„Nie jestem szalony” – Campregher przemówił po upadku w Vikersund
Czwartkowy upadek Andrei Campreghera w Vikersund wyglądał dramatycznie. Sam 24-latek w rozmowie z naszym serwisem przekonuje jednak, że jego zdaniem był on efektem błędnych decyzji sprzętowych, podjętych w związku z koniecznością przejścia kontroli przed skokiem, a nie warunków czy braku przygotowania. Włoch uspokaja przy tym, że jego stan jest stabilny – doznał złamania jednego żebra, które wymagało operacji, ale – jak zaznacza – nie jest to nic groźnego.
Skijumping.pl: Jak się czujesz po upadku?
Andrea Campregher: W sobotę rano przeszedłem operację, ponieważ złamałem jedno żebro. To jednak nic poważnego. Mogę już chodzić, choć jest to bolesny uraz.
Z Vikersund trafiłeś do szpitala w Drammen. Jak długo zostaniesz jeszcze w Norwegii?
Wrócę do domu, kiedy przestanie działać znieczulenie. Najprawdopodobniej stanie się to w niedzielę.
Zawiniły zmienne warunki wietrzne, a może nie byłeś wystarczająco dobrze przygotowany do lotów narciarskich? W kwietniu 2025 roku informowałeś o końcu kariery.
To nie był wiatr ani kwestia mojej dyspozycji. W ostatnich dwóch tygodniach oddałem piętnaście skoków powyżej 140 metrów i trzy powyżej 145 metrów na dużym obiekcie w Planicy. Zawsze stabilnie i bezproblemowo lądowałem na obu nogach.
Co zatem poszło nie tak?
Miałem trudności związane z kontrolą sprzętu FIS na górze skoczni i w efekcie popełniłem błąd. Zastosowałem w kombinezonie elastyczną taśmę, żeby mieć pewność, że przejdę kontrolę kroku w kombinezonie. Po pierwszym skoku kombinezon stracił napięcie. Taśma okazała się zbyt miękka i za długa. Powinienem był się wycofać, ale zdecydowałem się spróbować skoczyć jeszcze raz.
Jestem zaskoczony, że przedskoczkowie również są sprawdzani przed swoimi próbami.
Ja też, ale cóż – tak jest.
Po tym bolesnym doświadczeniu nadal planujesz skakać na nartach?
Tak, oczywiście. Pracuję nad czymś bardzo interesującym jako członek sztabu reprezentacji Chin i muszę to przetestować.
Rozważasz powrót do oficjalnej rywalizacji?
Może tylko na jakieś zawody krajowe, dla zabawy i testowania sprzętu. Na pewno nie wrócę na skocznię, gdzie będą kontrolerzy FIS, którzy mnie irytują.
Na koniec Campregher podkreśla: – Proszę napisać, że nie jestem szalony. Dużo trenowałem przed przyjazdem do Vikersund.
Z Andreą Campregherem rozmawiał Tadeusz Mieczyński