Kamil Stoch: "Nic się jeszcze nie skończyło"
Kamil Stoch był po pierwszych treningach na skoczni dużej w zupełnie innym humorze, niż po skokach na skoczni normalnej. Nic dziwnego. Ósmy, czwarty i piętnasty wynik dają nadzieję na to, że drugi z konkursów indywidualnych może zakończyć się satysfakcjonującym rezultatem.
Ale jako że dziś Tłusty Czwartek, pierwsze pytanie musiało dotyczyć pączków.
- Ja w ogóle lubię pączki, ogólnie słodkie rzeczy. Nie mam ulubionego smaku. Niech będzie, że mój ulubiony to z marmoladą. Oczywiście jako skoczek, nie mogę się objadać. Mogę zjeść na raz maksymalnie dwa. I to gdybym był głodny - zdradził Kamil Stoch.
Po temacie dnia przyszedł czas i na skoki narciarskie.
- Przydał mi się wczoraj ten dzień odpoczynku. Dobrze jest odpuścić trochę mentalnie. Odciąć się od tego, gdzie jesteśmy. Od presji, którą czasem sami na siebie nakładamy. A szczególnie ja. To był pozytywny dzień. Dobre skakanie na dobrym poziomie. W końcu czuję to, co robię i czuję powietrze pod nartami. A tego mi bardzo brakowało. Dawno już tak nie było, że zaraz po wyjściu z progu czułem te narty i wiedziałem od razu, że można coś z tego zrobić. Oczywiście drugi skok, ten na czwartą lokatę, przyniósł mi najwięcej satysfakcji. Pokazał mi, że można. Pierwszy był na złapanie czucia, drugi był z większą swobodą, znajomością tego, co już jest. Trzeci? Chciałem wykonać pewną rzecz. Kusiło mnie, by go odpuścić, ale skoczyłem i trudno. Nie żałuję, To też jakieś doświadczenie, wiedza, że trzeba zostać z czymś, co jest, a nie próbować coś jeszcze dodawać. W końcu on też nie był bardzo łzy. No gorszy, niż dwa pierwsze, ale dałby mi awans do drugiej serii. Można sobie było poćwiczyć telemark i ten w trzecim był całkiem ładny - zrelacjonował weteran polskiej kadry.
- Duża skocznia wzbudza we mnie więcej dobrych emocji i skojarzeń. Po tym, co się wydarzyło na normalnej skoczni, byłem bardzo zawiedziony, ale wiedziałem, że nic się jeszcze nie skończyło. Wiedziałem, że na dużej będę się czuł zdecydowanie lepiej i będę mógł zrobić coś więcej - zakończył optymistycznie mistrz olimpijski z Soczi i Pjongczangu.
Korespondencja z Predazzo - Dominik Formela