Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Ostatni indywidualny start Kamila Stocha na igrzyskach. „Jestem po prostu zawiedziony swoją postawą"

W sobotę Kamil Stoch po raz ostatni w karierze wystąpił w indywidualnym konkursie zimowych igrzysk olimpijskich. Podczas zawodów na dużej skoczni w Predazzo reprezentant Polski oddał skoki na 126,5 oraz 131,5 metra, zajmując ostatecznie 21. miejsce.

Sobotnie zmagania na dużej skoczni Trampolino Dal Ben (HS141) w Predazzo były dwunastym startem Stocha w indywidualnym konkursie na zimowych igrzyskach olimpijskich. Po nieudanych zawodach na normalnym obiekcie, gdzie zajął dopiero 38. lokatę, prezentował on dobrą formę podczas treningów na dużej skoczni. W konkursie głównym skoczek z Zębu uplasował się jednak dopiero na 21. miejscu (ex aequo ze Słowakiem Hektorem Kapustikiem), co było najsłabszym wynikiem reprezentanta Polski w tych zawodach. Wyżej od Stocha sobotni konkurs zakończyli brązowy medalista olimpijski – Kacper Tomasiak, a także czternasty Paweł Wąsek.

Już w poniedziałek czeka nas konkurs duetów mężczyzn, który zwieńczy zmagania o medale XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich w skokach narciarskich. Czy Stoch łudzi się jeszcze, że otrzyma szansę występu w tych zawodach?

– Nie, nie łudzę się, bo jestem świadomy tego, jak to wygląda. Będą skakali najlepsi. W tym momencie Paweł (Wąsek – przyp. red.) prezentuje lepszą dyspozycję ode mnie. I o to chodzi, żeby właśnie skakali ci, którzy mają szansę – ocenił czterokrotny medalista olimpijski.

We wrześniu 2025 roku Stoch wraz z Dawidem Kubackim triumfował w konkursie duetów, który zorganizowano na dużej skoczni w Predazzo w ramach Letniego Grand Prix. Czy wspomnienie tych zawodów podtrzymywało go w sobotę przy tym, że będzie on w stanie osiągnąć dobry wynik także podczas olimpijskiego konkursu?

– Trzymało mnie nawet nie tyle wrześniowe wspomnienie, co dobre skoki treningowe, a przynajmniej jakieś lepsze. W moich skokach zaczynało się pokazywać już coś jaśniejszego, ale niestety rzeczywistość okazała się inna. W zawodach nie potrafiłem po prostu oddać takich swobodnych skoków. Było dużo sztywności, było dużo pragnienia, było dużo chęci. Też poszedłem na całość – co tu dużo mówić. Ale tak to się potoczyło, a nie inaczej – przyznał skoczek z Zębu.

W rozmowie z dziennikarzami Stoch został zapytany również o gest, jaki zaprezentował do kamery po swoim drugim skoku konkursowym. Polski skoczek pokazał na palcach liczbę „6", nawiązującą do tego, iż startuje na swoich szóstych igrzyskach: – Właściwie teraz tak sobie myślę, po co to pokazywałem (śmiech). Z jednej strony, tak, szóste igrzyska – tego też nikt nie dał mi za darmo. Też musiałem sobie to wywalczyć, żeby tutaj przyjechać. Ale z drugiej strony, boli mnie sposób, w jaki się tutaj pokazałem. Bo liczyłem na bardzo, bardzo „więcej".

Trzykrotny mistrz olimpijski nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie, czy w sobotę przegrał z własną głową i ze swoimi oczekiwaniami: – Ta zima ogólnie jest dla mnie trudna, jeśli chodzi o zmagania z różnymi rzeczami – czy technicznymi, czy takimi mentalnymi. I tak naprawdę musiałby się zdarzyć cud, żebym tutaj po prostu osiągnął bardzo dobry wynik. Powiedzmy: gdybym zakręcił się w okolicach medalu, albo gdybym wszedł do pierwszej dziesiątki. No, bo zimą po prostu było bardzo daleko do tego. Mam tu na myśli starty poprzedzające [igrzyska]. No, ale tak: wierzyłem, że w skokach po prostu wszystko jest możliwe, i że może się zdarzyć taki dzień, że po prostu wszystko będzie mi szło. Natomiast nie byłem w stanie. Nie potrafię teraz jasno określić, dlaczego tak jest. Nie chcę też tutaj grzebać i szukać teorii wyssanych trochę z palca, albo też sobie umniejszać. Po prostu: wystarczyło na tyle, ile pokazałem. Chociaż dałem z siebie maksimum.

Mimo słabszej postawy w sobotnim konkursie kibice zgromadzeni pod skocznią w Predazzo nagrodzili Stocha dużymi brawami. Polski skoczek przyznał, że nie słyszał wyraźnie owacji kibiców po wylądowaniu. Wyraził on jednak swoją radość z tego, iż jego osoba i jego skoki wciąż wzbudzają emocje na skoczni: – Na tą chwilę jest mi trudno po prostu cokolwiek z siebie wykrzesać, bo to są takie słodko-gorzkie myśli. Z jednej strony jestem po prostu zawiedziony swoją postawą, bardzo zawiedziony. A z drugiej strony też chcę się cieszyć sukcesem kolegi. Bo to, co robi Kacper, jest piękne. Jest po prostu inspirujące. I pokazuje, że w sporcie wszystko jest możliwe – że z dnia na dzień wszystko się może odmienić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niespełna 39-letni reprezentant Polski został także zapytany, czy wybierał się na sobotni konkurs z myślą o chęci zdobycia medalu olimpijskiego.

– To jest tak, że gdzieś po prostu w trakcie tygodnia wierzyłem, że może zdarzy się cud i sięgnę po ten medal. Bo trzeba w to wierzyć, trzeba iść z takim nastawieniem na trening. Natomiast dzisiaj starałem się wykonać po prostu zadanie. Poszedłem czysto zadaniowo, bo wiem, że takie myślenie i takie nastawienie zawsze dawało mi pozytywny efekt. Dzisiaj starałem się po prostu wykonać dobrze swoją pracę – dobrze wykonać skok; dobrze wykonać te czynności, które miałem wykonać. Wykonywałem je po części, ale pojawiały się też błędy, które na ten moment – przy mojej dyspozycji i mojej ogólnej formie – wystarczają na dwudziestkę – stwierdził.

 

 

W rozmowie z dziennikarzami dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli otrzymał również podziękowania za wszystkie sukcesy, jakie odnosił podczas swojej dwudziestoletniej przygody z zimowymi igrzyskami olimpijskimi.

– Dziękuję, to bardzo miłe. Pewnie przyjdzie kiedyś taki moment, kiedy sobie usiądę i... wspomnę po prostu to wszystko, co się działo przez te dwadzieścia lat. Po kolei: sukcesy, i też gorsze momenty, i też chwile radości wspólnie z kolegami. Może gdzieś po prostu odseparuję te ważne rzeczy od tych, które należy zapomnieć i gdzieś przepuścić koło głowy. Natomiast na tą chwilę... Znacie mnie dobrze, nie potrafię tego zrobić. Na tą chwilę muszę to przeżyć i przetrawić – mówił.

 

 

 

Podczas tegorocznych igrzysk i zmagań na skoczniach w Predazzo nowe karty w historii polskich skoków napisał zdobywca srebrnego i brązowego medalu olimpijskiego – Kacper Tomasiak. Czy Stoch wzrusza się tym, jakie sukcesy odnosi teraz jego młodszy kolega z zespołu?

– Tak. Po części tak. Natomiast, tak jak mówię, to jest... bardzo trudne, żeby po prostu odseparować radość z sukcesu kolegi od takiego zawodu ze swojej postawy. Natomiast za chwilę pójdę; będę oglądał, jak kolega będzie wchodził na podium, będzie odbierał swój drugi medal... No, i tak. Wtedy na pewno pojawi się radość – skomentował tuż po sobotnim konkursie skoczek z Zębu.

Od wielu lat reprezentant Polski wraz z żoną prowadzi także Klub Sportowy Eve-nement Zakopane, w którym trenują młodzi adepci skoków narciarskich. Czy przykłady postaci takich jak Kacper Tomasiak pokazują dobitnie, że inwestowanie w przyszłość polskich skoków ma sens?

 

 

– No, tak. Sport powinien być dla idei, dla ideowców. Jeżeli ktoś wierzy, że swoją pracą, swoim nakładem energii i środków będzie w stanie po prostu pomóc komuś w spełnieniu sportowych marzeń, to trzeba to robić. My mamy właśnie takie podejście – podsumował Stoch.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela