, gdzie będzie leżał lub wisiał jego srebrny medal.  - Nie mam pojęcia, gdzie  trafi. Będę się zastanawiał, jak wrócę do domu - zakończył zmęczony, lecz szczęśliwy zawodnik. Zawodnik, który jeszcze wiosną zeszłego roku trafił jedynie do kadry B, a dziś jest piątym w historii polskim indywidualnym medalistą olimpijskim w skokach narciarskich. Pierwszym polskim medalistą XXV Igrzyska Olimpijskich Mediolan-Cortina d'Ampezzo 2026. Nasz srebrny chłopak nie ma zbyt wiele czasu na odpoczynek. Już jutro na tej samej skoczni odbędzie się konkurs drużyn mieszanych. 

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela

A gdyby ktoś chciał poznać lepiej sylwetkę srebrnego medalisty z Val di Fiemme, tu może przeczytać, jak przedstawiał się czytelnikom naszego portalu na progu tej zimy.