Naoki Nakamura w Gdańsku. Japończyk poruszony historią Polski
Mieszkańcy Gdańska oraz turyści przebywający w Trójmieście w ostatnich dniach nieoczekiwanie mieli okazję spotkać na północy Polski zagranicznego zawodnika rywalizującego w Pucharze Świata w skokach narciarskich. Mowa o Naokim Nakamurze z Japonii, który przed konkursami w Oslo postanowił odwiedzić nasz kraj.
Naoki Nakamura zaskoczył swoich obserwatorów w mediach społecznościowych, kiedy po weekendzie w fińskim Lahti zaczął dodawać zdjęcia z turystycznych lokalizacji Gdańska. Co skłoniło skoczka, aby polecieć do Polski?
– Pomiędzy zawodami w Lahti oraz Oslo mógłbym wrócić do Słowenii, to nie byłby problem, ale zacząłem szukać czegoś w okolicy Oslo. Sprawdziłem więc bilety lotnicze i znalazłem połączenie do Gdańska. Kosztowało w granicach 20 euro. Pomyślałem, że spróbuję i w ten sposób padło na Gdańsk. Poleciałem tam sam – wyjaśnia Nakamura przed kamerą Skijumping.pl.
– Było bardzo, bardzo ciekawie. Znam Zakopane, Wisłę czy Kraków, byłem też we Wrocławiu i Warszawie, ale Gdańsk jest inny. To oczywiście Polska, ale ma się wrażenie, jakby było to gdzieś pomiędzy Szwecją albo ogólnie kulturą północną a Polską. Jedzenie też jest nieco inne, częściej pojawiają się owoce morza. To bardzo ciekawe miasto. Można poczuć klimat miasta portowego, jest też blisko morza. Kiedy spacerowałem, mogłem poczuć zapach morza. Mieszkałem na Starym Mieście, jest tam taka ulica z bursztynową biżuterią. Jest tam też sporo kawiarni, bardzo mi się tam podobało – podkreśla zawodnik z Azji.
– Najpierw udałem się do Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Oczywiście to bardzo trudne tematy, ale są pokazane bardzo realistycznie. Dla mnie historia Polski jest trochę odległa, bo urodziłem się w Japonii. Wiem jednak, że w tamtym czasie Japonia była powiązana z Niemcami, więc to też trudna kwestia. Kiedy dowiedziałem się więcej o tym, jak Polska walczyła podczas II wojny światowej i jak kraj później się odbudował, było to dla mnie bardzo ważne i poruszające – nie ukrywa dwukrotny olimpijczyk.
– Wrzuciłem na Instagram zdjęcia z muzeum. Skontaktowała się ze mną kobieta, która pracuje w gdańskiej Sali BHP. To miejsce związane z początkiem demokracji w Polsce. Wcześniej o tym nie wiedziałem. Oczywiście, kojarzyłem coś z dokumentów czy tekstów, ale nie wiedziałem, dokładnie gdzie, jak i kto to wszystko rozpoczął. Zaprosiła mnie więc do Sali BHP i opowiedziano mi tam bardzo dużo o tych wydarzeniach. Dla mnie to było coś zupełnie nowego. Robotnicy, którzy zaczęli walczyć o demokrację. Chcieli zacząć mówić własnym głosem i coś zmienić. A dziś mają Polskę, swój własny kraj. Przyjeżdżałem do Polski wiele razy, ale wcześniej tak naprawdę nie znałem jej historii, dlatego to dla mnie bardzo interesujące – zaznacza Nakamura.
– Dla mnie ciekawe było to, że jest tam także historia Japonii, ponieważ w czasie wojny była po przeciwnej stronie niż Polska. Zostało to przedstawione bardzo realistycznie, bez pomijania trudnych wątków. W Japonii niektórzy ludzie nie chcą mówić o takich rzeczach jak zabijanie ludzi czy niszczenie miast. Tam pokazano to w realistyczny sposób. Dla mnie to było trudne do oglądania, ale czułem, że to prawdziwa historia. Dziś też w różnych miejscach świata toczą się wojny. Nie potrafię powiedzieć, kto ma rację, ale czuję, że wojna to coś złego – przyznaje wprost.
Skoczek z Kraju Kwitnącej Wiśnie nie ma problemów, aby łączyć podróżowanie z karierą profesjonalnego sportowca.
– Oczywiście cały czas trenuję. Na przykład rano albo po południu, a pomiędzy tym idę do muzeum czy gdzieś indziej. Dla mnie to trochę oderwanie od skoków narciarskich. W weekendy są zawody, ale między nimi jest trochę czasu. To pozwala mi się zrelaksować i daje mojej głowie nowe wrażenia. Potem mogę wrócić do skakania z nową energią – twierdzi.
Nakamura tej zimy po ponad trzech latach przerwy wrócił na podium Pucharu Świata – zajmując drugą pozycję przed własną publicznością w Sapporo. Ponadto został drużynowym mistrzem świata w lotach narciarskich.
– Do tej pory był to dla mnie całkiem dobry sezon. Miałem stabilną formę przez całą zimę. Startowałem w mistrzostwach świata w lotach narciarskich i igrzyskach olimpijskich. W tym tygodniu mamy Oslo, ale wciąż czekam na kolejne konkursy w lotach narciarskich. Po prostu lubię latać. Naprawdę lubię ogromne skocznie. Jest to trochę bardziej ekscytujące, trochę bardziej straszne, tak pół na pół, ale to dla mnie bardzo dobre uczucie. Kiedy leci się naprawdę daleko, to już nic nie można zrobić, po prostu się leci. I o to właśnie w tym chodzi – kończy 29-latek.
Korespondencja z Oslo, Dominik Formela