„Jak splunięcie w twarz”. Mistrz olimpijski mówi wprost o zdradzie
Philipp Raimund podczas poniedziałkowej konferencji prasowej po olimpijskim konkursie indywidualnym w Predazzo został poproszony o powrót do wydarzeń sprzed blisko roku i wybuchu afery sprzętowej z udziałem Norwegów podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Trondheim. Niemiec – zapytany przez dziennikarza dagbladet.no o swoje aktualne relacje z niegdysiejszym przyjacielem ze skoczni – nie gryzł się w język.
Serię pytań dotyczących bieżącego sezonu i drogi po złoto Philippa Raimunda w Predazzo przerwał Tore Ulrik Bratland, dziennikarz dagbladet.no. Norweg zapytał Niemca o aktualne stosunki, które łączą go z Mariusem Lindvikiem – jednym ze skoczków ukaranych za udział w aferze sprzętowej. Panowie w przeszłości chwalili się przyjacielskimi stosunkami.
– Powiedziałbym, że ta relacja stała się trochę trudniejsza. Byliśmy całkiem dobrymi znajomymi, zanim wydarzyły się te rzeczy. Grałem z nim w gry wideo i streamowałem na żywo. Uważałbym go za przyjaciela. Po sytuacji w Trondheim poczułem to trochę jak zdradę, jak splunięcie w twarz – nie przebierał w słowach Raimund przed dziennikarzami zgromadzonymi w sali konferencyjnej pod skoczniami w Predazzo.
– Nie chcę robić z tej sprawy czegoś większego, niż jest. To, co zrobili, było błędem i dla mnie osobiście, gdyby którykolwiek z nich przyszedł do mnie i powiedział: ‘Hej, przepraszam, że tak się stało’, prawdopodobnie bym im wybaczył i powiedział: ‘Hej, jesteśmy tylko ludźmi, błędy się zdarzają, skupmy się razem na przyszłości’ – kontynuował nowy mistrz olimpijski.
– Jest mi więc trochę smutno, że nigdy do tego nie doszło. Zwłaszcza że się przyjaźniliśmy, a ja nigdy nie dostałem żadnego wyjaśnienia ani niczego podobnego. To mnie smuci z ludzkiego punktu widzenia – zakończył 25-latek norweski wątek.
Poniedziałkowy triumf w Val di Fiemme jest dla Raimunda niezaprzeczalnie największym sukcesem w karierze. Podopieczny Stefana Horngachera nigdy dotąd nie wygrał konkursu Pucharu Świata, choć sześciokrotnie wskakiwał na podium – w tym pięć razy tej zimy. Jak sam mówi, za każdym razie na drodze stawał mu… lider Pucharu Świata.
– Na mojej drodze stał Domen Prevc <śmiech>… Przez cały sezon spisywał się niesamowicie, a jedynym konkursem, w którym nie był przede mną, była skocznia normalna w Falun. Wiedziałem więc, że to jedyna rzecz, która mogła go powstrzymać – nawiązuje Raimund do występów Słoweńca na skoczniach normalnych, które nie pozwalają mu w pełni rozwinąć skrzydeł.
– Do tej pory być może brakowało też poczucia wielkiego wydarzenia. Moje treningi były udane i muszę powiedzieć, że pozostali medaliści wykonali świetną robotę. Ale myślę, że czasem to właśnie atmosfera rywalizacji pod ogromną presją potrafi cię dodatkowo zmotywować – przypuszcza.
Raimund to pierwszy niemiecki mistrz olimpijski od 2018 roku, kiedy najlepszy na normalnym obiekcie w Pjongczangu okazał się Andreas Wellinger.
– Nie do końca potrafię to opisać, nie jestem w stanie pojąć, co się właśnie wydarzyło. Pociągnie to za sobą wiele konsekwencji i różne rzeczy będą działy się w moim życiu. Może powinienem zapytać Andreasa Wellingera, który dokonał tego w Pjongczangu w 2018 roku. Sporo przede mną, chyba nie jestem na to przygotowany – usłyszeliśmy.
Niemiec odniósł się też do niespodzianki, jaką we Włoszech sprawił Kacper Tomasiak – sięgając po srebro w wieku 19 lat.
– Po poniedziałkowym konkursie powiedziałem Kacprowi, że jeszcze przed igrzyskami olimpijskimi pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdybym stanął na podium z nim i Stephanem Embacherem. Kacper był niebezpiecznie blisko mnie, co było trochę deprymujące, ale spisał się znakomicie. To był naprawdę świetny występ – komplementuje juniora z Bielska-Białej.
Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela