Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Loty nie dla Kota. „Chciałbym powalczyć o skład po Kulm"

Trener Maciej Maciusiak wyselekcjonował pięcioosobowy skład reprezentacji Polski na Puchar Świata w lotach narciarskich w austriackim Bad Mitterndorf. W drużynie zabrakło miejsca między innymi dla Macieja Kota, który w ostatnich dniach nie miał okazji udowodnić swojej sportowej wartości w amerykańskim Iron Mountain, gdzie do skutku nie doszedł żaden z czterech konkursów rangi Pucharu Kontynentalnego zaplanowanych na miniony weekend.

Amerykańska wyprawa Macieja Kota i Jakuba Wolnego, którym towarzyszył trener Wojciech Topór i serwisant Kacper Skrobot, zakończyła się kompletną klapą. Najpierw nasz zespół – z powodu odwołanego lotu i opóźnień na trasie – dotarł do stanu Michigan dobę później od założonego planu. Następnie okazało się, że na lotnisko docelowe dotarły nie wszystkie torby ze sprzętem Macieja Kota. Ostatecznie, po trzech dniach walki z porywistym wiatrem, na Pine Mountain (HS133) nie udało im się wykonać choćby jednej próby.

– Nie oddaliśmy żadnego skoku. Jest nam bardzo przykro ze względu na to, ile sił i energii włożyliśmy w to, żeby dotrzeć do Stanów Zjednoczonych. Walczyliśmy o to, żeby walczyć o swoje cele, jak kwota startowa na Puchar Świata czy Puchar Kontynentalny. Niestety, żaden z tych celów nie został zrealizowany, nawet nie było takiej szansy. Poza tym szkoda ludzi. Do Iron Mountain zawsze przyjeżdża wielu kibiców. W sobotę było około dziesięciu tysięcy. W niedzielę podobnie. Nie zobaczyli jednak ani jednego skoku. Nam i organizatorom przykro z tego powodu, ale takie bywa Iron Mountain. Ostatnie lata były dla nas dość łaskawe, ale raz na jakiś czas ta skocznia pokazuje swoje oblicze, które niekoniecznie chcemy oglądać, a więc mocny wiatr pod narty. W niedzielę dochodził nawet do 12 m/s. Bez szans na skakanie… Cały czas byliśmy w gotowości, co było dość męczące psychicznie i fizycznie, ale cóż… z pozytywów: w sobotni wieczór dojechały moje torby – relacjonuje Maciej Kot dla Skijumping.pl.

Kot wobec problemów logistycznych i braków sprzętowych musiał skorzystać z pomocy zagranicznych ekip.

– Byłbym w stanie skakać, ponieważ skompletowałem brakujący sprzęt. Wiadomo, skakanie w tak trudnych warunkach na wymagającym obiekcie w nieswoim sprzęcie nie byłoby komfortową sytuacją. Zebrałem go od Niemców i Kazachów. Coś tam od przedskoczka, trochę rzeczy pożyczył mi Kuba Wolny. Pozostaje oddać i ładnie podziękować. Trzeba jednak podkreślić, że rodzina skokowa trzyma się razem i w takich sytuacjach można liczyć na innych. Każdy chciał pomóc. Wszyscy wiedzą, że my też pomożemy, jeśli nadarzy się taka okazja – zaznacza 34-latek.

Sobota mogła być historycznym dniem. Na ten dzień, po piątkowych turbulencjach pogodowych, zaplanowano aż trzy konkursy indywidualne w ciągu jednego dnia. Finalnie nie rozpoczęto nawet serii treningowej, co nie zmieniło się aż do końca wyboistego weekendu.

– Sobota była dniem, kiedy były największe nadzieje, aby coś się odbyło. Stąd trzy konkursy w programie zawodów. Jeśli w sobotę nie dało się skakać, to wszyscy wiedzieli, że w niedzielę nie ma na to szans. W sobotę były momenty, kiedy wiatr stabilizował się na pułapie 4-5 m/s, ale chwilami błyskawicznie sięgał 7-8 m/s. To nieakceptowalne, szczególnie zaraz za progiem. W niedzielę od rana to śledziliśmy i wiatr nie schodził poniżej 7 m/s. Dochodził do 12 m/s, więc organizatorzy podjęli szybką decyzję. Wiatr miał się jeszcze rozkręcać – dodaje Kot, który nie znalazł się w gronie pięciu skoczków, którzy od piątku do niedzieli polatają w Bad Mitterndorf na Kulm.

– Niestety, ominęły nas mistrzostwa Polski. Gdybyśmy wiedzieli, jak będzie to wyglądać w Iron Mountain, na pewno zostalibyśmy na mistrzostwa Polski, żeby rywalizować w Wiśle i walczyć o skład na Puchar Świata. Z Kubą nie mieliśmy okazji pokazać w Pucharze Kontynentalnym, na co nas stać. Niestety, w najbliższych tygodniach nie będzie Pucharu Kontynentalnego, będzie tylko Puchar Świata, co jest trudną sytuacją dla zawodników spoza ścisłej czołówki. Loty na Kulm? Nie jest to skocznia i impreza docelowa dla mnie. Ostatnio z tymi lotami jest mi trochę nie po drodze. Po trudnej wyprawie do USA być może potrzebny będzie trening, żeby spokojnie poskakać, bo ostatnio brakuje skoków. Na pewno chciałbym powalczyć o powrót do składu po Kulm, na ostatni period Pucharu Świata w krajach nordyckich i Planicy. Zobaczymy, czy będzie ku temu okazja, żeby porównać swoją dyspozycję i wysłać sygnał do trenera, że jestem na to gotowy. Nie wszystko zależy ode mnie, ale zrobię wszystko, by na finałowy okres sezonu wrócić do rywalizacji – zapewnia drużynowy mistrz świata z 2017 roku.