Wąsek, Kot i Żyła bez punktów w sobotę w Vikersund. „Efekt dużo poniżej oczekiwań”
Sobotni konkurs lotów narciarskich w Vikersund nie przyniósł zbyt wielu powodów do zadowolenia polskim kibicom. Jedynym reprezentantem naszego kraju w czołowej „30” był Aleksander Zniszczoł, który uplasował się ostatecznie na 27. pozycji. Paweł Wąsek, Maciej Kot i Piotr Żyła nie zdołali awansować do drugiej serii i zakończyli rywalizację odpowiednio na 35., 36. i 37. miejscu. Do finałowej trzydziestki nie zabrakło wiele, ale na mamucie w Vikersund nawet niewielkie błędy oznaczają stratę kilkunastu metrów.
Paweł Wąsek przyznał, że po analizie wcześniejszych skoków próbował wprowadzić korekty, które pozwoliłyby mu polecieć dalej, ale w praktyce wszystko działo się zbyt szybko, by w pełni nad tym zapanować.
- Przeanalizowaliśmy wczoraj, że za progiem za bardzo mnie prostuje i hamuję nad bulą. Nie było tej prędkości, żeby odlecieć, więc próbowałem trochę na siłę. Na mamucie wszystko poza odbiciem dzieje się bardzo szybko i ciężko to kontrolować. Starałem się, próbowałem, ale widząc potem metry - to jeszcze nie to, czego oczekuję.
Polak opisywał też charakterystyczny moment, kiedy skok wygląda na zakończony, a mimo to zawodnik próbuje jeszcze „dociągnąć” lot.
- Lecisz i głowa mówi, że trzeba już lądować, bo zaraz tył odbije i można wylądować na głowie. Ale była we mnie taka frustracja, że pomyślałem: trudno, najwyżej mnie odbije, ale chcę powalczyć o te 200 metrów. Powalczyłem, ale trochę zabrakło.
Zawodnik przyznał, że wraz ze sztabem wraca do skoków z poprzedniego sezonu, kiedy w Vikersund radził sobie znacznie lepiej, ale obecnie znalezienie właściwego rozwiązania jest trudniejsze.
- Wracamy do najlepszych skoków z zeszłego roku, patrzymy jak wtedy wyglądała pozycja, jak sprzęt był ustawiony, ale skakanie się zmienia i czasem trzeba znaleźć inny sposób. Kombinujemy ile możemy, tylko chyba w tym sezonie zabrakło już czasu.
Równie szczerze o swoim występie mówił Maciej Kot, który podkreślał, że mimo kolejnych prób wciąż nie potrafi odnaleźć właściwego czucia na mamucie.
- Przyjechałem tu z nadzieją, że da się coś zmienić i że będę mógł tu polatać. Gdybym w to nie wierzył, to by mnie tu nie było. Ale po raz kolejny Vikersund pokazało, że trzeba to czuć i mieć plan, który się sprawdza. Przy błędach, które robię na innych skoczniach, latanie jest po prostu trudne. Próbuję ze skoku na skok coś zmieniać - ten plan teraz też był minimalnie inny. Staram się też ryzykować, natomiast efekt wciąż jest dużo poniżej oczekiwań.
Kot tłumaczył, że obecnie pracuje nad większą swobodą w skokach i odejściem od nadmiernej kontroli, ale to nie wystarcza, jeśli brakuje energii na progu.
- Plan jest taki, żeby mniej kontrolować, bardziej czuć. I to się w jakimś stopniu udało, bo czuję, co się dzieje. Tylko to nie wystarczy. Potrzebne jest działanie, znalezienie sposobu na to, by poprawić te skoki na tyle, by odlecieć. Wiemy, że ważne jest to, by stabilnie dojechać do progu i dostać się jak najszybciej nad narty. Natomiast jak to zrobić? Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Dojeżdżając do progu, mimo wszystko tej równowagi brakuje. Szybko przechodzę do lotu, chcąc zyskiwać prędkość, natomiast brakuje energii na progu, nie ma wysokości, lecę nisko i potem nie jestem w stanie już nic z tego zrobić.
Z perspektywy widza długie „szorowanie” nad zeskokiem może wyglądać efektownie, ale dla zawodnika nie ma w tym nic przyjemnego.
- Z boku wygląda to niesamowicie, ale to naprawdę nie jest przyjemne. Jest taki moment po wyjściu z progu, że bula zaczyna się zbliżać. Zapala się czerwona lampka, że zaraz lądujesz - a jednocześnie chcesz jeszcze walczyć, więc ciągniesz ten skok, napinasz nogi, podnosisz szpice nart do góry i lecisz, aż poczujesz, że już naprawdę trzeba lądować. Zyskujemy na tym trochę metrów, ale to już jest ratowanie skoków, a nie przyjemność.
Piotr Żyła, który zakończył konkurs na 37. miejscu, tym razem nie rozmawiał z mediami.
Kolejna szansa na lepsze wyniki w Vikersund już w niedzielę - na 15:45 zaplanowano kwalifikacje mężczyzn, zaś konkurs indywidualny odbędzie się o 17:15.
Korespondencja z Vikersund, Dominik Formela