Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Adam Małysz po drugim medalu Tomasiaka: „On jest po prostu mocny psychicznie”

Po brązie Kacper Tomasiak na dużej skoczni i drugim krążku polskich skoków w Predazzo głos zabrał prezes Polski Związek Narciarski, Adam Małysz. Czterokrotny medalista olimpijski mówił zarówno o sile mentalnej młodego zawodnika, jak i o kulisach pracy sztabu, który - jak podkreślił - niesłusznie bywał wcześniej krytykowany.

Na początku rozmowy padło pytanie o przyszłość sztabu i samego prezesa po tak udanych igrzyskach.

- Moja sprawa jest prostsza - to ja muszę chcieć startować w wyborach - mówił Małysz. - Trenerzy są rozliczani za wyniki, więc każdy może sam odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Prezes PZN stanowczo odniósł się też do pojawiających się opinii, że Maciej Maciusiak nie miał dużego wpływu na rozwój Tomasiaka.

- To krzywdzące dla wszystkich. Kto to wymyślił, powinien teraz schować się pod stół - podkreślił.

Małysz przyznał, że na dużej skoczni długo brakowało pewności.

- Kacper nie mógł się wskoczyć. Trener Maciek cały czas powtarzał: „nie może trafić w próg”. Na normalnej skoczni było podobnie. Ale w serii próbnej zobaczyłem, że jest trzeci i wiedziałem, że będzie walczył.

Jak wytłumaczyć fenomen zawodnika, który w treningach spisywał się przeciętnie, a w konkursie zdołał pokazać pełnię możliwości, stając na podium?

- On jest po prostu bardzo mocny psychicznie. Tego nie wytrenujesz w tydzień czy na samych igrzyskach. To albo masz w sobie, albo nie. Medal na normalnej skoczni jeszcze bardziej go napędził. Trzeba było tylko zacząć trafiać w próg, a potem wszystko zaczęło się samo nakręcać.

Tomasiak powtórzył historyczny wyczyn Małysza z igrzysk w 2002 roku - dwa medale indywidualne, choć w odwrotnej konfiguracji.

- Ja jechałem wtedy na igrzyska jako lider i to było ogromne obciążenie. Jakbyś miał na plecach plecak z cegłami. Od Kacpra nikt niczego nie wymagał. Było raczej: „fajnie by było, jakby powalczył”. Presja była zupełnie inna.

Prezes PZN nie ukrywał, że wielu sceptyków nie wierzyło w zapowiedzi medalowe sztabu.

- Wielu dziennikarzy i działaczy nie wierzyło, gdy trener Maciek mówił, że jedziemy po medal. A ja wiem, że jak on coś sobie założy, to zrobi wszystko, by to zrealizować. Widziałem ich treningi, pobudzenie, sposób pracy. Czasem trzeba po prostu dać komuś szansę.

Zdaniem 48-latka dwa medale młodego zawodnika mają znaczenie znacznie większe niż tylko wynik sportowy.

- To daje życie całym skokom. Wielu bało się, co będzie po igrzyskach, a tu dostaliśmy potężny impuls.

Tym razem Adam Małysz nie funkcjonował jak typowy działacz z pełnym dostępem do strefy zawodniczej - m.in. z powodu ograniczeń akredytacyjnych.

- Na trzech zawodników dostalibyśmy trzy akredytacje, a sztabu było osiem osób. Oddałem swoją i kupiliśmy bilety. I wiecie co? Przeżywanie tego z kibicami było naprawdę fajne. Największym utrudnieniem był powrót do zawodników, by chociażby pogratulować. Dobrze, że we Włoszech nie ma takiego porządku, jak choćby w Korei czy na przykład w Planicy. Tu można było ominąć jeden płotek i tutaj dojść. Nikt w zasadzie na to nie patrzył, więc to ułatwiło sprawę. Tego nie żałuję, bo ci, którzy faktycznie odpowiadali za chłopaków, byli dużo ważniejsi niż prezes, który przyjechał im pokibicować.

Już za tydzień - 22 lutego - w Wiśle na skoczni im. Adama Małysza zaplanowano zimowe mistrzostwa Polski. Na miejscu zapewne rywalizować będzie świeżo upieczony dwukrotny medalista olimpijski. Impreza nie zyskała statusu masowej, dlatego na trybunach pojawić się będzie mogło maksymalnie 999 kibiców.

- Powiem szczerze, że mówiłem naszym chłopakom z organizacji, by zrobić po prostu wolny wstęp. Nie wiem, czy się to uda, bo pamiętamy, co się wydarzyło kiedyś w Krakowie, gdy jakaś dziewczyna wysłała zaproszenie na grilla i przyszło 22 tysiące osób. Więc powiem szczerze, że tutaj może to być przeszkodą. Ale miejmy nadzieję, że tak nie będzie i faktycznie te Mistrzostwa Polski będą też czymś dla kibiców. Zawsze stawiamy na to, by kibic powinien mieć możliwość przeżycia tego z zawodnikami.

Pytany o szansę medalową w poniedziałkowym konkursie duetów, Małysz odpowiedział ostrożnie.

- Powiem tak - nie chcę zapeszać.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela