Polska lotniczka. 200 metrów celem Anny Twardosz
Polska doczekała się pierwszej zawodniczki w historii, która wzięła udział w rywalizacji światowej elity na skoczni do lotów narciarskich. Anna Twardosz w piątek zadebiutowała na mamucie – ustalając rekord życiowy na poziomie 172,5 metra. Po sobotnich próbach w roli przedskoczkini, w niedzielę podopieczna Marcina Bachledy zakończy najlepszy sezon w karierze, raz jeszcze próbując swoich sił na norweskim mamucie.
Piątkowa sesja treningowa była dla Anny Twardosz pierwszą okazją do zmierzenia się z jednym z największych obiektów świata. W premierowej próbie mistrzyni Polski uzyskała 156,5 metra, a w kolejnej doleciała do 169. metra. Polka jeszcze dalej poszybowała w kwalifikacjach – na odległość 172,5 metra. Taki wynik dał naszej rodacze 21. miejsce – pierwsze, które nie dało prawa startu w sobotnim konkursie na Vikersundbakken. Rywalizowało 27 pań.
– Było bardzo fajnie. Niestety, zabrakło jednego miejsca, żeby móc wystartować w sobotnich zawodach. Jest duży niedosyt. Szkoda, że mamy kwalifikacje do konkursowej „20”. Jest to dość przykre. Cóż, w niedzielę kolejna szansa – relacjonuje 24-latka.
Twardosz zapewniła sobie możliwość startu w Vikersund za sprawą miejsca w czołowej „30” klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 2025/26. Deklaracja o chęci polatania w Norwegii padła dopiero w minioną niedzielę, po zawodach na Holmenkollen.
– Od Oslo byłam zestresowana. Miałam w sobie duży lęk. Nigdy wcześniej nie skakałam na mamucie. Chciałam jednak spróbować i bardzo się cieszę, że nie zeszłam z belki <śmiech>… Ta skocznia jest duża, kiedy stoi się na dole. Trenerzy przekonywali mnie, że nie, ale miałam w sobie lekki strach, wręcz obawę. Mimo to, byłam skupiona i bardzo chciałam spróbować. Cieszę się, że mogłam. Dużo mnie to nauczyło. Po pierwszym skoku czułam już się super. Z mojej perspektywy wszystko działo się tego dnia błyskawicznie – mówi dziesiąta skoczkini olimpijskiego konkursu na normalnym obiekcie w Predazzo.
– Najwięcej adrenaliny było chyba w pierwszym skoku. W kwalifikacyjnym skupiałam się na tym, żeby poprawić błędy. Jest trudno, mam problemy z fazą lotu i na tak dużym obiekcie tracę wiele metrów. Dążę do tego, żeby było jeszcze lepiej i lepiej. Jestem z siebie dumna, ale jest niedosyt. Chciałoby się więcej. Żałowałam, że nie doleciałam do pierwszej czerwonej linii, czyli do 200. metra. To realny cel, kiedy przyjeżdża się na mamuta. 200 metrów brzmi lepiej niż 199 – podsumowuje Twardosz.
Zawodniczki, które odpadły w piątkowych kwalifikacjach, otrzymały od FIS możliwość oddania dwóch skoków przed sobotnim konkursem – w roli przedskoczkiń. Rezultaty Twardosz to 164 i 158 metrów.
Niedzielne kwalifikacje do drugiego konkursu na norweskim mamucie rozpoczną się o godzinie 8:30. Anna Twardosz wystartuje z siódmym numerem startowym. Start konkursu zaplanowano na 9:30.