Strona główna • Szwajcarskie Skoki Narciarskie

Szwajcarzy czekali na ten triumf od ponad dekady. Deschwanden zwycięża w Oslo!

Sobotni konkurs Pucharu Świata w Oslo przyniósł historyczne rozstrzygnięcie. Gregor Deschwanden odniósł swoje pierwsze w karierze zwycięstwo w zawodach tej rangi, a jednocześnie dał Szwajcarii pierwszy triumf w Pucharze Świata od ponad dwunastu lat. Ostatni raz reprezentant tego kraju stał na najwyższym stopniu podium niemal 12 lat temu.

Po raz ostatni reprezentant Szwajcarii triumfował w konkursie Pucharu Świata 29 listopada 2014 roku. Był nim Simon Ammann, który triumfował ex-aequo z Noriakim Kasaim w Ruce, odnosząc ostatni jak dotychczas, 23. triumf w karierze. 14 marca 2026 roku tę passę bez zwycięstwa przerwał w Oslo Gregor Deschwanden. Dla 35-letniego skoczka to moment, na który czekał przez całą karierę. W trudnych warunkach na wzgórzu Holmenkollen oddał dwa bardzo dobre skoki - i tym razem wszystko ułożyło się po jego myśli.

- Jestem naprawdę szczęśliwy. Oddałem dwa bardzo dobre skoki, a na koniec szczęście było trochę po mojej stronie. Dałem z siebie wszystko i cieszę się, że w końcu się udało - powiedział tuż po zawodach w rozmowie z przedstawicielami Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardowej.

Zawody w Oslo nie należały do najłatwiejszych. Wielu faworytów odpadło już po pierwszej serii, ale Deschwanden podkreślał, że jego skoki były na tyle solidne, że nie musiał aż tak przejmować się tym, co działo się z wiatrem.

- Warunki były trudne, ale moje skoki były na dobrym poziomie, więc aż tak tego nie odczuwałem. Miałem trochę problemów przy lądowaniu, ale to wystarczyło.

Po konkursie Szwajcar nie ukrywał, że zwycięstwo będzie odpowiednio uczczone przez całą drużynę.

- Atmosfera była świetna. Myślę, że dziś każdy zasługuje na małego albo dużego drinka. Taki dzień trzeba świętować - powiedział Deschwanden w rozmowie z Horstem Nilgenem z FIS.

Jeszcze bardziej emocjonalnie Deschwanden mówił o swoim zwycięstwie w rozmowie na antenie Eurosportu. Przyznał, że długo wierzył w taki moment, choć w tym sezonie nie wszystko układało się idealnie.

- Wierzyłem, że to może się kiedyś wydarzyć - w zeszłym sezonie nawet bardziej niż w tym. Wiedziałem jednak, że skaczę dobrze. Już w pierwszej serii oddałem świetny skok i wiedziałem, że jeśli w drugiej zrobię to samo, to liderujący Maximilian Ortner będzie pod dużą presją. Na moje szczęście skoczył w finale krócej ode mnie - powiedział Szwajcar dla Eurosportu.

Choć ten sezon przyniósł mu już medal olimpijski i pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata, Szwajcar nie zamierza na tym poprzestawać.

- Na mojej liście wciąż jest ustanowienie nowego rekordu życiowego w lotach narciarskich. A jutro znowu atakujemy, bo wygląda na to, że ta skocznia w tym roku mi pasuje. Nie chcę tego zmarnować - podsumował w telewizyjnym wywiadzie z Kacprem Merkiem.