Niedzielna tradycja w Vikersund. Langmo mówi o negocjacjach z trenerem
Isak Andreas Langmo zanotował w sobotę najlepszy wynik w karierze i był o krok od podium Pucharu Świata w Vikersund. Po konkursie Norweg mówił jednak nie tylko o swoich skokach, ale też o wyjątkowej niedzielnej tradycji pod Vikersundbakken, w której – mimo napiętego programu – chciałby wziąć udział.
– To bardzo dobry dzień, szczególnie ze względu na mój najlepszy wynik w karierze. Do tego udało mi się daleko polatać, a to zawsze niesamowite uczucie – mówił po zawodach 21-latek.
Langmo osiągnął w konkursie dwie imponujące odległości (229 i 232,5 metra), co przełożyło się na czwarte miejsce w klasyfikacji końcowej i najlepsze miejsce młodego Norwega w karierze. Dotychczas jego najlepszym wynikiem w Pucharze Świata było 7. miejsce sprzed dwóch tygodni w Lahti.
Mimo świetnego wyniku, sam zawodnik miał do swoich skoków pewne zastrzeżenia.
– Będąc szczerym, miałem w sobie mniej pewności niż pierwszego dnia. Mój skok w serii próbnej był słaby, więc straciłem trochę odwagi w locie. Mam wrażenie, że piątkowe loty były lepsze niż te dzisiejsze, ale to tylko daje mi nadzieję na ostatni dzień na skoczni. Nie mogę się już doczekać kolejnej szansy i kolejnych prób – przyznał.
Langmo odniósł się także do niedzielnej tradycji w Vikersund. Co roku w kościele zlokalizowanym tuż obok Vikersundbakken, organizowana jest specjalna msza, utrzymana w skokowym klimacie – kapłan zakłada m.in. plastron przypominający te noszone w konkursie przez zawodników.
– Rozmawiałem nawet z księdzem, który będzie prowadził tę mszę i tak jak wszyscy, ma nadzieję że to będzie kolejne fajne wydarzenie. Mam nadzieję, że wielu ludzi się tam pojawi, bo to już pewnego rodzaju tradycja – opowiadał zawodnik.
Norweg nie ukrywa, że wiara odgrywa ważną rolę w jego życiu. W przeszłości przyznawał nawet, że chciałby zostać księdzem i rozpoczął już studia teologiczne.
– Sam chciałbym tam pójść, ale msza jest o 12, a my mamy później kwalifikacje i konkurs. Nasz plan w taki dzień jest bardzo napięty. Może będę musiał negocjować z trenerem, żeby pójść na mszę – dodał z uśmiechem.
Korespondencja z Vikersund, Kinga Marchela