Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

„Zawsze był moim guru” – Żyła o powrocie Horngachera

Piotr Żyła po Memoriale Olimpijczyków w Szczyrku czuł niedosyt, ale znacznie ważniejsze jest to, że znów „mu się zachciało”. W rozmowie ze Skijumping.pl 38-latek opowiada o potrzebie ustabilizowania formy, rywalizacji z młodszymi kadrowiczami, powrocie Stefana Horngachera i własnym charakterze, który nie zawsze pozwala mu odpuszczać. Nie zabrakło też wątku blond włosów, czyli zmiany, która w ostatnich dniach zaskoczyła kibiców.

Skijumping.pl: Wiosna mija bardzo szybko w świecie skoków narciarskich. Niedawno Planica, impreza Red Bulla, a my znowu jesteśmy po zawodach. Już latem, w lipcu, za nami Memoriał Olimpijczyków w Szczyrku. Po dziewiątym miejscu na pewno przeważającym uczuciem jest niedosyt.

Piotr Żyła: Tak, nie jestem do końca zadowolony z drugiego skoku. Trochę poniosła mnie ułańska fantazja, młodość <śmiech>... Można powiedzieć, że trochę się napaliłem. Było za dużo błędów. Przeleciało mi to wszystko i nie było z czego odlecieć.

Ale to pokazuje, że tam jest ogień, żar, chęć rywalizacji z tymi młodymi, którzy podgryzają, skoro nawet na Memoriale Olimpijczyków aż tak się przypaliłeś.

Tak, można powiedzieć, że uznałem, że nie ma co czekać do zimy, bo może być za późno, jak to zazwyczaj bywa <śmiech>... Trzeba cały czas być w dobrej dyspozycji. Ja akurat już dochodzę do takiej dobrej dyspozycji, choć jeszcze nie do końca stabilnej.

Trochę jeszcze tych błędów czasem popełniam, ale chcę latem ustabilizować formę. Nie tak, żeby przychodzić i raz wyjdzie, raz nie wyjdzie. To jest dla mnie bardzo istotne, żeby te skoki były na normalnym poziomie, ale wysokim. Stabilne.

Takie proste pytanie mi się nasuwa. Chce ci się jeszcze?

Właśnie mi się zachciało od paru tygodni. Można powiedzieć, odkąd zaczęliśmy skakać. Póki się nie skakało, to miałem tak, że więcej czasu spędzałem na boisku albo na kortach. Jak zaczęliśmy skakać, to jeszcze coś tam grałem w tenisa, w piłkę. Przesadzałem, oczywiście. Myślałem, że nie będę przesadzał, ale przesadzałem. Grałem dużo, a wiadomo, że to też nie idzie w parze ze skakaniem. Później pomyślałem, że trzeba trochę zelżyć i wziąć się znowu za skoki, bo dostałem takiej motywacji, że znowu chce mi się być w skokach na wysokim poziomie.

A ty rywalizujesz na każdej płaszczyźnie życia? Bo są tacy sportowcy, którym jakbym teraz postawił tu piłkarzyki, to musieliby wygrać. Nie odpuściliby, dopóki by nie wygrali. Ty taki jesteś czy w innych sportach trochę luzujesz?

No właśnie trochę taki jestem. Zawsze walczę, wiadomo. Brakuje mi umiejętności, szczególnie w tenisie, ale raczej nie odpuszczam. I właśnie dlatego nie mogę się tak mieszać w to wszystko, bo później, tak jak mówię, przesadzam. Przychodzę potem na skocznię i nogi nie działają właściwie. Jakby miały działać, kiedy siedzi się pięć godzin na korcie <śmiech>... To jest inny sposób wysiłku. Wchodzę wtedy w wytrzymałość, a w skokach nie jest potrzebna wytrzymałość, tylko bardziej szybkość.

Ty w szkole, kiedy byłeś uczniakiem, potrzebowałeś pani, która stoi nad tobą z linijką i czasami po łapach da? Bo mam poczucie, że czasami przyda się, kiedy trener weźmie taką linijkę i powie: Piotrek, trochę zwolnij, trochę inaczej...

Na pewno tak, ale też wiem, że sam muszę być taki dla siebie. Bo wiadomo, ja już też nie mam 18 lat. I nikt już nie będzie za mną chodził i mówił mi, jak mam żyć i co mam robić. Sam muszę stanąć i zapytać siebie, co jest dla mnie w tym momencie najistotniejsze. I tak właśnie niedawno zadałem sobie to pytanie. No i znowu wychodzi na to, że zaś te skoki <śmiech>...

Chyba wszyscy tak mamy na swoim gruncie. Robimy różne rzeczy, a potem i tak spotykamy się na skoczni narciarskiej w ulewny dzień.

No właśnie. Jak sobie zadaję takie pytanie, to później znowu mam gdzieś tam motywację, że odpuszczam sobie inne rzeczy, które w tym momencie są dla mnie nieistotne. Pewnie do kwietnia <śmiech>… Po prostu jeszcze mi się chce. A teraz też się cieszę, bo przyszedł Stefan Horngacher. On zawsze był trochę takim moim guru, który potrafił mnie gdzieś tam ustawić do pionu. Teraz to wygląda trochę inaczej, bo Stefan jest koordynatorem wszystkich grup, odpowiada też za juniorów, za cały system, więc to trochę inaczej wygląda niż wcześniej. Ale fajnie, że przyszedł znowu uaktualnić nasz system. Nie że ten system się zepsuł, tylko po prostu odświeżyć. On ma coś takiego, że potrafi to wszystko poukładać.

Funkcjonuje taki mit, że Żyła w przeszłości jeździł na rozbiegu po swojemu, skakał po swojemu, aż przyszedł Horngacher, pomachał nad nim batem i Żyła jeździł tak, jak trzeba. Miniona zima była taka, że pozycja była jedna, potem inna. Teraz znowu jest taki ciężki rygor, Stefan stoi z batem i z innymi trenerami, czy jest trochę więcej swobody? Bo ty po latach mówiłeś, że czasami tej kontroli w twoim przypadku było aż za dużo i to też odbijało się negatywnie w innych aspektach.

Wiadomo, to było też inaczej, bo Stefan miał wtedy sześciu zawodników. Pilnował tych sześciu, mówił, uczył, co mamy robić i jak mamy robić. Teraz też koordynuje i ma swoje rzeczy, które chce nam przekazać, tylko na razie nie jest tak stricte jak wtedy.

Kiedy on po raz pierwszy przyjechał na zgrupowanie, oficjalnie wrócił do reprezentacji Polski, to było tak, jakby te siedem lat nigdy nie minęło, czy widać, że każdy z was ma już bogatszy plecak doświadczeń i trochę się zmieniłeś i ty, i on?

To jest tak, że ja mam już drugi jego powrót. Trzecia era Stefana. Ja chyba jestem jedyny, który został z pierwszej ery. Pierwszy raz był w latach 2004-2006, kiedy ja byłem jeszcze juniorem. Jako junior też się z nim przygotowywałem. Później dziesięć lat go nie było i teraz też prawie dziesięć lat go nie było. Można powiedzieć, że to jest trzeci raz. Ale teraz jest trochę łatwiej, bo te metody, patrząc na to, nie zmieniły się. Cały czas jest to samo, więc łatwiej mi się do tego zaadaptować. Takie przynajmniej mam odczucie. Najtrudniej było mi wtedy, kiedy przyszedł za drugim razem. Wtedy było ciężko. A teraz cały czas pracowało się w tym schemacie, tylko czegoś ciągle brakowało. Mam nadzieję, że teraz tego czegoś nie będzie już brakować.

Przez Polski Związek Narciarski i przez reprezentację przewinęły się różne osoby. Często było tak, że czekaliśmy, co ktoś wniesie, jak się zachowa, jak będzie pracował. Stefan Horngacher to chyba osoba, która wchodzi i nikt nie ma wątpliwości, czy to ma prawo zadziałać. Dla was, zawodników, też mających swoje humorki, to jest istotne, żeby był ktoś z takim autorytetem, przy którym nie ma miejsca na przecinek, pytanie czy niedopowiedzenie.

No tak, zgodzę się z tobą. To jest u niego fajne, że jak coś mówi, daje wskazówki, to gdzieś tam w głowie pojawia się myśl… no rzeczywiście, tak jest <śmiech>. Takie to proste w sumie, jak on o tym mówi.

Czyli okazuje się, że skoki narciarskie są proste.

Ale ja cały czas o tym mówiłem, tylko sobie po prostu za bardzo komplikowałem <śmiech>...

Kiedy zobaczyłem w sieci twoje zdjęcie bez czapki jakiś czas temu, pomyślałem: sztuczna inteligencja, robią sobie żarty. W internecie trzeba być ostrożnym, bo nie wiadomo, co jest prawdą, a co kłamstwem. Przyjechałem do Szczyrku i widzę, że to jednak prawda, blond włosy.

Taką mam fryzurkę teraz. Chciałem wziąć się za siebie, coś zrobić. Naszła mnie jakaś zmiana. Pomyślałem, że póki jeszcze włosy mam, bo już niedługo pewnie <śmiech>, to można jeszcze coś z nimi zrobić. I tak wyszło, że przypomniały mi się czasy liceum, kiedy na wakacje wszyscy farbowaliśmy sobie włosy na blond. Różnie to wychodziło, czasem zielony, czasem jakiś inny. A teraz taki mam. Fajnie, coś innego, jakaś odmiana. Czasem fajnie coś zmienić.

Może wielki polski sportowiec ma taki etap kariery. Pamiętam, że Robert Lewandowski też z blond włosami hasał po boiskach piłkarskich, więc może coś w tym jest...

Trudno powiedzieć. Jeśli chodzi o fryzurę, to miałem kilka etapów. Zazwyczaj na łyso. To moja ulubiona fryzura, bezproblemowa. Jak nie chce się w ogóle nic myśleć, to jest najprostsza prostota. Po prostu ciach na zero, najwygodniej. Później był taki moment, że w ogóle nie chciało mi się chodzić do fryzjera. Od jesieni do wiosny w ogóle się nie obcinałem, miałem różne włosy, a potem na wiosnę ścinałem się na łyso i przez lato się pilnowało. Trzeci etap to właśnie czasy liceum i pomysły z farbowaniem. A jeszcze przez chwilę miałem tak, że układałem tę fryzurkę, ale moje włosy są takie, że nie da się ich układać, bo każdy idzie w swoją stronę. Szczególnie jak rano wstanę. Teraz może jeszcze pokuszę się o taką fryzurkę jak Dawid Kubacki i będziemy dwa dziadki <śmiech>… Ostatnio śmialiśmy się, że ja sobie zrobię fryzurę jak Dawid, a Dawid się na łyso ciachnie <śmiech>...

Wracając do sportu, patrzymy na wyniki memoriału, a tam Kacper Tomasiak – rocznik 2007, Paweł Wąsek – rocznik 1999, Kamil Waszek – rocznik 2006, Klemens Joniak – rocznik 2005… Idzie młodość, co tu dużo mówić. Podgryzają. I to chyba dobrze, że podgryzają. Jednocześnie macie taką fajną miksturę w kadrze A: Kot, Kubacki i Żyła, ale też Joniak, Wąsek i Tomasiak.

Tak, dokładnie. To jest fajne, bo dodatkowo motywuje. Wiadomo, jak jest się na takim poziomie, na jakim by się nie chciało być, a patrzysz, że młodzi skaczą, to myślisz: ojojoj, trzeba się wziąć za siebie. To na pewno dodaje motywacji. Jak przebywa się z młodszymi, to też widać, ile mają energii. Chociaż mi w sumie też energii nie brakuje. To jest bardzo dobre dla nas, starszych. Mamy motywację, bo młodzi zaczynają skakać coraz lepiej i jest spory potencjał. W zeszłym roku wyskoczył Kacper, ale po zawodnikach z zaplecza też widać, że to może być znowu dobre pokolenie.

Oby, wszyscy tego potrzebujemy. Zapraszamy do Wisły, 1–2 sierpnia. Tam się to wszystko na poważnie rozpocznie tego lata.

Tak jest, zaczynamy w Wiśle. Zobaczymy, jak to w tym sezonie będzie wyglądało, ale fajnie, że się zaczyna, bo brakowało mi tego.

Będzie Sandro Pertile, będzie Borek Sedlak, ci wszyscy ludzie z FIS, ale czy Piotr Żyła będzie nadal z blond włosami?

Tak, będę. A jak długo? Nie wiem <śmiech>...

Piotr Żyła zmiennym bywa, potrafi zaskakiwać na skoczni i poza nią. Trochę przypominasz mi Ryana Goslinga z „Barbie”, on też z taką fryzurą występował. Dzięki bardzo za poświęcony czas.

Dzięki bardzo.

Z Piotrem Żyłą rozmawiał Dominik Formela