Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Zniszczoł z pewnym awansem w kwalifikacjach w Oslo. „Cieszę się, że tu jestem”

Aleksander Zniszczoł wykorzystał swoją szansę w kwalifikacjach do sobotniego konkursu Pucharu Świata w Oslo. Polak w ostatniej chwili został włączony do składu reprezentacji zastępując Dawida Kubackiego, który nie przyjechał do Norwegii ze względów osobistych.

Po skoku kwalifikacyjnym (117 metrów i awans do konkursu) 32-latek sam przyznał, że nie był to jeszcze poziom, którego oczekuje od siebie - choć jedyna piątkowa próba oceniana wyglądała zdecydowanie lepiej od treningowej.

- Pierwszy skok był nieco w slow motion, taki "wypluty" z progu. Drugi był lepszy, było w nim więcej energii - stwierdził.

Wyjazd do Oslo był dla Zniszczoła dość niespodziewany. O powołaniu do składu dowiedział się dopiero dwa dni przed zawodami.

- Jak najbardziej cieszę się, że tu jestem. Dowiedziałem się w środę, że przyjadę. Trener Maciusiak pytał się, czy chcę jechać. Odpowiedź była jasna - oczywiście, że chcę. Po to trenuję.

Skoczek podkreślił, że treningi w ostatnich tygodniach wyglądały obiecująco.

- Te treningi zapowiadały dobre skoki, była jakaś powtarzalność. Jednak zawody to coś innego i weryfikują. Z tego, że tu jestem, po prostu się cieszę.

Choć wyniki Zniszczoła w ostatnich konkursach Pucharu Kontynentalnego nie były spektakularne, sam zawodnik zauważa u siebie poprawę techniki. Przyczyniła się też do tego pewna zmiana sprzętowa.

- Przede wszystkim problem był w pozycji najazdowej - była mało aktywna. Często było tak przez cały sezon, że gubiłem tę aktywność na najeździe, w przejściu i wtedy mnie wycofywało. Coś kliknęło - wystarczyło zmienić buty i nagle ta aktywność magicznie wróciła - przyznał.

Skocznia w Oslo nie należy do ulubionych obiektów Zniszczoła, co sam przyznaje bez wahania.

- Gdy trener Maciek do mnie zadzwonił, że jadę do Oslo, to oczywiście chciałem jechać. W głowie od razu miałem jednak, że to jest Oslo i nie jest to moja ulubiona skocznia - ale cały czas próbuję w siebie wierzyć.

W Oslo warunki pogodowe w ostatnim czasie nie sprzyjają. Wiatr od rana dawał się we znaki, dlatego zawodnicy nie byli do końca pewni, czy - i o której godzinie rozpoczną się odpowiednio seria treningowa i kwalifikacyjna. Ostatecznie trening panów został przesunięty z planowanej 14:30 na 17:00, zaś kwalifikacje z 16:45 na 18:00.

- To jest wyczerpujące, żeby być cały czas w gotowości. Wyjeżdżałem do góry jako jeden z pierwszych numerów, jeszcze była wichura. Myślę: nie ma szans. Patrzę po chwili - jadą. Skoczyłem i cisza. To pokazuje, że w skokach do końca nie wiesz, na co trafisz.

Paradoksalnie, tego dnia siatki przeciwwietrzne na Holmenkollbakken - zazwyczaj kapryśnej pod kątem warunków - zadziałały bardzo dobrze.

- Patrząc na to, co było rano, to można powiedzieć, że teraz tylko lekko rusza drzewami - ocenił Zniszczoł.

Korespondencja z Oslo, Dominik Formela