Maciej Kot wrócił do kadry A. „Czuję się doceniony”
Po raz pierwszy od sezonu 2021/22 Maciej Kot przygotowuje się do pucharowej zimy jako członek kadry narodowej A. 35-latek nie ukrywa jednak, że powrót do najważniejszej grupy w polskich skokach traktuje nie jako cel sam w sobie, lecz jako punkt wyjścia do realizacji znacznie ambitniejszych planów sportowych. Dwukrotny triumfator zawodów Pucharu Świata podczas lipcowego Memoriału Olimpijczyków w Szczyrku zajął 6. miejsce.
Skijumping.pl: Memoriał w Szczyrku to impreza niezobowiązująca, ale pewnie dająca jakieś pierwsze wnioski, których ty zawsze szukasz na skoczni narciarskiej.
Maciej Kot: Dokładnie tak. Pierwsze zawody, więc fajnie jest wrócić do rywalizacji. Po to trenujemy, żeby startować w zawodach i rywalizować ze sobą. To pierwszy sprawdzian formy. Nadchodzi też Letnie Grand Prix, więc myślę, że to ważna informacja dla trenerów pod kątem składu, ale też dla zawodników, żeby zobaczyli, jak to rzeczywiście wygląda na zawodach, w trochę innej sytuacji.
To też okazja, żeby przetrenować przygotowanie psychiczne, mentalne, którego na treningu nie jesteśmy w stanie odtworzyć w stu procentach. Na pewno można wyciągnąć wnioski, wręcz trzeba. Teraz przyjdzie czas na analizę i spojrzenie już pod kątem kolejnego startu.
To jest lato poszukiwań, czy lato utwierdzania się w rozwiązaniach, które miałeś w głowie już pod koniec zimy?
Ciężko to w tej chwili krótko streścić, bo wydaje mi się, że ta wiosna była trochę szalona. Miałem już swoje wnioski po sezonie zimowym, ale one mimo wszystko zmieniły się wraz z przyjściem Stefana Horngachera. Myślę, że to był trochę taki game changer. Miałem swój pomysł i swoją drogę, którą podążaliśmy w zeszłym roku razem z trenerem Wojtkiem Toporem i Robertem Mateją. Chciałem dalej iść w tym kierunku, natomiast ciężko byłoby nie zaufać temu, co przyniósł Stefan Horngacher.
Przede wszystkim jestem zadowolony, że ten kierunek jest bardzo podobny, że to nie jest zwrot o 180 stopni. Wiem, że szliśmy w dobrą stronę. Po prostu pewne rozwiązania i metody są minimalnie inne. Myślę, że to też było dla mnie ważne — że jednak można zrobić coś jeszcze inaczej, można pójść do przodu i szukać innych rozwiązań. To na pewno dało mi trochę nadziei. Mamy w tej chwili Stefana w składzie, mamy bardzo mocny sztab szkoleniowy z Maćkiem Maciusiakiem, z Krzyśkiem Miętusem, z Krzyśkiem Biegunem, z Michalem Doležalem. Wydaje mi się, że pod względem trenerskim mamy topowy skład. Ciężko byłoby nie zaufać i nie spróbować znaleźć kompromisu, przede wszystkim wspólnej drogi.
Na pewno było trochę poszukiwań pewnych rozwiązań, ale najważniejsze jest to, że wiemy, do czego dążymy. Drogi czasami są różne, ale cel i to, jak te skoki mają wyglądać, jest jeden.
Droga jest ważna, cele są daleko, one są przysypane śniegiem, ale to jest historia, że po kilku latach wróciłeś do kadry A, bo byłeś już naprawdę daleko od niej. Nigdy nie zwątpiłeś, że to jeszcze twoje miejsce, że ono na ciebie czeka?
Trochę się od niej oddaliłem w pewnym momencie, to prawda. Na pewno fajnie jest wrócić, natomiast przede wszystkim nie osiadam na laurach. I to też nie jest tak, że właśnie do tego dążyłem, bo przede wszystkim dążę do dobrych wyników i sukcesów, które można osiągać w kadrze B czy trenując w grupie bazowej.
Wiadomo jednak, że miejsce w kadrze A jest pewnego rodzaju wyróżnieniem, otwiera pewne możliwości i drzwi. Czuję się doceniony za poprzedni sezon, za to, że jestem w tym miejscu, w którym jestem, i że mogę trenować z najlepszymi.
To daje mi kolejną porcję motywacji do ciężkiej pracy. Bo to, czy przyjdą sukcesy i lepsza forma, zależy tylko i wyłącznie od tego, jak ciężko będę trenował i w jaki sposób podejdę do wyzwań, które przede mną stoją. Na pewno czeka mnie ciężki czas i dużo pracy, ale jestem na to gotowy.
Dziękuję bardzo. Widzimy się podczas Letniego Grand Prix w Wiśle.
Dziękuję, do zobaczenia.
Korespondencja ze Szczyrku, Dominik Formela