Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Wąsek i Kubacki bez punktów w Lahti. „Weekend do zapomnienia”

Paweł Wąsek i Dawid Kubacki zakończyli weekend Pucharu Świata w Lahti bez zdobyczy punktowej. To oznacza brak nominacji do niedzielnego konkursu duetów, w którym Polskę reprezentować będą lepiej spisujący się na przestrzeni całego weekendu na Salpausselce Kamil Stoch i Kacper Tomasiak. Po zawodach obaj skoczkowie nie ukrywali rozczarowania.

Najsurowiej ocenił swój występ Paweł Wąsek, który przyznał, że w całym weekendzie trudno znaleźć pozytywne elementy.

- Jeżeli chodzi o skoki, to na pewno weekend do zapomnienia. Z żadnego skoku tu nie jestem w 100 procentach zadowolony. Te próbne czy kwalifikacyjne dawały promyczek nadziei, ale konkursowe próby zweryfikowały to dość brutalnie i trudno znaleźć jakieś pozytywy.

Jak sam tłumaczył, duży wpływ na konkursowe próby miała presja i nadmierne ambicje.

- Myślę, że wszystko przez głowę. Po wczoraj wyciągnęliśmy wnioski, mieliśmy pomysł na te skoki. W kwalifikacjach człowiek próbował sprawdzić, czy to zadziała. Było w miarę okej, jakieś pozytywy z tego były. Ale głowa momentalnie chce więcej dodać, zrobić coś lepiej, a wychodzi gorzej.

Wąsek nie ukrywa również, że po dwóch słabych weekendach z rzędu trudno utrzymać motywację.

- Poprzedni weekend był bardzo kiepski w moim wykonaniu, tutaj przyjechałem z dobrym nastawieniem, że na tej mniejszej skoczni może się uda coś fajnego poskakać, ale też to wyglądało kiepsko. Ciężko tę głowę jeszcze przekonać, że to pójdzie.

Zawodnik z Ustronia przyznał, że w tej chwili potrzebuje przede wszystkim odpoczynku.

- Na pewno odpoczynku. Chcę wrócić do domu i zająć głowę czymś innym, żeby na chwilę nie myśleć o skokach.

Jeszcze niedawno nadzieją na poprawę nastrojów były kończące sezon konkursy lotów narciarskich. Po rywalizacji na Kulm Wąsek patrzy na nie jednak dużo ostrożniej.

- Po igrzyskach myślałem, że może końcówka sezonu będzie przyjemna, że na mamutach będzie dużo radości z latania. Ale loty w Bad Mitterndorf pokazały mi, że przy tej mojej technice bardzo trudno jest odlecieć. Trudno myśleć, że tam odnajdę frajdę.

Dawid Kubacki patrzył na swój występ nieco bardziej analitycznie. Choć również zakończył konkurs bez punktów, dostrzegał pewne elementy, które jego zdaniem wyglądały lepiej niż wcześniej.

- Myślę, że pomimo wyniku jakieś plusy są. Dzisiejsze skoki - kwalifikacyjny i konkursowy - były bardzo podobne i nazwałbym je „okej”. Na czucie wyglądało to przyzwoicie. Niestety miejsce jest dużo dalsze niż wczoraj przy skoku, który był ewidentnie gorszy.

Polak przyznał, że w skokach często zdarza się sytuacja, gdy próba wygląda dobrze technicznie, ale nie przekłada się na odległość.

- Czasami oglądamy skok i wygląda, że to powinno lecieć. Energia z progu wydawała się dobra, pozycja w locie też, lądowanie przyzwoite. Ale na dziś to było za mało. Inni byli po prostu lepsi.

Zdaniem Kubackiego problem nie leży w przygotowaniu fizycznym.

- Fizycznie czuję się dobrze. Psychicznie to nie jest łatwe, bo ten sezon jest po prostu ciężki. Człowiek się stara, próbuje, robi wszystko, żeby było dobrze, a efekty się nie zmieniają i to dołuje. Ale trzeba walczyć do samego końca.

Jednocześnie podkreślił, że nawet po słabszych konkursach ważne jest wyciąganie wniosków.

- Te dzisiejsze skoki były lepsze, metrowo też wyglądało to lepiej i to trzeba wziąć pod uwagę w dalszej pracy. A to, że nie wystarczyło na punkty, bo inni byli lepsi, to z tym po prostu trzeba się przespać i to przetrawić.

Przed skoczkami zostały jeszcze trzy weekendy rywalizacji, w tym dwa na mamucich obiektach - w Vikersund i Planicy.

- Kiedy można oddać naprawdę fajny lot, to wynagradza wszystkie trudy i zostawia uśmiech na koniec sezonu - przyznał 35-latek.

Końcówka zimy będzie też wyjątkowa z innego powodu - z międzynarodową rywalizacją pożegna się Kamil Stoch. Kubacki podkreśla jednak, że dopiero w Planicy wszyscy w pełni uświadomią sobie wagę tego momentu.

- Myślę, że ta myśl uderzy dopiero w Planicy. Mam świadomość, że tak będzie. To będzie koniec pewnego etapu w polskich skokach, bo Kamil to kawał historii tej dyscypliny. Wiem, ile radości dał ludziom na całym świecie i myślę, że to nigdy nie zostanie zapomniane - podsumował.

Korespondencja z Lahti, Kinga Marchela