Strona główna • Historia Skoków Narciarskich

Górnik, który ustanowił rekord świata. Historia Reinholda Bachlera

Rekord świata, olimpijskie srebro, zwycięstwa w lotach i niemal 15 lat rywalizacji z najlepszymi. Reinhold Bachler nie był jednak produktem austriackiej potęgi – przeciwnie, swoje największe sukcesy odnosił w czasach, gdy jego kraj dopiero czekał na wielką erę w skokach. Górnik z Eisenerz zapisał się w historii dyscypliny, ale jego kariera to coś więcej niż tylko wyniki i rekordy.

Po rekord świata

Może trudno dziś w to uwierzyć, ale Austria nie zawsze należała do światowych potęg w skokach narciarskich. Zanim w latach 70. trener Baldur Preiml, kolega Bachlera z reprezentacji, rozpoczął budowę jednej z najbardziej nowatorskich drużyn swojej epoki, Austriacy pozostawali wyraźnie w cieniu Norwegów, Finów czy zawodników z NRD. Preiml wprowadził do kadry nowoczesne metody treningowe oraz całą gamę technologicznych nowinek. Jego podopieczni odjechali konkurencji niczym bolid Formuły 1 furmance i zdominowali dyscyplinę jak kilka dekad później uczyniła to ekipa Alexa Pointnera.

Zanim jednak nastała ta epoka, honoru czerwono-biało-czerwonych barw bronił przede wszystkim Reinhold Bachler, górnik z Eisenerz. 12 marca 1967 roku „Reini” stanął na rozbiegu Vikersundbakken. Tamtejsza skocznia została przekształcona w mamucią zaledwie rok wcześniej. W 1964 roku klub narciarski pod kierownictwem Ottara Grotteruda podjął decyzję o rozbudowie obiektu. Kosztem 445 tysięcy koron norweskich powstała imponująca arena, którą otwarto 13 marca 1966 roku.

Dokładnie 366 dni później Bachler wygrał konkurs lotów narciarskich, a skokiem na 154 metry ustanowił nowy rekord świata. O cztery metry poprawił wynik Larsa Griniego z Oberstdorfu, ustanowiony zaledwie kilka tygodni wcześniej. Drugie miejsce zajął Polak Józef Kocyan, który również osiągnął znakomitą odległość – 146 metrów.

– Kiedy wychodziłem z zeskoku skoczni, spojrzałem na miejsce lądowania. Wszedł tam człowiek mierzący odległość. Miał na sobie czapkę, którą zdjął i położył dokładnie w miejscu, w którym wylądowałem. Następnie dokonano pomiaru i ogłoszono na cały stadion osiągnięty przeze mnie wynik – 154 metry. To było naprawdę niesamowite, przeszły mnie ciarki. Do dziś żyję tym skokiem, mimo że minęło tyle lat. Nadal mam narty, na których osiągnąłem ten wynik. Ważą 11 kilogramów, są prawie trzy razy cięższe niż deski, których dziś się używa. I oczywiście nie miały wiązań bezpieczeństwa – opowiadał po latach Bachler.

Spośród wszystkich sukcesów właśnie ten lot pozostał dla niego najważniejszy. Rekord świata przetrwał ponad dwa lata – do 21 marca 1969 roku, kiedy w Planicy Bjørn Wirkola skoczył 156 metrów. Bachler nie ustanawiał go jednak w kameralnej atmosferze. Jego wyczyn oglądało niemal 30 tysięcy widzów, a wynik odbił się szerokim echem w całej Austrii. W plebiscycie na najlepszego sportowca kraju w 1967 roku zajął drugie miejsce.

Z kopalni na skocznię

Historia Bachlera zaczęła się jednak znacznie wcześniej. Reinhold urodził się 26 grudnia 1944 roku w Eisenerz. Zamiłowanie do skoków odkrył właściwie przypadkiem. – Kiedyś wślizgnąłem się do kina i w kronice filmowej zobaczyłem Bubiego Bradla zjeżdżającego ze skoczni. Bardzo mi się to spodobało, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Potem budowałem sobie małe skocznie narciarskie, które z czasem stawały się coraz większe – wspominał po latach.

Josef Bradl, którego mały Reinhold zobaczył wtedy na ekranie, był dla Austriaków postacią niemal legendarną. Mistrz świata z Zakopanego z 1939 roku i zwycięzca pierwszej edycji Turnieju Czterech Skoczni stał się pierwszym skokowym bohaterem chłopca z Eisenerz. Kilkanaście lat później Bachler sam miał trafić do grona zawodników, których podziwiali młodsi.

Droga na szczyt nie była jednak łatwa. Przez kilka lat Bachler łączył skakanie z pracą pod ziemią w kopalni Erzberg. Po zakończeniu ciężkiej, fizycznej pracy musiał jeszcze znaleźć siły na trening. A na tym jego obowiązki się nie kończyły – był bowiem również bramkarzem pierwszej drużyny ESV Eisenerz. Dopiero sukcesy z 1967 i 1968 roku sprawiły, że pracodawca okazał się na tyle hojny, by nadal wypłacać mu pensję, jednocześnie zwalniając go z obowiązku świadczenia pracy.

– Nigdy jednak nie uskarżałem się na moją podziemną praktykę w Erzbergu. Robiliśmy tam wszystko: ciesielstwo, stolarstwo, elektrykę. Dzięki temu mogłem potem sam wykonywać większość prac wokół domu – opowiadał były skoczek.

Sukces w Grenoble

Rok po rekordowym locie w Vikersund Bachler odniósł kolejny wielki sukces. Podczas igrzysk olimpijskich w Grenoble zdobył srebrny medal na mniejszej skoczni. Oddał skoki na 77,5 i 76 metrów – łącznie o 2,5 metra dłuższe od prób Jiriego Raski. Czechosłowak uzyskał jednak wyższe noty za styl i ostatecznie wyprzedził Austriaka o 2,3 punktu. Brąz przypadł wspomnianemu Baldurowi Preimlowi.

Dla Austrii były to dopiero drugi i trzeci olimpijski medal w historii tamtejszych skoków. Wcześniej, w 1960 roku w Squaw Valley, brąz zdobył Otto Leodolter. Po powrocie do Eisenerz Bachler nie mógł narzekać na brak zainteresowania jego osobą. Na placu górniczym zebrało się około pięciu tysięcy osób – więcej, niż wynosiła wówczas liczba mieszkańców miasta. – To było fantastyczne. Wciąż pamiętam, jak mnie powitano w Eisenerz. Była duża pompa, grała głośna muzyka – to było cudowne – wspominał „Reini”.

W latach 70. światowe skocznie zaczęła opanowywać nowa generacja Austriaków. Willi Pürstl, Edi Federer, Karl Schnabl, Toni Innauer, Alois Lipburger, Armin Kogler czy Hubert Neuper wkrótce mieli stać się symbolami nowej ery. Bachler, choć starszy od wielu z nich o kilkanaście lat, ani myślał ustępować miejsca młodszym.

Weteran potrafi

Wciąż potrafił rywalizować z najlepszymi. W lutym 1975 roku wrócił do Vikersund, które zajmowało szczególne miejsce w jego sercu. I znów okazał się najlepszy, wyprzedzając swoich młodszych kolegów z reprezentacji – Hansa Wallnera i Ediego Federera.

Sukces ten tylko rozbudził jego apetyt. Kilka tygodni później pojechał na mistrzostwa świata w lotach narciarskich na Kulm z nadzieją na walkę o medal, a po cichu myślał nawet o złocie. W pierwszej serii wszystko skończyło się jednak dramatycznie. Bachler ciężko upadł, doznając wstrząśnienia mózgu, stłuczenia nerki i złamania żeber. Nie zamierzał jednak długo czekać na powrót. Już latem znów pojawił się na skoczni.

W sezonie olimpijskim 1975/76 zajął trzecie miejsce w Turnieju Czterech Skoczni, wyprzedzając o zaledwie 0,7 punktu Toniego Innauera. Na igrzyskach w Innsbrucku również był blisko podium – zajął piąte i szóste miejsce.

Rok później przeżył kolejną wielką chwilę. W Planicy wygrał Tydzień Lotów Narciarskich, a w najlepszej próbie uzyskał 169 metrów, wyrównując rekord skoczni należący do Waltera Steinera. Na tym jednak nie poprzestał. Dzień później podczas treningu poleciał jeszcze dalej – na 172 metry. Ustanowił tym samym nowy, samodzielny rekord Velikanki, jak wówczas nazywano Letalnicę.

Co ciekawe, następnego dnia Jugosłowianin Bogdan Norčič pofrunął na zawrotną wówczas odległość 181 metrów. Byłby to nowy rekord świata, gdyby tylko zdołał ustać skok. Upadek sprawił jednak, że przez kolejne dwa lata rekord obiektu w Planicy nadal należał do Bachlera.

W całej karierze bohater tego tekstu ponad 60 razy stawał na podium międzynarodowych zawodów, a ponad 20 razy zwyciężał. Triumfów mogło być zresztą jeszcze więcej. Jedną z jego największych słabości był telemark. Austriak nigdy nie opanował go w zadowalającym stopniu i często lądował na dwie nogi, tracąc cenne punkty za styl. Właśnie w ten sposób przegrał olimpijskie złoto w Grenoble.

Karierę zakończył w 1979 roku, mając 35 lat. Jak na ówczesne realia był więc wyjątkowo długowiecznym zawodnikiem. Co ciekawe, odszedł ze skoczni na niecały rok przed inauguracją Pucharu Świata. Nigdy nie miał zatem okazji wystartować w cyklu, który już wkrótce miał całkowicie zmienić sposób oceniania kariery skoczków. Nie oznaczało to jednak rozstania ze skokami. Bachler jeszcze nie raz przypinał narty, startując w zawodach weteranów.

Legenda, która wciąż żyje

Po zakończeniu kariery wrócił do kopalni, choć tym razem pracował już w biurze. Nie zamierzał jednak odcinać się od sportu. W 1982 roku pomógł stworzyć w Eisenerz Centrum Treningu Narciarskiego. Założenie było proste, ale niezwykle ważne: młodzi sportowcy nie powinni być zmuszani do wyboru między nauką zawodu a sportem wyczynowym.

W momencie uruchamiania programu siedmiu uczniów miało rozpocząć kształcenie zawodowe w Eisenerz. Za ich przygotowanie sportowe odpowiadali Bachler i Gerhard Niederhammer. „Reini” doskonale wiedział, jak trudne jest pogodzenie pracy, nauki i treningu. Sam przecież przez lata musiał godzić kopalnię ze skokami. Teraz chciał stworzyć system, który pozwoli młodym zawodnikom uniknąć podobnych problemów.

Jako trener pracował tam do 2000 roku. Spod jego skrzydeł wyszli między innymi Daniela Iraschko oraz znakomici kombinatorzy norwescy Lukas Klapfer i Mario Stecher. – Reinhold Bachler jest naszą legendą, odkąd pamiętam chciałam być taka jak on – mówiła w jednym z wywiadów Iraschko. To chyba najlepszy dowód na to, że wpływ Bachlera na austriackie skoki nie skończył się wraz z jego ostatnim skokiem.

Ośrodek w Eisenerz nadal się rozwija. W połowie sierpnia obchodzono tam dziesiątą rocznicę otwarcia zmodernizowanej Eisenerz Arena, a z tej okazji rozegrano konkurs, który w kategorii Open wygrał Nikolaus Humml. – Jestem bardzo dumny z tego ośrodka, mimo że początki były trudne – mówił Bachler.

Reinhold Bachler przyniósł rodzinnemu miastu międzynarodową sławę, ale nigdy nie odwrócił się od Eisenerz. Przez kolejne dekady pozostawał jednym z jego najważniejszych ambasadorów. W 1996 roku otrzymał Srebrne Odznaczenie Honorowe za Zasługi dla Republiki Austrii, a z okazji 80. urodzin, w 2024 roku, został jednogłośnie mianowany honorowym obywatelem miasta.

W 2016 roku otwarto wystawę fotograficzną „Śladami Reinholda Bachlera”. Początkowo miała być dostępna przez kilka tygodni. Zainteresowanie okazało się jednak tak duże, że ekspozycja pozostała otwarta przez trzy lata. I na tym historia się nie skończyła.

Minęło niemal sześć dekad od dnia, w którym Bachler poleciał w Vikersund na 154 metry. W 2025 roku Eisenerz ustanowiło Reini-Bachler-Award, nagrodę dla młodych sportowych talentów. Pierwszym laureatem został 15-letni mistrz świata w modelarstwie lotniczym Felix Graf.

To symboliczna klamra. Chłopiec, który kiedyś zobaczył w kinowej kronice Josefa Bradla i zapragnął skakać, sam stał się później wzorem dla kolejnych pokoleń. A dziś jego nazwisko nie jest w Eisenerz jedynie wspomnieniem wielkiego sportowca. Reinhold Bachler nadal jest częścią historii tego miasta – historii, która zaczęła się od 154 metrów, ale na tych 154 metrach wcale się nie skończyła.