Tomasiak i Kubacki w czołowej dziesiątce na inaugurację LGP
Za nami inauguracyjny konkurs Letniego Grand Prix na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. Najlepszym z reprezentantów Polski okazał się Kacper Tomasiak, który wywalczył 7. miejsce. Do czołowej dziesiątki – po dyskwalifikacji Kristoffera Eriksena Sundala – rzutem na taśmę wskoczył również Dawid Kubacki.
Pomimo, iż Tomasiak wyrósł na gwiazdę polskiego zespołu, zostając multimedalistą tegorocznych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina, sobotni konkurs był jego zaledwie drugim w karierze startem w letnim cyklu. 19-latek w treningach zanotował 9. i 15. rezultat, a w konkursie wypadł jeszcze lepiej. W pierwszej serii skok na 119,5 metra dał mu 5. lokatę. W finale wprawdzie znacznie poprawił odległość, uzyskując 128 metrów, lecz w klasyfikacji zawodów spadł na 7. miejsce. Tomasiak po raz kolejny udowodnił jednak, że swoje najlepsze próby oddaje w ocenianych seriach.
– Dużo daje mi po prostu adrenalina. Nie przeszkadza w postaci spięcia, a wręcz tej energii jest trochę więcej. Lepiej się czuję po prostu przy takiej lekkiej adrenalinie, która jest właściwie tylko na zawodach – stwierdził najlepszy z Polaków.
– Ze skoku na skok było coraz lepiej, ale jeszcze brakuje troszkę stabilności. Jak to zazwyczaj w lecie bywa, te dobre skoki są przeplatane słabszymi, więc nie są jeszcze na najwyższym poziomie. Trzeba to wszystko ustabilizować, ale na ogół tak to wygląda w tym okresie, więc nie ma się czym na razie martwić – przeanalizował dzisiejsze próby trzykrotny medalista z Predazzo.
Dzisiejszy konkurs w Wiśle odbywał się przy słońcu i około 30-stopniowej temperaturze powietrza. Jak gorące warunki wpłynęły na skoczków?
– Na zawodach jest trochę czasu, żeby pomiędzy skokami ściągnąć to wszystko i odpocząć w szatni, a nie na słońcu. Na treningach wygląda to gorzej, bo przerwy między skokami są krótsze – odparł Tomasiak.
Po olimpijskich sukcesach wokół osoby Kacpra Tomasiaka powstał duży szum medialny. Czy podopieczny Macieja Maciusiaka w przerwie między sezonami zdołał od tego odpocząć?
– Na pewno trochę tak, zwłaszcza od razu po zakończeniu sezonu zimowego. Teraz znów pojawia się coraz więcej obowiązków medialnych, chociaż mimo wszystko w porównaniu z zimą jest więcej odpoczynku pod tym względem – skwitował.
Dużo nadziei wzbudza ponowne znalezienie się w szeregach polskiej kadry Stefana Horngachera. Dla Tomasiaka obecny okres przygotowawczy to pierwsza okazja do współpracy z wybitnym austriackim szkoleniowcem.
– Stefan bardzo dużo wniósł do całego sztabu. Przede wszystkim trenerzy dużo między sobą rozmawiają i ustalają różne rzeczy. Dostajemy w miarę proste uwagi, ponieważ oni to wspólnie analizują. Większa liczba trenerów pomaga w analizie naszych skoków i dostrzeżeniu detali – zauważa istotną rolę Austriaka, 7. skoczek sobotniego konkursu.
Z awansu do czołowej dziesiątki, choć osiągniętego w nieco nietypowych okolicznościach, mógł cieszyć się również Dawid Kubacki. Polak pierwotnie zakończył zmagania na 11. pozycji, jednak dyskwalifikacja Kristoffera Eriksena Sundala przesunęła go na 10. lokatę. Skoczek z Szaflar skoczył 119,5 i 126,5 metra.
– Wydaje mi się, że zrobiłem całkiem porządną robotę dzisiaj na skoczni. Zwłaszcza patrząc na te ostatnie tygodnie, myślę, że przed tymi konkursami 11. miejsce [po korekcie wyników awansował na 10. – przyp. red.] brałbym w ciemno. Kiedy przyszły zawody, to potrafiłem się zmobilizować i zrobić to, co miałem zadane. W ostatnich szlifach przed Wisłą zaczęło mi się lepiej układać. Bez tej całej pracy, którą wykonaliśmy wcześniej od kwietnia, to jednak na pewno nie byłoby możliwe. Cały czas jest to proces. Myślę, że jeszcze dużo pracy przed nami, ale jestem dobrej myśli – wyznaje 36-latek.
W tak upalnej pogodzie, jaka panowała dziś w Wiśle kombinezony zachowują się inaczej niż w warunkach zimowych. Jak wobec tego wygląda kontrola sprzętu z perspektywy zawodnika w takiej aurze?
– Nic się nie zmienia w porównaniu z zimą. Dzisiaj łatwo można się spocić, ale trzeba pilnować nawodnienia. Wczoraj miałem taką sytuację, że mnie prawie odcięło na skoczni. Główny problem polega na tym, żeby utrzymać wagę na odpowiednim poziomie. Podczas wczorajszego treningu wypiłem półtora litra wody, a wypociłem ponad dwa. Dzisiaj było pod tym względem trochę łatwiej – opisuje sytuację Mistrz Świata z Seefeld.
W życiu Kubackiego zaszło tej wiosny wiele zmian. Wśród nich zawierają się również kwestie sprzętowe, gdyż jego dotychczasowy dostawca nart wycofał się z rynku. Na razie medalista olimpijski z Pekinu korzysta z nowych, czerwonych desek marki Fischer, choć nie jest jeszcze pewne, że tak będzie również zimą.
– Na pewno jeszcze jakieś testy sprzętu będą, ale na razie baza jest w porządku i mi pasuje. Z takich skoków, które nie są do końca dobre, ciężko wnioskować, jak się zachowują narty, ale te w których skaczę lepiej mi pasują na daną chwilę. Myślę, że raczej się to zbliża ku końcowi – zakończył reprezentant Polski.
Tomasiak i Kubacki rzecz jasna znaleźli się w szóstce biało-czerwonych desygnowanych do występu w niedzielnym konkursie w Wiśle. Ten rozpocznie się o 14:45, ale tym razem poprzedzą go rozegrane o 13:15 kwalifikacje.
Korespondencja z Wisły, Dominik Formela