Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Żyła powrócił w Bad Mitterndorf do trybu... „kurczaka”. „Mam swoje sposoby”

W sezonie pełnym zakrętów każde miejsce reprezentanta Polski w czołowej dziesiątce ma swoją wagę. Dla Piotra Żyły to już trzeci taki wynik tej zimy - wywalczony w solidnym stylu na Kulm, choć z poczuciem niedosytu po finałowej próbie.

- Trzeci raz w tym sezonie udało mi się dojść do takiego fajnego stanu mentalnego. W drugiej serii popełniłem dość spory błąd i trochę mnie to uwiera, bo można było polecieć lepiej, gdybym stonował emocje. Ale mimo wszystko jestem zadowolony. To był super dzień do skakania. Wczoraj miałem fatalny dzień – nic się nie układało. Dzisiaj był inny mental, inny stan.

W niedzielę wrócił charakterystyczny detal w pozycji najazdowej, który sam Żyła określa jako... „kurczak mode”.

- To oznaka formy. Wprowadził to Stefan Horngacher w 2019 roku. Od tego czasu mam życiówkę nie do pobicia, ale Planica się zbliża, to może gdy znów to wleci, to będzie dobrze. Bywało, że jeździłem dość często w tej pozycji. Dwa razy zostałem mistrzem świata. To działa. Zmienia czucie, nagle wszystko jest trochę inaczej.

Dlaczego więc tak rzadko z niego korzysta?

- Thomas Thurnbichler mnie poprzestawiał i później jeździłem normalnie. Ale ja nie jestem książkowym przykładem. Mam swoje sposoby i metody. Częste zmiany trenerów też robią swoje - trzeba się adaptować. Z trenerem Maćkiem Maciusiakiem od razu dogadywaliśmy się super, ale głowa też musi puścić. Wiem, że potrafię daleko skakać, nie tylko na mamucie, ale również na zwykłych skoczniach. Teraz mam nadzieję, że wszystko ruszy w dobrą stronę.

W piątek mówił o spokoju na mamucie. W nieudanym dla niego sobotnim konkursie - jak sam przyznaje - było zupełnie inaczej.

- W sobotę byłem dramatycznie pospinany. Dawno nie byłem tak napięty. W niedzielę było fajnie, ale w drugiej serii napięcia było za dużo. Sam jestem sobie winny - trzeba było stonować emocje.

Ten schemat - słabsza sobota, lepsza niedziela - powtarza się w tym sezonie.

- Muszę to wszystko sobie poskładać. Nie miałem ostatnio rytmu startowego. Jak startowałem, to nie byłem w takim stanie, jak powinienem. Jak dostanę po tyłku w sobotę, to w niedzielę lepiej pilnuję rzeczy. Może to też jakiś klucz.

Żyła odniósł się też do różnic między sobotnim a niedzielnym konkursem pod kątem decyzji jury dotyczących zarządzania zawodami.

- Warunki zmieniły się diametralnie. Wczoraj wyższa belka byłaby niebezpieczna - przy takich prędkościach i wysokości lotu to ryzyko. W niedzielę było zupełnie inne skakanie. Nie mam pretensji do jury. To były po prostu dwa różne światy.

Patrząc na formę Domena Prevca, trudno nie zadać pytania o to, czy lider Pucharu Świata inspiruje Piotra Żyłę.

- Czy chcę próbować skakać jak Domen? Mam kilka rzeczy do zrobienia, do przemyślenia na wiosnę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wiem, że moje sposoby też są dobre. Muszę je tylko bardziej pilnować i więcej nad nimi pracować.

Korespondencja z Bad Mitterndorf, Dominik Formela