Strona główna • Brytyjskie skoki narciarskie

Eddie Edwards znów na skoczni

Michael "Eddie the Eagle" Edwards ponownie pojawił się w Kanderstegu. Legendarny Brytyjczyk, który niemal cztery dekady temu właśnie na szwajcarskich skoczniach przygotowywał się do pamiętnego występu na igrzyskach olimpijskich w Calgary, po dziesięciu latach przerwy znów założył narty i oddał kilka skoków. Dla 62-latka był to sentymentalny powrót do miejsca, bez którego – jak sam przyznaje – jego niezwykła historia nigdy by się nie wydarzyła.

Kandersteg świętował dziesięciolecie ponownego otwarcia kompleksu skoczni narciarskich. Z tej okazji organizatorzy zaprosili jednego z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów w historii tej dyscypliny. Choć Michael Edwards od lat nie rywalizuje na skoczniach, nie ograniczył się wyłącznie do wspomnień. Mimo dziesięcioletniej przerwy ponownie usiadł na belce startowej i oddał kilka skoków na małej skoczni, wzbudzając entuzjazm licznie zgromadzonych kibiców.

To właśnie w Kanderstegu rozpoczęła się droga, która doprowadziła go na zimowe igrzyska olimpijskie w Calgary w 1988 roku. Gdy przyjechał do Szwajcarii w 1986 roku, miał niewiele pieniędzy, nie dysponował własnym trenerem ani profesjonalnym sprzętem. Nocował w harcerskim schronisku, a możliwość treningów wypracował sobie własnymi rękami. W zamian za sprzątanie skoczni i pielęgnację obiektu mógł bezpłatnie korzystać z obiektu.

Właśnie tutaj po raz pierwszy odważył się na skoki z normalnej skoczni i ustanowił rekord Wielkiej Brytanii. Był to przełomowy moment, który otworzył mu drogę do olimpijskiego debiutu.

Choć w Calgary zajął ostatnie miejsca, stał się największą sensacją igrzysk. Charakterystyczne grube okulary, pożyczony od różnych reprezentacji sprzęt i nieustępliwość sprawiły, że "Eddie the Eagle" zdobył sympatię kibiców na całym świecie. Popularność Brytyjczyka była tak duża, że w kolejnych latach zmieniono przepisy kwalifikacyjne do igrzysk, znacznie utrudniając start zawodnikom o podobnym poziomie sportowym.

Dziś Edwards jest cenionym mówcą motywacyjnym i wciąż chętnie wraca do wydarzeń sprzed blisko czterdziestu lat. Podczas wizyty w Kanderstegu nie ukrywał wzruszenia.

– Bez Kanderstegu nigdy nie dotarłbym do Calgary. To tutaj dostałem szansę na treningi, a ludzie pomagali mi na każdym kroku. Inni zawodnicy przekazywali mi sprzęt, przynosili jedzenie i wspierali mnie, kiedy najbardziej tego potrzebowałem – wspominał Brytyjczyk.

Podczas jubileuszowego wydarzenia nie zabrakło zdjęć, autografów i rozmów z kibicami. Mimo ulewnego deszczu 62-latek kilkukrotnie wspinał się na rozbieg, by jeszcze raz poczuć emocje, które przed laty odmieniły jego życie.

Choć dziś nie nosi już słynnych grubych okularów, zastąpiły je implanty w oczach, jedno pozostało niezmienne – uśmiech i odwaga, dzięki którym Michael "Eddie the Eagle" Edwards na zawsze zapisał się w historii skoków narciarskich.