Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Więcej swobody w skokach Kubackiego. „Solidny krok naprzód”

Dawid Kubacki zakończył weekend Letniego Grand Prix w Rasnovie szóstym miejscem. Po rozczarowującej sobocie jego niedzielne próby miały więcej energii i swobody, choć doświadczony reprezentant Polski nadal dostrzega w nich sporo niedociągnięć. – To jeszcze nie jest poziom, na którym powinienem się znajdować – zaznacza 36-latek, który rumuński wyjazd potraktował jako wartościowy etap przygotowań do zimy.

Skijumping.pl: Sobotni występ nie należał do najbardziej udanych (18. miejsce – przyp. red.), ale dzień później zaprezentowałeś się znacznie solidniej. Co się zmieniło?

Dawid Kubacki: Niedzielny konkurs na pewno był lepszy, bo przede wszystkim znacznie lepiej wyglądały moje skoki. Powiedziałbym, że były porównywalne z próbami oddanymi podczas sobotniego treningu. Mam świadomość, że to jeszcze nie jest poziom, na którym powinienem się znajdować, ale pojawiło się trochę więcej swobody i lepsza energia na progu. Wszystko zaczęło trochę lepiej funkcjonować.

Zawody na normalnych skoczniach są dość specyficzne. Zawodnicy, mówiąc kolokwialnie, lądują „w jednej dziurze”, a o kolejności decydują kompensaty za wiatr i belkę oraz noty sędziowskie. Różnice są niewielkie.

Zgadza się, ale tak wygląda większość konkursów na mniejszych obiektach. Zawodnicy rzeczywiście lądują mniej więcej w tym samym miejscu i wiele zależy od kompensaty za warunki. Trzeba również bardzo pilnować telemarku, co w niedzielę nie do końca mi wychodziło. Widziałem w tym elemencie pewne niedociągnięcia. Każdy ułamek punktu ma tutaj znaczenie. Czasami jeden czy dwa punkty oznaczają różnicę kilku, a nawet kilkunastu miejsc.

Przyjechaliście do Rumunii między innymi po punkty, które mogą pomóc Polsce w wywalczeniu większej kwoty startowej na Puchar Świata. Miałeś ten cel z tyłu głowy czy potrafiłeś się od niego całkowicie odciąć?

Szczerze mówiąc, nawet nie wiem dokładnie, jak obecnie działają te kwoty.

Założenie było takie, abyś ty i Paweł Wąsek zdobyli jak najwięcej punktów, które później mogą przydać się w rankingu zimą.

Mam nadzieję, że uzbieraliśmy ich przyzwoitą liczbę. Paweł na pewno dołożył sporą część dzięki drugiemu miejscu. Na skoczni nie ma to jednak większego znaczenia. Musimy się skupiać na tym, co mamy zrobić na progu, a nie zastanawiać się, jaki wynik jest do osiągnięcia. Takie myślenie może jedynie zaburzyć koncentrację. Kiedy idziemy na skocznię i siadamy na belce, zakładamy – mówiąc obrazowo – klapki na oczy. Liczy się wyłącznie to, co mamy zrobić tu i teraz, aby skok wyszedł jak najlepiej.

Sobotni konkurs pozostawił spory niedosyt, ale po niedzielnych wynikach długa podróż do Polski mija zapewne w lepszych nastrojach.

Takie rezultaty na pewno pozwalają wracać do domu przynajmniej z małym uśmiechem. W przypadku Pawła zapewne z trochę większym, bo jednak stanął na podium. Ja również cieszę się z miejsca w czołowej szóstce. Wiem, jak wcześniej wyglądały moje skoki, i wydaje mi się, że wykonałem w Rasnovie solidny krok naprzód w pracy nad nimi. No i Ania Twardosz wygrała dwa razy, co także bardzo nas cieszy.

Trzeba docenić pracę wykonaną przez Anię w ostatnich latach, prawda? Zarówno wyniki, jak i same skoki z każdym sezonem wyglądają coraz lepiej.

Ania pokazała, że jej praca przynosi efekty i zmierza w dobrym kierunku. Oddawała naprawdę bardzo dobre skoki. Śledziliśmy rywalizację na bieżąco, oglądaliśmy jej konkursy w telewizji i trzymaliśmy za nią kciuki. Wyglądało to bardzo fajnie. To bardzo cieszy, że zaczynamy odnosić sukcesy w kobiecych skokach. Ania już w ubiegłym roku stała tutaj na podium, więc nie jest tak, że rezultaty pojawiły się dopiero teraz. Jej praca sukcesywnie, z roku na rok, przynosi coraz lepsze efekty. To jest najważniejsze. Mam nadzieję, że dzięki temu coraz więcej dziewczyn będzie chciało uprawiać skoki narciarskie i znajdzie w Ani inspirację.

Na wyjazd do Rasnova można spojrzeć z dwóch perspektyw. Ktoś powie, że był czasochłonny, a obsada niezbyt mocna. Z drugiej strony oddałeś trzy skoki w niedzielę, cztery w sobotę i pięć w piątek. Łącznie daje to całkiem pokaźną liczbę prób oraz coś w rodzaju krótkiego zgrupowania, dodatkowo wzbogaconego o stres konkursowy.

Zawsze staram się traktować takie starty zadaniowo, ale uważam je również za bardzo dobry trening. Niezależnie od tego, czy ktoś narzeka na obsadę, nadal są to zawody. Można sprawdzić się w warunkach konkursowych i zobaczyć, w którym miejscu się znajduje. Jeżeli towarzyszą temu coraz lepsze skoki oraz przyzwoity wynik, rośnie również pewność siebie. Później łatwiej pracować nad kolejnymi elementami podczas zwykłych treningów.

Kolejnym przystankiem będą letnie mistrzostwa Polski.

Do zobaczenia w Zakopanem. Od razu zapraszam wszystkich na letnie mistrzostwa Polski na Wielkiej Krokwi, które odbędą się tydzień przed finałem Grand Prix w Klingenthal.

W Rasnovie – Dawidem Kubackim – rozmawiał Dominik Formela