Ostatnia prosta Kamila Stocha. „Cieszę się, że byłem częścią drużyny do samego końca”
Kamil Stoch zakończył w Planicy ostatni w karierze konkurs drużynowy w Pucharze Świata. W niedzielę trzykrotny mistrz olimpijski zwieńczy swoją karierę podczas finałowych zawodów sezonu na Letalnicy z udziałem najlepszych skoczków tej zimy. 38-latek nie ukrywa, że końcówka sezonu kosztuje go sporo energii - zarówno fizycznej, jak i mentalnej.
- Weekend w Planicy mija mi intensywnie. Z jednej strony się dłuży, a z drugiej dni przemijają bardzo szybko. Energetycznie i mentalnie to już nawet nie są opary - jestem po prostu totalnie pusty. Tylko moja ambicja i wola walki trzymają mnie jeszcze w pionie, żebym był w stanie zapiąć narty, wyprostować się na progu i polecieć. Bardzo mi jednak szkoda i też trochę z tego powodu cierpię, że te próby są takie kiepskie, że nie jestem w stanie wykrzesać z siebie więcej i walczyć o coś więcej niż tylko o przetrwanie - przyznał.
Mimo wszystko Stoch pozostaje jedynym reprezentantem Polski, który wystąpi w niedzielnym konkursie indywidualnym.
- To znaczy bardzo wiele, bo też poniekąd o to walczymy, żeby być jak najwyżej na koniec w ogólnym rozrachunku. Ja będę miał jeszcze jutro taką szansę. Pomimo tego, że nie ma we mnie zbyt dużego optymizmu, pozostaje wola walki i ambicja, żeby spróbować temu sprostać.
Choć pojawiają się żartobliwe sugestie, by przed ostatnim startem „odpuścił” i wyluzował, sam zawodnik podkreśla, że do końca pozostanie profesjonalistą.
- Pójść wieczorem w miasto? Wtedy na pewno nie byłbym w stanie jutro skoczyć. Z jednej strony chciałbym tak zrobić, zostawić trochę tę głowę gdzieś w hotelu albo na mieście i po prostu pójść, a niech ciało samo wykona robotę. Ale ja taki nie jestem. Nie potrafiłem tego zrobić do tej pory i pewnie jutro też nie będę potrafił. Przyjadę tu z ambicją i nastawieniem na walkę.
Ogromne znaczenie mają dla niego także kibice, którzy licznie przyjechali do Planicy, by towarzyszyć mu w ostatnich dniach kariery.
- Nie ma takich słów, które oddałyby to, co czuję wobec tego wsparcia. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach, a już tutaj przez ten weekend w ogóle. Cieszę się, że przez te wszystkie lata zbudowałem taką więź z kibicami, że nieważne czy są wyniki czy ich nie ma - oni po prostu chcą tu być ze mną i z całą drużyną. Wielu z nich mówi mi, że nie oczekują zwycięstw ani rekordów. Chcą po prostu być świadkami tych ostatnich skoków. Myślę, że to jest piękna puenta całej sportowej drogi - że na końcu liczy się to, żeby ktoś był obok.
Planica ma dla Stocha również bardzo osobisty wymiar. Jak zdradził, historia zatoczyła tu symboliczne koło.
- Nie pamiętam dokładnie pierwszego przyjazdu do Planicy, ale ciekawostką jest to, że mieszkamy w tym samym hotelu, w którym byłem tu pierwszy raz dwadzieścia lat temu. Wtedy mieszkałem w nim pierwszy raz, później już nie, a teraz znowu na koniec. Jest w tym jakaś symbolika.
Zapytany, czy cała kariera minęła błyskawicznie, odpowiedział z refleksją.
- Nie powiem, że to śmignęło. Było dużo trudów, które trzeba było przezwyciężyć, ale też mnóstwo pięknych chwil. Przeżyłem je nie sam, ale z kolegami z drużyny. Wspólnie odnosiliśmy sukcesy, wspólnie przeżywaliśmy porażki i zmagaliśmy się z przeciwnościami. Cieszę się, że mogłem być częścią tej drużyny aż do samego końca, do ostatniego skoku.
Korespondencja z Planicy, Dominik Formela