Stoch bez przełamania. „Walczyłem przez całą karierę i będę walczył do ostatniego skoku”
Kamil Stoch będzie jednym z dwóch reprezentantów Polski, którzy wezmą udział w sobotnich zawodach Pucharu Świata w austriackim Bad Mitterndorf. W piątek 39-letni skoczek zamknął trzecią dziesiątkę rundy kwalifikacyjnej, a granicę 200. metra przekroczył tylko raz – podczas oficjalnej treningu.
– Czuję się… całkiem neutralnie. Może po cichu wierzyłem, że coś się odmieni, w końcu złapię dobre czucie i coś ruszy, ale miałem z tyłu głowy przeświadczenie, że na tę chwilę nie jestem w stanie dać niczego więcej i nie będzie tak prosto. Piątkowe skoki były w miarę solidne. Szczególnie powyżej 200-metrowy lot w pierwszej serii treningowej. To było przyjemne. Cieszę się, że dostałem się do sobotniego konkursu i dałem sobie szansę na kolejne loty – powiedział nam Stoch, który w piątek uzyskał 204, 185 oraz 190,5 metra.
– Ta skocznia nie jest obiektem moich marzeń, ale w życiu tak bywa, że czasami trzeba zacisnąć zęby i przepchnąć pewne trudności. Staram się tak tutaj robić, a przy okazji czerpać możliwie dużo frajdy, bo lot za granicę 200. metra dał mi trochę radości. W sobotę postaram się sprawić sobie więcej frajdy – dodał.
W minioną niedzielę Stoch wystartował w mistrzostwach Polski w Wiśle, które zakończył tuż za podium – na czwartej pozycji. Poza krajowym czempionatem nie skakał od zakończenia igrzysk.
– Czas po igrzyskach był strefą wolną od skakania na nartach. Trzeba było trochę odpocząć i zresetować się. To był dobry czas na odpoczynek – zaznaczył trzykrotny mistrz olimpijski.
Stoch, pomimo nieudanej imprezy czterolecia, nie zamierza odpuszczać już żadnych zawodów. Do końca kariery zostało mu raptem pięć przystanków Pucharu Świata, włącznie z Bad Mitterndorf.
– Cały czas trzeba trenować. Nie można odpuścić treningu siłowego czy na skoczni. Odpuszczanie zawodów? Zostały dosłownie ostatnie skoki tej zimy. Jeżeli będę prezentował odpowiedni poziom, na punktowanie w Pucharze Świata, to trzeba skakać w zawodach do końca i walczyć. Nawet nie o wynik, ale po prostu walczyć dla samego siebie. Tak to bywa w życiu, że trzeba walczyć. Czasem nawet nie wiadomo, o co, ale chodzi o trzymanie się w pewnym nastawieniu, choć wszystko we mnie się buntuje. Chciałbym już odpuścić i dać sobie przestrzeń, że można dać sobie z tym pokój, ale nie. Jestem sportowcem, walczyłem przez całą karierę i będę walczył do ostatniego skoku, mam nadzieję w Planicy, w niedzielę. Po odpięciu nart powiem sobie, że teraz można odpuścić. Do tego momentu będę się starał i robił, co mogę – podkreślił.
Podopieczny Michala Doležala wrócił z Predazzo bez medalu. Do końca był jednak z kolegami z reprezentacji i wspierał ich podczas walki o podium szalonego konkursu duetów.
– To nie jest tak, że mi to wynagrodziło cokolwiek. Sportowiec walczy dla siebie. To był zupełnie inny rodzaj emocji. W kontekście swoich występów byłem bardzo zawiedziony i tego nic mi nie zastąpi. Całokształt tego, co się wydarzyło? To nowy rozdział, który napisali Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek. W przyszłości będę na pewno zupełnie inaczej na to patrzył, natomiast w tamtej chwili cieszyłem się z ich sukcesu i dnia. Ja wtedy nie rywalizowałem, byłem widzem i wspierałem ich tak, jak mogłem, swoją obecnością. Tak to się ułożyło, że cieszyłem się z sukcesów kolegów, zamiast swoich – zakończył.
Korespondencja z Bad Mitterndorf, Dominik Formela