Historyczny debiut Polki na mamucie - Anna Twardosz polata w Vikersund!
Po 24. miejscu w niedzielnym konkursie Pucharu Świata w Oslo Anna Twardosz poinformowała, iż weźmie udział w najbliższym weekendzie Pucharu Świata w lotach narciarskich w Vikersund. Polka już w sobotę zapewniła sobie miejsce w czołowej „30” klasyfikacji generalnej, które uprawnia do startu w rywalizacji na obiekcie HS240.
Reprezentantka Polski będzie pierwszą Polką w historii, która spróbuje swoich sił na skoczni mamuciej w oficjalnej rywalizacji. Decyzja nie zapadła jednak pochopnie. Jak zdradziła sama zawodniczka, jeszcze na początku sezonu start w Vikersund w ogóle nie był w jej planach.
- Na początku sezonu to w ogóle nie był dla mnie temat. Dopiero gdzieś w jego połowie, kiedy zobaczyłam, że pojawia się taka szansa, zaczęłam się zastanawiać, czy tak, czy nie. Pytałam trenerów, czy moje skoki w ogóle wyglądają na takie, z którymi można jechać na mamuta. Oni mnie zapewniali, że tak i to dało mi pewności. W końcu stwierdziliśmy, że jedziemy spróbować i zobaczymy, co z tego będzie.
Choć z zewnątrz mogło się wydawać, że wszystko rozstrzygnęło się w ostatniej chwili, w rzeczywistości temat pojawił się już wcześniej, jeszcze w trakcie sezonu.
- Chyba już w okolicach igrzysk było bardziej wiadomo, że możemy pojechać. Ale ja nigdy nie byłam w stu procentach pewna. Musiałam sama dojrzeć do tej decyzji i powiedzieć sobie: dobra, jadę.
Twardosz podkreśliła, że duże znaczenie miało wsparcie sztabu szkoleniowego, który od początku przekonywał ją, że jest gotowa na taki krok.
- Trenerzy mówili, że będzie fajnie. Przekonywali mnie, że nic mi się nie stanie, że na mamucie leci się nisko. Ja im odpowiadałam, że to niedobrze, bo jak poczuję, że lecę nisko, to od razu będę chciała lądować. A oni spokojnie, że dam radę.
Trenujący kadrę kobiet Marcin Bachleda i Stefan Hula w przeszłości startowali w Vikersund. Hula nie miał wątpliwości, że taka okazja powinna zostać wykorzystana.
- Powinna robić swoje i nie napalać się na nic. Pilnować prędkości, żeby jej nie tracić w pierwszej fazie lotu, i po prostu się tym cieszyć. Mamy okazję, żeby tam pojechać, więc trzeba spróbować i doświadczyć czegoś nowego - zapowiedział szkoleniowiec Polek.
Przed debiutem na mamucie Anna Twardosz nie chce stawiać sobie żadnych konkretnych celów.
- Nie chodzi o to, żeby osiągnąć konkretną odległość. Chcę przede wszystkim spróbować, zobaczyć jak to jest i sprawdzić, czy sobie radzę na takiej skoczni. A może to będzie mój konik? Nie wiem. Najważniejsze, żeby się tym cieszyć i nie „klepnąć buli”.
24-latka przyznała, że śledziła już kobiece loty w Vikersund i ma świadomość, że poziom wciąż różni się od tego, co od lat prezentują mężczyźni.
- Wiadomo, że to trochę inny poziom, bo mamy dużo mniej okazji do latania niż panowie. Ale krok po kroku dziewczyny się rozwijają i czołówka skacze już naprawdę bardzo dobrze - powiedziała Twardosz.
Korespondencja z Oslo, Dominik Formela