„Nie brałem pod uwagę tego, że może nas zabraknąć w ósemce" – Paweł Wąsek po mikście
Reprezentacja Polski zajęła w olimpijskim konkursie mikstów w Predazzo przedostatnie 11. miejsce, nie kwalifikując się do serii finałowej. Dobry skok w zmaganiach na normalnym obiekcie Trampolino Dal Ben oddał Paweł Wąsek. Zawodnik z Ustronia uzyskał w swojej próbie 102,5 metra.
26-letni reprezentant Polski nie mógł zaliczyć poniedziałkowego konkursu indywidualnego w Predazzo do udanych. Mimo przyzwoitego skoku w serii próbnej, poprzedzającej te zawody, w pierwszej serii konkursowej Wąsek osiągnął 97,5 metra. Ostatecznie nie awansował jednak do serii finałowej, kończąc całe zmagania na 35. miejscu.
Podczas konkursu mikstów skoczek z Ustronia skakał w drugiej grupie i oddał bardzo dobrą próbę na 102,5 metra. Wynik ten w połączeniu z dobrymi ocenami za styl pozwolił mu uzyskać piętnastą notę w nieoficjalnym rankingu indywidualnym pierwszej serii. Czy Polak był zadowolony z tego występu bardziej, niż ze startu w poniedziałkowym konkursie indywidualnym?
– W porównaniu do wczoraj myślę, że tak. Jednak na pewno nie był to jeszcze skok idealny. Dalej troszkę mnie przekręciło na buli, więc jakieś błędy na pewno się tam pojawiły. Ale jeszcze nie rozmawiałem z trenerem; nie analizowałem, więc ciężko mi też powiedzieć, co tam się dokładnie wydarzyło – ocenił swój wtorkowy występ Wąsek.
Obok byłego triumfatora klasyfikacji Letniego Grand Prix jedynym zawodnikiem w polskiej kadrze, który przekroczył punkt konstrukcyjny we wtorkowym konkursie drużyn mieszanych, był świeżo upieczony wicemistrz olimpijski z rywalizacji indywidualnej – Kacper Tomasiak (100,5 m). Znacznie bliżej skakały jednak Anna Twardosz (92 m) oraz Pola Bełtowska (82 m). Wszystko to przełożyło się na zajęcie przez Biało-Czerwonych dopiero 11. lokaty, ze stratą 11,1 punktu do czołowej „ósemki".
Po pierwszej serii Wąsek nie krył zaskoczenia brakiem awansu polskiej kadry do serii finałowej olimpijskiego konkursu mikstów: – Bardzo szkoda. Szczerze mówiąc, ja w ogóle nie brałem pod uwagę tego, że w tej ósemce może nas zabraknąć. No, ale cóż... Rywale skakali dziś po prostu lepiej od nas i bardziej zasłużyli na tę drugą serię.
Miejsce w „ósemce", czyli lokata gwarantująca awans do serii finałowej, oznacza w przypadku igrzysk olimpijskich zajęcie punktowanego miejsca. Umożliwia to także ubieganie się o stypendium sportowe. Czy Wąsek myślał o tym podczas konkursu mikstów?
– Za bardzo o tym nie myślałem. Starałem się tu raczej skupić po prostu na tym, co mogę poprawić i na tym, żeby pokazać się z jak najlepszej strony – przyznał m.in. skoczek z Ustronia.
W rozmowie z dziennikarzami Wąsek został również zapytany o to, jak wyglądało u polskich skoczków świętowanie zdobycia srebrnego medalu olimpijskiego przez Kacpra Tomasiaka: – Długo czekaliśmy, bo wiadomo, że takie rzeczy długo trwają. Więc czekaliśmy długo całą drużyną. Zeszli się też trenerzy biegaczy, prezesi, więc duża ekipa. Była również rodzina Kacpra, a jak już w końcu dotarł, to otworzyliśmy symbolicznie szampana, i cóż... My, jako zawodnicy, musieliśmy udać się do łóżek. A co tam się dalej działo, to już nie mnie należy pytać.
Wtorkowy konkurs mikstów na olimpijskiej skoczni HS107 w Predazzo był także wyjątkowy dla Wąska. Jako jedyny polski skoczek, startujący w tym konkursie, urodził się bowiem jeszcze w XX wieku (w 1999 roku – przyp. red.). W związku z tym, pełnił on rolę najstarszego zawodnika w zespole. Jak czuł się w tej roli?
– Jeszcze niedawno byłem najmłodszy w drużynie, a teraz już najstarszy, więc szybko ten czas leci. No, ale cóż, taka kolej rzeczy – stwierdził krótko.
26-letni zawodnik został również zapytany m.in. o to, jakie plany mają polscy skoczkowie na środę, czyli dzień przerwy przed pierwszymi treningami na dużej skoczni w Predazzo.
– Może uda się pójść do wioski i kupić jakieś pamiątki, ale myślę, że na pewno też będziemy mieć jakiś trening na salce – mówił m.in. Wąsek.
Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela