Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Kacper Tomasiak niebawem wróci na skocznię

Blisko dwa miesiące po przedwczesnym końcu sezonu na mamucie w Vikersund, Kacper Tomasiak szykuje się do powrotu na rozbieg. Trzykrotny medalista olimpijski z Predazzo w minioną niedzielę wziął udział w gali podsumowującej sezon 2025/26, a już w tym tygodniu ma oddać pierwsze skoki treningowe w ramach przygotowań do zimy 2026/27.

Najlepszy polski skoczek olimpijskiego sezonu nie wziął udziału w finałowych zawodach Pucharu Świata w Planicy, a ponadto został wycofany z imprezy Red Bull Skoki w Punkt. Wszystko było pokłosiem upadku na Vikersundbakken, po którym 19-latek trafił do szpitala w Drammen. Kacper Tomasiak nie ukrywa, że na finiszu olimpijskiej zimy jego sportowe baterie wymagały naładowania.

– Trochę ta końcówka na pewno była już na oparach sił. Właściwie całą zimę skakałem tak, że przy malutkich brakach energii ta technika już nieco gorzej funkcjonowała. Po wynikach było widać, że nie byłem już w stanie na tyle dobrze skakać. Ogólnie nie byłem bardzo zmęczony, ale na skoczni dało się to minimalnie odczuć i rezultaty były gorsze – mówi o trudach pierwszej w karierze zimy pośród światowej elity.

Tomasiak upadł podczas kwalifikacji do niedzielnego konkursu w Vikersund, który ostatecznie nie doszedł do skutku z powodu zbyt mocnych podmuchów wiatru. Dla juniora był to pierwszy weekend z lotami narciarskimi w karierze. Choć zawodnik był mocno poobijany, badania wykonane jeszcze w Skandynawii nie wykazały żadnych groźniejszych urazów.

– Jakoś bardzo nie analizowałem tego wszystkiego, ale nie czułem się bardzo źle. Przez pierwszy tydzień do kolejnego weekendu byłem wymęczony i lekko obolały, więc nie robiłem ciężkich fizycznie rzeczy. Bardziej odpoczywałem, ale funkcjonowałem w miarę normalnie, więc nie czułem się nie wiadomo jak źle – podkreśla.

Sztab szkoleniowy Biało-Czerwonych z Maciejem Maciusiakiem na czele podjął decyzję, że Tomasiak kilka dni po upadku nie weźmie udziału w rywalizacji na Letalnicy w Planicy. W kwietniu nie wystartował też w pokazowej imprezie Red Bulla na Wielkiej Krokwi.

– Odnośnie Planicy trochę się zastanawiałem nad tym, czy tam pojechać. Właściwie bardziej trenerzy po prostu powiedzieli, żebym nie jechał. W gruncie rzeczy dobrze, bo w czwartek czy piątek, kiedy byłem w domu, to mogłoby być jeszcze ciężko z wykonaniem mocniejszej rozgrzewki. To była taka dość dobra decyzja, ale od razu na pewno jej nie podjąłem – zaznacza indywidualny wicemistrz świata juniorów.

Polak w Vikersund nie rozgryzł sztuki latania na nartach. Najdalej poszybował podczas pechowej próby w niedzielnych kwalifikacjach, uzyskując 192 metry.

– Ten ostatni skok, kiedy się wywróciłem, był już trochę lepszy. Udało się nabrać nieco więcej kierunku. W końcowej fazie lotu zacząłem odczuwać odciąganie od zeskoku. Może nie oddalał się, ale też się nie przybliżał. Pod koniec leciałem na podobnej wysokości w stosunku do zeskoku, więc było tam lepsze noszenie. Trochę mnie jednak rozbujało, krzywo wylądowałem i skończyło się tak, jak się skończyło. Skok na pewno był lepszy. Myślę, że będę się wczuwał z próby na próbę, tylko trzeba teraz trochę na to poczekać – mówi Tomasiak, czekając na przyszłoroczne skoki na mamutach.

Trzykrotny medalista olimpijski podczas minionej zimy wielokrotnie prezentował umiejętność mobilizowania się na skoki konkursowe, najważniejsze w skali całego weekendu.

– Nie jest tak, że się bardziej stresuję, ale czuję, że są ważniejsze zawody i pojawia się adrenalina. Nie tylko w trakcie samego skoku, ale też przed nim, kiedy zapina się narty i siada się na belce. Wtedy czuć większy przypływ adrenaliny, dzięki czemu bardziej można się zmobilizować i mocniej odbić. Po prostu da się skoczyć lepiej fizycznie. Bardzo często się zdarza, że to powoduje większe błędy w technice, ale u mnie takiego problemu nie ma. Dlatego to mi tak pomaga – wyjaśnia.

Tomasiak zimą zwracał uwagę na brak czasu na spokojny trening. Kiedy ostatni raz miał okazję popracować nad skokami w satysfakcjonującym go stopniu?

– Teoretycznie troszeczkę przed igrzyskami, kiedy byliśmy w Polsce na zgrupowaniu. Wtedy było nieco więcej czasu na utrwalenie techniki. Nie było tak, że jest jeden skok, godzina przerwy i dopiero kolejny. To odbywało się w normalnym trybie treningowym. Wiadomo, robiliśmy tego trochę mniej, bo to był środek sezonu. Zimą na ogół trudno oddawać wiele skoków na treningach, bo jesteśmy w rytmie startowym i pojawia się zmęczenie. Może nie kombinowaliśmy nie wiadomo jak, ale udało się utrwalić technikę – wspomina okres, który w lutym dał mu trzy medale olimpijskie na włoskiej ziemi.

Młody skoczek do dziś nie znalazł szczególnego miejsca na olimpijskie krążki z debiutanckich igrzysk. W Predazzo indywidualnie był drugi na normalnym obiekcie i trzeci na dużym, a ponadto sięgnął po srebro w konkursie duetów wspólnie z Pawłem Wąskiem.

– Dalej leżą w pudełku <śmiech>... Nie mam żadnego miejsca, w którym mógłbym je wyeksponować. Nie mogę się do tego zabrać, żeby coś takiego znaleźć i czas mija <śmiech>… – przyznaje z uśmiechem od ucha do ucha.

Wiosną grupa wybranych osób otrzymała napój izotoniczny z wizerunkiem Tomasiaka, przygotowany przez jego indywidualnego sponsora. Akcja była jednym z elementów podsumowania wspaniałej zimy w wykonaniu skoczka z Bielska-Białej.

– Napój dotarł i do mnie. Na razie to jednorazowa akcja z produktem limitowanym na mniejszą skalę – komentuje.

Tomasiak mimo ogromnych sukcesów sportowych nie odczuwa większych zmian w życiu prywatnym. 

– Moja codzienność raczej jest normalna. Ciemne okulary? Bardzo często w nich chodzę, bo lubię w nich chodzić. Są przeciwsłoneczne, więc automatycznie nie widać oczu. Można to odebrać, że się ukrywam, ale tak po prostu chodzę <śmiech>… – słyszymy.

W marcu prawo startu w Pucharze Świata zdobył młodszy brat Kacpra, Konrad Tomasiak. Co ciekawe, 17-latek pod koniec zimy korzystał z kasku, w którym starszy brat debiutował minionej zimy w Pucharze Świata.

– Nowy kask ma dostać później, ale na razie jeszcze skakał w moim starym kasku. Na pewno przyjemnie będzie razem z nim skakać w Pucharze Świata, ale zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie – tonuje nastroje Kacper Tomasiak.

W najbliższych dniach mistrz Polski zasiądzie po raz pierwszy na belce startowej od marcowego upadku w Vikersund. Wszystko wydarzy się podczas zgrupowania Biało-Czerwonych w województwie śląskim.

– Na skocznię wracamy w tym tygodniu, w Szczyrku. Zimą największe problemy miałem w bardzo początkowej i końcowej fazie lotu. To trochę szwankowało. Środek był bardzo dobry. Na tym będzie trzeba się skupić najbardziej, ale po drodze mogą wyjść inne niuanse, które będzie trzeba poprawić. Wszystko wyjdzie w trakcie, na czym będzie trzeba się koncentrować – puentuje Kacper Tomasiak.

Korespondencja z Zakopanego, Dominik Formela