„Misja się nie powiodła, cały czas męka” – Kubacki o trudach latania
Dawid Kubacki nie odnalazł klucza do dalekiego latania na Kulm. Po styczniowych problemach w Oberstdorfie, tym razem 35-latek zmaga się z kłopotami w Bad Mitterndorf. Sobotnie zawody obejrzy z perspektywy widza, a kolejną szansę sportowego rewanżu otrzyma w niedzielnych kwalifikacjach do drugiego z austriackich konkursów.
– Nigdy nie byłem uznawany za wybitnego lotnika i wiem, że na tych skoczniach to nie jest dla mnie łatwa sprawa. Kiedy byłem w fajnej dyspozycji, wówczas na mamucie też to wyglądało jako tako. Tutaj męczę się z tymi lotami. W sesji treningowej w miarę to wyglądało. Nie było rewelacyjnie, ale w drugiej serii prawie udało się dolecieć do 200. metra, co jest granicą przyzwoitości. Za bardzo przycinam za progiem. Na mamucie pasowałoby zaatakować i zachować trochę prędkości. Przycinałem i trochę mi brakowało. W drugiej fazie lotu musiałem odpuszczać, żeby zeskok nie zbliżył się zbyt szybko. Na kwalifikacje miałem zadanie puszczenia tego trochę z progu i dopiero później dołożyć. Na czucie wydawało mi się, że zrealizowałem to. Miałem troszkę więcej wysokości, ale po próbie nakręcenia tego nad bulą, w połączeniu z lekkim wiaterkiem z tyłu, ziemia zaczęła się zbliżać i ta misja kompletnie się dziś nie powiodła – relacjonuje nam Dawid Kubacki.
– W ogóle bym tutaj nie przyjeżdżał, gdybym z góry zamykał przed sobą szansę. Realistycznie patrząc, po takich skokach nie ma co marzyć o „30”, a co dopiero o czołowe lokaty. To by było zbyt życzeniowe myślenie. W sobotę czeka mnie pauza, a w niedzielę kolejne kwalifikacje i przekonamy się po nich, czy będzie mi dane oddać kolejne skoki. Będę pracował dalej. Ustalimy to, co jest do poprawy i jedziemy dalej. Piątkowych wydarzeń już nie cofnę – uzupełnia podopieczny Macieja Maciusiaka.
– Najboleśniejsze jest to, że człowiek wie, że się da. Nawet podium miałem w lotach narciarskich. Wiem, że to jest do zrobienia. Łatwiej to jednak wykonać, kiedy ma się w miarę dobrą dyspozycję. Aktualnie wracam do lepszej dyspozycji. Nie jest tak dobrze, jak by mogło być. Nawet patrząc na mistrzostwa Polski czy późniejszy trening w Zakopanem. Wyglądało to fajnie, na dużej skoczni funkcjonowało, ale na mamucie nie działa. Jest cały czas męka z tym – nie ukrywa mistrz świata z 2019 roku.
– Na mamucie jest bardzo cienka granica. Trzeba umieć zachować prędkość z progu, żeby nie zastawić się tam i nie stracić prędkości. Ważne jest utrzymanie wysokości i moim zdaniem to jest najtrudniejsze. Widzę po sobie, że wychodzę z progu, jest w porządku, mija ułamek sekundy i zaczyna cię zastawiać, jeśli nie dołożysz. W efekcie ucina trzydzieści metrów. Wykonanie tego we właściwym momencie sprawia, że odlatujesz dwadzieścia czy trzydzieści metrów. Wyczucie tego momentu, kiedy trzeba jeszcze troszeczkę zostać, a kiedy dopakować, to sztuka latania. Ona nie jest łatwa. Trzeba dysponować pewnością siebie i dobrą dyspozycją, żeby potrafić to wykonać w odpowiednim momencie, naturalnie. Te ruchy nie mogą być szarpane – kończy zdobywca Złotego Orła z sezonu 2019/20.
Korespondencja z Bad Mitterndorf, Dominik Formela