Od koszmarnej kontuzji do olimpijskich medali. Droga Nozomi Maruyamy na sportowy szczyt
Jeszcze kilka lat temu jej olimpijskie marzenia prysły niczym bańka mydlana. Dziś Nozomi Maruyama ma już dwa medale igrzysk Mediolan-Cortina i jest wciąż w grze o kolejny - na dużej skoczni w Predazzo. Historia Japonki pokazuje, że warto być wytrwałym i dążyć do spełniania ambitnych celów.
W październiku 2021 roku, podczas zawodów w Sapporo, dramatyczny upadek spowodował długi rozbrat ze skokami Maruyamy. Diagnoza była brutalna: zerwane więzadło krzyżowe przednie, uszkodzona łąkotka boczna i stłuczenie kości strzałkowej. Kontuzja odebrała jej szansę na olimpijski debiut w Pekinie - wówczas rozpoczęła się długa i trudna droga do powrotu. W międzynarodowej rywalizacji pojawiła się ponad rok później, punktując w grudniu 2022 roku w Pucharze Świata w Lillehammer. Krok po kroku odbudowywała swoją dyspozycję, aż na początku sezonu 2025/26 zaszokowała wszystkich, wygrywając trzy pierwsze konkursy PŚ, a w dwóch kolejnych stając na podium. Maruyama tuż przed igrzyskami w Mediolanie-Cortinie była wymieniana jako jedna z faworytek do zdobycia olimpijskich krążków. Nie zawiodła oczekiwań - na swoim koncie ma już dwa brązowe medale: jeden z rywalizacji indywidualnej na obiekcie HS, zaś drugi wywalczony w konkursie drużyn mieszanych.
Po zdobyciu pierwszego brązowego krążka na skoczni normalnej Maruyama przyznała, jak wielką rolę odegrała presja.
- W trakcie sezonu ciążyła na mnie duża presja i nie byłam pewna, czy utrzymam formę aż do igrzysk. Udało się jednak dotrwać do tego momentu i myślę, że poradziłam sobie dobrze. Tutaj oczekiwania kibiców były dużo większe niż przed ostatnimi igrzyskami. To było zupełnie inne doświadczenie.
Japonka podkreślała też, że okres po kontuzji był jednym z najcięższych w jej życiu sportowym.
- Ostatnie cztery lata były bardzo długie i trudne. Wiedziałam jednak, że Anna Odine Stroem przeszła podobną drogę i wróciła na bardzo wysoki poziom. To dało mi dużo wiary, że ja też mogę.
Norweżka, świeżo upieczona mistrzyni olimpijska, nie szczędziła słów uznania pod adresem Japonki.
- Nozomi miała jeszcze poważniejszą kontuzję niż ja. Cały ten sezon jest w jej wykonaniu niesamowity. Za tym stoją lata ciężkiej pracy i poświęcenia.
Kilka dni później Maruyama dorzuciła drugi medal - brąz w konkursie drużyn mieszanych, historyczny dla reprezentacji Japonii.
- To pierwszy w historii medal Japonii w mikście i bardzo ważny dzień dla całej naszej drużyny. Da nam to ogromną motywację przed konkursami na dużej skoczni - powiedziała.
W kontekście powrotu do formy po odniesionym urazie jej historia nabiera szczególnego znaczenia. W walce o podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Japonka znajduje się w dość dogodnej sytuacji. Wprawdzie jej strata do dzierżącej żółty plastron liderki Niki Prevc jest dość pokaźna (486 punktów), ale posiada bezpieczną, 317-punktową przewagę nad trzecią Lisą Eder. Już w niedzielę 15 lutego o 18:45 czeka ją zaś kolejna szansa na zdobycie olimpijskiego medalu - konkurs na dużym obiekcie w Predazzo.
Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela