Strona główna • Japońskie Skoki Narciarskie

Tomofumi Naito w sportowym niebie. Adam Małysz to jego idol

Cierpliwość i wieloletnie zaangażowanie Tomofumiego Naito zostały wynagrodzone w sposób, o którym pochodzący z Tokio Japończyk nawet nie śmiał głośno marzyć. Tej zimy – 2849 dni po debiucie w Pucharze Świata – zdobył pierwszy punkt. W styczniu, przy okazji pierwszych w życiu prób na mamucie, sięgnął po drużynowe mistrzostwo świata w lotach narciarskich. W minioną niedzielę 33-latek sensacyjnie wygrał skrócone do jednej serii zawody Pucharu Świata w Oslo, o włos wyprzedzając Słoweńca Anze Laniska.

Choć komunikacja po angielsku wciąż sprawia mu trudność, w niedzielny wieczór Tomofumi Naito stanął przed kamerą Skijumping.pl i zgodził się opowiedzieć o swoich wrażeniach po największym sukcesie w karierze, odniesionym w stolicy Norwegii.

– To był świetny dzień, wręcz niesamowity. Nie do wiary… Dobrze się czułem na Holmenkollen. Oddałem dobry skok i sprzyjał mi wiatr, ale przede wszystkim była to udana próba – usłyszeliśmy od poruszonego skoczka z Kraju Kwitnącej Wiśni. W jedynej serii niedzielnego konkursu poszybował on na odległość 131,5 metra na Holmenkollbakken (HS134) w Oslo. Nad drugim Anze Laniskiem uzyskał najmniejszą możliwą przewagę – zaledwie 0,1 punktu.

W październiku Naito, po niezwykle zaciętej walce, wywalczył dla Japonii dodatkowe miejsce startowe na przedświąteczny okres Pucharu Świata, wyprzedzając Austrię o punkt, a Niemcy o dwa. W listopadzie, podczas inauguracyjnego weekendu w Lillehammer, zdobył premierowy punkt Pucharu Świata. W grudniu po raz pierwszy w karierze znalazł się w czołowej dziesiątce zawodów tej rangi, zajmując szóste miejsce w Klingenthal. W styczniu – wspólnie z Ryoyu Kobayashim, Renem Nikaido i Naokim Nakamurą – został drużynowym mistrzem świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie. W marcu, skacząc na nartach Julesa Cherveta z Francji, otarł się o pierwsze podium w Pucharze Świata na Kulm. Zajął czwarte miejsce, tracąc do trzeciego Johanna Andre Forfanga zaledwie 0,3 punktu.

Teraz, w szalonym konkursie w Oslo, dopiął swego i został niespodziewanym zwycięzcą zawodów najwyższej rangi.

– Nie nazywałbym tego marzeniem. Raczej powiedziałbym, że był to bardzo odległy cel. Trudno było nawet o tym marzyć… – przyznał uradowany 33-latek.

Naito ma za sobą nietypową drogę do światowej elity. Pochodzi bowiem z Chofu, miasta należącego do prefektury metropolitalnej stolicy Japonii.

– Pochodzę z Tokio. W 1998 roku oglądałem skoki narciarskie w Hakubie podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Nagano. Wtedy postanowiłem sam spróbować tej dyscypliny – wspomina początki swojej przygody z narciarstwem klasycznym.

Okazuje się, że filigranowy Japończyk od najmłodszych lat wzorował się na legendzie polskich skoków narciarskich.

– Lubię Adama Małysza. Mimo niskiego wzrostu skakał bardzo dobrze – mówi bez wahania Naito, uzasadniając swój wybór.

Do końca sezonu pozostały już tylko dwa weekendy z lotami narciarskimi. Naito po sukcesie w Oslo nie może się doczekać pierwszych w karierze występów w Vikersund i Planicy.

– Mam nadzieję, że uda mi się polecieć na odległość 245 metrów. To mój cel – podkreśla skoczek, który na Kulm ustanowił rekord życiowy wynoszący 242,5 metra.

Korespondencja z Oslo, Dominik Formela