Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

„Mamy do niego zaufanie” – Kubacki o powrocie Horngachera

Tegoroczna wiosna przyniosła w życiu Dawida Kubackiego szereg zmian. Najważniejszą z nowin w sferze prywatnej 36-latka jest oczekiwanie na narodziny trzeciego dziecka, którym będzie pierwszy syn skoczka. Ponadto mistrz świata z 2019 roku rozstał się z wieloletnimi sponsorami, którzy wiązali się z charakterystycznym dla Kubackiego różem na kasku i nartach. Od tego sezonu podopieczny trenera Macieja Maciusiaka na kadrowych wyjazdach będzie musiał radzić sobie bez wieloletniego kompana w pokoju, którym był Kamil Stoch. Kubacki z dużym optymizmem patrzy też na powrót Stefana Horngachera, który wrócił do Polskiego Związku Narciarskiego w roli koordynatora szkolenia.

Jak w kwietniu dowiedział się Jakub Balcerski ze sport.pl, marka BWT – reklamowana na nartach produkowanych przez firmę Fischer – wycofuje się ze świata skoków narciarskich. Jednym z użytkowników brandu był Dawid Kubacki, który ponadto zakończył wieloletnią współpracę indywidualną z marką Manner – reklamowaną na kasku.

– Przekonamy się, jak to będzie. Szykuje się zmiana kolorystyki. Być może nie do końca przyjęło się, że róż pasuje do mężczyzny, ale ja się do tego przyzwyczaiłem. Czy mi pasowało? Nie mnie oceniać. To był kawał historii w tym sporcie, kiedy skakałem na nartach BWT i z Mannerem na kasku. Za nami piękne lata z wieloma sukcesami i za tę wspólną podróż obu tym sponsorom dziękuję. Zaczyna się nowy etap, a ich już ze mną w tym sporcie nie będzie. Coś się zmieni, ale pracuję dalej, żeby powstały fajne wspomnienia – powiedział nam Dawid Kubacki, z którym spotkaliśmy się w minioną niedzielę w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem, podczas uroczystej gali Polskiego Związku Narciarskiego z okazji podsumowania zimy 2025/26.

Kubacki od poniedziałku przebywa w Szczyrku, gdzie Biało-Czerwoni oddają pierwsze skoki tej wiosny.

– Na pewno będzie sporo testów, bo trzeba sprawdzić pewne rzeczy, ale wierzę, że dzięki nim w krótkim czasie znajdę taki sprzęt, który będzie mi pasował i będzie działał. Później skupię się na pracy nad tym, co jest najważniejsze, żeby przygotować się do kolejnego sezonu – dodaje przed kamerą Skijumping.pl.

Maciej Maciusiak rozpoczyna drugi sezon w roli głównego szkoleniowca reprezentacji polskich skoczków, a Kubacki – obok Klemensa Joniaka, Macieja Kota, Kacpra Tomasiaka, Pawła Wąska i Piotra Żyły – to jeden z sześciu członków kadry narodowej A na sezon 2026/27.

– W sporcie nic nie jest gwarantowane, ale myślę, że obraliśmy odpowiednią drogę, jak pracować i na co zwracać uwagę, żeby w następnym sezonie to nie była jedna wielka niewiadoma. Obyśmy mogli jedynie się zastanawiać, czy to starczy na wygrywanie czy nieco mniej. Wiem, że trenerzy bardzo mocno pracowali nad tym, aby przygotować dla nas plan na okres przygotowawczy. Jakiś czas temu zaczęliśmy pracę i dalej pchamy ten wózek. Po tej krótkiej przerwie podeszliśmy do treningów z radością i pewnością, że to będzie działało. Nad tym będziemy się teraz skupiać, żeby zachować tę radość podczas pracy – podkreśla.

Do ekipy Biało-Czerwonych po siedmiu latach rozłąki powrócił Stefan Horngacher. Austriacki trener będzie wypełniał obowiązki koordynatora szkolenia, wspierając sztab dowodzony przez Maciusiaka.

– W przeszłości pracowaliśmy ze Stefanem przez parę lat. Wiem, jaki ma etos prac. Jest skupiony na tym, co robi. Ma też dobry instynkt trenerski, co komu podpowiedzieć i jak coś zrobić, żeby było dobrze. Wiem, że potrafi postawić na swoim, aby zrobić coś w dany sposób, bo to będzie działało. W poprzednich latach to się sprawdzało i współpraca wyglądała bardzo dobrze. Teraz do nas wraca, ale cały czas mamy do niego zaufanie. Przykładamy się do pracy i do tego, co nam wskazuje – zaznacza brązowy medalista olimpijski z Pekinu.

Kubacki wchodzi w nowy sezon bez wieloletniego kompana z drużyny, którym był Kamil Stoch – były już skoczek narciarski. 

– Przez ostatnie lata praktycznie cały czas byłem z nim w pokoju, więc coś się zmienia, ale Kamil wykonał ogromną pracę w tym sporcie, więc odpoczynek od skoczni oraz treningów mu się należy. Będę na to patrzył przez pryzmat łączących nas wspomnień, wspólnych podium i pięknych chwil, a spotykać będziemy się w prywatnej sferze. Życzę mu wszystkiego dobrego na tej ścieżce życia, którą teraz obrał, a my będziemy musieli przyzwyczaić się do tej sytuacji. Każdy zawodnik kiedyś musi zakończyć karierę. Mnie czy Piotrka Żyłę też to czeka, a także tych, którzy dziś są tymi młodymi i obiecującymi. Taka jest kolej rzeczy – zdaje sobie sprawę zdobywca Złotego Orła z sezonu 2019/20.

Kto w najbliższych miesiącach ma szansę stać się nieformalnym kapitanem reprezentacji polskich skoczków?

– Patrząc na minione lata, kapitanem był ten, który w danym momencie najlepiej skakał. Wtedy przylegała taka łatka i ta osoba miała najwięcej obowiązków medialnych czy miało to znaczenie przy decyzjach grupowych w kadrze. Myślę, że będzie to nadal działać na tej samej zasadzie. Liderem kadry będzie ten, kto będzie najlepiej skakał. Dziennikarze będą go tak nazywać, my może niekoniecznie. Nie przywiązujemy do tego większej wagi. Jedynie w tych momentach, kiedy trzeba wybrać kogoś, żeby szedł zabrać głos <śmiech> – odpowiada drużynowy mistrz świata z 2017 roku.

Jak długo Dawid Kubacki widzi swoją przyszłość w zawodowym sporcie?

– Zobaczymy, na ile zdrowie pozwoli i na ile dzieciaki mnie wydrenują z energii <śmiech>. Myślę, że chęci i zapału do robienia tego nie będzie mi brakowało, a jeśli zdrowie pozwoli, to będę walczył – kończy.

Z Dawidem Kubackim – w Zakopanem – rozmawiał Dominik Formela