Zniszczoł z awansem do piątkowego konkursu w Planicy. „Była niepewność przy lądowaniu”
Aleksander Zniszczoł uzyskał w kwalifikacjach w Planicy 198 metrów i awansował do piątkowego konkursu indywidualnego. Polak przyznał, że warunki atmosferyczne panujące w czwartek na Letalnicy dały się mocno we znaki - głównie, jeśli chodzi o lądowanie oraz odjazd na największym obiekcie do lotów narciarskich na świecie.
- Takie dni przypominają, że to jest sport ekstremalny. Na rozbiegu nie było najgorzej, ale na zeskoku i odjeździe było niebezpiecznie. Później to poprawili, ale wcześniej była duża niepewność, bo nie wiedziałem, jak tam będzie, dlatego telemark był bardzo ostrożny - mówił.
Mimo trudnych warunków Polak nie był zaskoczony, że organizatorzy zdecydowali się przeprowadzić kwalifikacje.
- Nie, nie byłem zdziwiony. Znam Borka Sedlaka i Sandro Pertile - wiem, że to jest Puchar Świata i tu nie ma łatwo. Konkurs musi się odbyć, chyba że jest naprawdę tak, jak było w Vikersund.
Zniszczoł zwrócił też uwagę na specyfikę zeskoku, który po opadach śniegu zachowywał się inaczej niż zwykle.
- Został udeptany - dobrze, że to zrobiono. Fajnie go ubili, będzie szybki, tylko musiał się trochę ujeździć i to była ta różnica.
Czwartkowy dzień od początku był wymagający dla zawodników, którzy już od rana musieli radzić sobie z trudnymi warunkami.
- Sporo bodźców. Już sam wyjazd na rozgrzewkę o 6:30, potem śnieg, wiatr, zmiany, wszystko naraz. To był dzień rozpoczęty „z grubej rury”.
Pod względem technicznym Zniszczoł widzi jeszcze pole do poprawy przed konkursem.
- Pierwszy skok był taki na sprawdzenie, drugi już z większą pewnością i z większą energią. Muszę jeszcze popracować nad prowadzeniem nart w powietrzu, bo nie czuję się tak stabilnie. Nic złego się nie dzieje, ale te narty trochę mi uciekają.
Na koniec nie zabrakło też luźniejszego tematu, czyli tradycyjnego grillowania w strefie drużyn podczas Team Area Party - imprezie towarzyszącej finałowi sezonu w Planicy od wielu lat.
- Oczywiście, że będzie grill. I będzie smacznie - podsumował.
Korespondencja z Planicy, Dominik Formela