Rasnov znów dał Wąskowi podium. „Mam rezerwy”
Paweł Wąsek po raz piąty stanął na podium zawodów rangi Letniego Grand Prix, w tym czwarty raz indywidualnie. Zawsze dokonywał tego w Rasnovie. W minioną niedzielę prowadził na półmetku rywalizacji, by ostatecznie zająć drugie miejsce. Reprezentant Polski studzi jednak emocje, wskazuje na wciąż popełniane błędy i podkreśla, że rumuński konkurs był przede wszystkim wartościowym sprawdzianem przed zimą. – Takie zawody utwierdzają, że wszystko idzie w dobrym kierunku – mówi 27-latek.
Skijumping.pl: Po niedzielnej serii próbnej wspominaliśmy twoje podia w Rasnovie z 2022 i 2024 roku. Przez chwilę pomyślałem, że mogłem zapeszyć, ale pokazałeś, że pod względem sportowym wszystko jest na swoim miejscu.
Paweł Wąsek: Może jeszcze nie do końca wszystko jest na swoim miejscu, bo te skoki na pewno nie były idealne. Nadal pojawiały się błędy, przede wszystkim spóźnienie na progu. W sobotę było ono bardzo duże, a w niedzielę mniej więcej o połowę mniejsze. W dalszym ciągu mam więc rezerwy i elementy, które muszę poprawić.
To właśnie lepsze wyczucie progu i odpowiedniego momentu odbicia sprawiło, że różnica w wynikach była tak wyraźna? W sobotę byłeś dziewiąty.
Tak. W sobotę zupełnie spadałem z progu. Brakowało energii, która pozwoliłaby mi nabrać wysokości nad bulą i dała podstawę do odlecenia. W niedzielę timing był już trochę lepszy, chociaż skok w serii finałowej chyba przypominał te sobotnie. W pierwszej rundzie było dużo lepiej, noga trochę bardziej oparła się na progu i pojawiła się energia. Od razu przełożyło się to na lepszą odległość.
Jak funkcjonowały pozostałe elementy techniczne?
Było w porządku, chociaż w pierwszym skoku trochę za mocno poszedłem na palce przy ruszaniu z belki. Chyba jednak lubię ten rozbieg. Mimo niezbyt udanego startu zdołałem ułożyć się w pozycji i nadal miałem dobre czucie oraz przekonanie, że mogę, jak to mówimy, „popchać” na progu. Te elementy nie były perfekcyjne, ale funkcjonowały na dobrym poziomie. Przede wszystkim w niedzielnych skokach pojawiła się fajna energia. Wszystko odbywało się z dużą pewnością i bez nadmiernej kontroli, co podczas zawodów jest bardzo ważne.
Od wiosny ciężko pracujecie, a przerwa po zimie zawsze jest krótka. Trenerzy mogą zapewniać, że wszystko zmierza we właściwym kierunku, ale chyba nic nie potwierdza dobrze wykonanej pracy tak mocno jak podium zawodów najwyższej rangi.
Zdecydowanie. Każde miejsce w czołówce i każde podium daje satysfakcję. Nie musi to być nawet wynik osiągnięty w zawodach najwyższej rangi. Również miejsce na podium krajowego konkursu utwierdza zawodnika w przekonaniu, że podąża w dobrym kierunku i powinien dalej pracować. Takie chwile przypominają nam, po co to wszystko robimy.
Ktoś może powiedzieć, że to tylko letnie skakanie w Rasnovie, ale liczby pokazują, że twoje tutejsze sukcesy często zapowiadały udaną zimę. W 2016 roku wygrałeś dwa konkursy FIS Cup, a później cały cykl. W 2022 roku dwukrotnie stanąłeś tutaj na podium Grand Prix – indywidualnie i w duetach – po czym zaliczyłeś drugi najlepszy sezon Pucharu Świata w dotychczasowej karierze. Dwa zwycięstwa z 2024 roku poprzedziły natomiast zimę, podczas której po raz pierwszy stanąłeś na podium Pucharu Świata. Czujesz, że ponownie jesteś na dobrej drodze?
Tak, chociaż o tej porze roku człowiek zawsze chce wierzyć, że znajduje się na dobrej drodze. Gdybyśmy już w sierpniu czy we wrześniu wątpili w to, co robimy, trudno byłoby myśleć o osiągnięciu czegoś zimą. Takie zawody są jednak dobrym przystankiem, nawet jeżeli wiemy, że obsada była mocno okrojona. Możemy się sprawdzić i uspokoić głowę, widząc, że również w warunkach konkursowych potrafimy powtórzyć dobre skoki. To potwierdzenie, że wszystko zmierza w odpowiednim kierunku i można pracować dalej.
Masz wyjątkową relację z obiektem w Rasnovie. Wszystkie pięć twoich podiów w Letnim Grand Prix, wliczając zawody duetów, wywalczyłeś właśnie tutaj. Co ciekawe, w konkursach Pucharu Świata na tej skoczni nigdy nie zapunktowałeś.
Może powinno się tu odbywać więcej zawodów Pucharu Świata <śmiech>...
Prowadziłeś po pierwszej serii. Dla sportowca cenne musi być również przypomnienie sobie, jak reagować na presję przed finałowym skokiem. Takich okoliczności nie da się odtworzyć podczas treningu.
Dlatego warto od czasu do czasu wystartować w takich zawodach. Na treningach może być świetnie i możemy oddawać bardzo dobre skoki, ale później przychodzą rywale, belka konkursowa, stres oraz emocje. Wtedy wszystko potrafi się posypać. Zawsze warto więc sprawdzić, czy jesteśmy w stanie przenieść skoki treningowe na zawody. Różnie z tym bywało i tutaj również nie wszystko wyglądało idealnie. Pod względem mentalnym mogłem podejść do pewnych rzeczy lepiej, ale na ten moment myślę, że było w porządku.
Zająłeś drugie miejsce, ale nie był to najlepszy polski wynik weekendu w Rasnovie. Anna Twardosz zdominowała rywalizację kobiet, wygrywając w sobotę z przewagą niemal 20 punktów, a w niedzielę o około dziesięć. Trudno nie zauważyć pracy, którą wykonała.
To, co Ania zrobiła w Rasnovie, jest znakomitym wynikiem. Wielkie gratulacje dla niej. Było widać, że skakała tutaj w innej lidze. Oby te zwycięstwa uskrzydliły ją tak, jak mnie przed dwoma laty, i oby nadchodząca zima była dla niej bardzo udana.
W Rumunii dało się odczuć coraz chłodniejsze wieczory i nadchodzącą jesień, po której szybko pojawi się zima. Czy o tej porze roku zawodnik zaczyna już wyraźniej odczuwać, że zbliża się najważniejsza część sezonu?
Trochę tak. Do okresu sierpniowego urlopu podchodzimy do wszystkiego dość spokojnie. Trenujemy i wykonujemy swoją pracę, ale nadal możemy sobie pozwolić na inne aktywności oraz zainteresowania niezwiązane ze skokami. Po urlopie zaczyna się już jednak praca stricte pod kątem zimy. Widzimy, że czasu pozostaje coraz mniej i szybko on ucieka. Wtedy trzeba już wszystko podporządkować skokom.
Z Pawłem Wąskiem – w Rasnovie – rozmawiał Dominik Formela