„Wiele razy już w tym sezonie upadłem, dzisiaj po raz kolejny”. Wąsek poza sobotnim konkursem na Kulm
Kwalifikacje do sobotniego konkursu lotów narciarskich na skoczni Kulm (HS235) w Bad Mitterndorf nie należały do udanych w wykonaniu Pawła Wąska. Polak był o włos od wywalczenia awansu do zawodów – zabrakło zaledwie 0,1 punktu. Ostatecznie 26-latek został sklasyfikowany na 41. pozycji.
Sportowiec z Ustronia nie zamierza podłamywać się piątkowym niepowodzeniem. Bieżąca zima wielokrotnie udowadniała mu przewrotność skoków narciarskich.
– Już pokazały to igrzyska. Jest, jak jest, wiele razy już w tym sezonie upadłem, dzisiaj po raz kolejny, ale zawsze to też jest jakaś lekcja – mówił tuż po zakończonych kwalifikacjach.
Piątkowe kwalifikacje w Bad Mitterndorf dla Pawła Wąska były pierwszą od niemal roku rywalizacją na skoczni mamuciej. Ostatni raz poczynania 26-latka na obiekcie do lotów mogliśmy śledzić podczas finału sezonu w Planicy. Polak uplasował się wtedy kolejno na 11. i 13. miejscu w konkursach indywidualnych. Jak wiadomo, loty narciarskie w początkowym etapie kariery Wąska sprawiały mu kłopoty, z roku na rok zawodnik coraz lepiej odnajduje się jednak na obiektach mamucich.
– To było brutalne zderzenie z rzeczywistością, ale miałem to z tyłu głowy, że na tych lotach może być jednak ciężko. Jak porównywałem te skoki, jak teraz skaczę, moją fazę lotu do tego, jak to wyglądało w zeszłym roku, to brakuje prędkości. Brakuje tego, żebym był bardziej przeciągnięty w locie. Na lotach, gdzie to jest kluczowe, wiedziałem, że może być problem – analizował po skoku kwalifikacyjnym.
– W locie jeszcze jest dużo rezerw i o ile na tych mniejszych skoczniach nie jest to aż tak kluczowe, to tu, na tych mamutach, jest to rzecz najważniejsza po prostu. Bez tego dobrego lotu, bez dobrej prędkości, nie da się tu myśleć o sensownych odległościach – przyznał 26-latek po nieudanych kwalifikacjach w Bad Mitterndorf.
Każdy ze skoków oddanych przez Pawła Wąska w piątek na obiekcie Kulm (HS235) wyglądał bardzo podobnie – były to odległości nieprzekraczające 190 metrów. Podczas treningów, jak i serii kwalifikacyjnej, Polak utrzymywał się w piątej dziesiątce stawki. W porównaniu do ubiegłego sezonu, jak duże zmiany zawodnik wraz ze sztabem wprowadzili w technice?
– Raczej dalej plan jest ten sam. Na progu, jak to oglądamy na nagraniach, wygląda to naprawdę bardzo podobnie. Ale czegoś tam brakuje, żeby właśnie to zaskoczyło i żeby szło tak jak w zeszłym sezonie – wyjaśnił Wąsek.
Dla świeżo upieczonego medalisty niedawno zakończonych igrzysk olimpijskich czas między powrotem z Predazzo a podróżą do Austrii nie był chwilą relaksu i resetu. Wręcz przeciwnie, był intensywnym okresem wypełniania obowiązków medialnych.
– To było wykańczające, nie powiem. Człowiek nie jest tak przyzwyczajony do takich rzeczy i gdzieś to wszystko się odbiło, nawet nie było za bardzo czasu, żeby odpocząć. W końcu, jak te wyjazdy skończyły się we wtorek, wróciłem do domu i wiedziałem, że już nie ma żadnych obowiązków z tym wszystkim związanych, tylko po prostu trzeba się skupić na zawodach. Emocje opadły i to zmęczenie w końcu się pojawiło. No ale cóż, tu na skoczni całe szczęście wystarczy mieć dobrą technikę, nie trzeba mieć żadnej siły, więc jeżeli chodzi o same skoki, to tych sił mam wystarczająco – zakończył Polak.
Korespondencja z Bad Mitterndorf, Dominik Formela