Zniszczoł w Planicy bez przełamania. „Trzeba się wziąć do pracy”
Aleksander Zniszczoł zakończył swoje indywidualne starty w sezonie Pucharu Świata. Polak nie awansował do finałowej serii piątkowego konkursu w Planicy, co oznacza, że był to jego ostatni indywidualny występ tej zimy. Już po serii próbnej zwracał uwagę na problem z prędkościami najazdowymi Polaków, które wyraźnie odstają od rywali.
- Jeździmy strasznie. Z tej samej belki tracimy do innych po kilka kilometrów na godzinę. Wczoraj coś zastosowaliśmy i dziś to już nie są dwa kilometry różnicy, tylko około półtora.
Jak przyznał, poprawa wynikała głównie ze zmian sprzętowych.
- Wczoraj szukaliśmy czegoś w smarach i jest trochę lepiej, ale i tak nie jest dobrze.
Zniszczoł jako jedyny z Polaków oddał skok w serii próbnej, która odbywała się w bardzo trudnych warunkach. Sam jednak nie odczuł ich aż tak mocno.
- Właśnie ja tego aż tak nie odczułem, bo była „lufa” i było całkiem przyjemnie. Teraz już tej „lufy” nie było i od razu zrobiło się trudniej. Mogłem ten skok konkursowy jeszcze trochę pociągnąć.
Dla 32-latka to trudny sezon, dlatego po konkursie nie ukrywał, że zbliżający się koniec zimy przynosi pewnego rodzaju ulgę.
- Tak, zgadza się, jest ulga. Trzeba się teraz wziąć do pracy.
Planica daje jednak coś, czego często brakuje w innych miejscach - atmosferę i kibiców.
- Jak najbardziej, to jest taka mała osłoda tego sezonu, że można tutaj poskakać dla kibiców i też trochę dla siebie.
Korespondencja z Planicy, Dominik Formela