Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

„Nie można spocząć na laurach” – trener Hula po dublecie Twardosz w Rasnovie

Stefan Hula obchodzi dziś 40. urodziny, a symboliczny sportowy prezent otrzymał już kilka dni wcześniej – za sprawą dwóch zwycięstw Anny Twardosz w Letnim Grand Prix w Rasnovie. Drużynowy medalista olimpijski z Pjongczangu pełni obecnie funkcję asystenta Marcina Bachledy, głównego trenera kobiecej reprezentacji Polski. W rozmowie ze Skijumping.pl opowiada o przemianie swojej podopiecznej, jej rezerwach przed zimą oraz rosnących szansach na odbudowę żeńskiej drużyny.

Skijumping.pl: Podczas weekendu w Rasnovie Anna Twardosz wygrała oba konkursy Letniego Grand Prix. To były historyczne dni nie tylko dla polskich skoków kobiet, ale chyba dla całej dyscypliny w naszym kraju. Przede wszystkim wielkie gratulacje. Jakie emocje towarzyszyły wam po tym dublecie?

Stefan Hula: Bardzo dziękujemy. Po tym weekendzie byliśmy niezwykle zadowoleni i uśmiechnięci. Wiedzieliśmy, na co stać Anię. Bardzo dobrze skacze, chociaż wcześniejsze konkursy nie wychodziły tak, jak powinny. Na treningach widzieliśmy jej potencjał do osiągania bardzo dobrych wyników. Oczywiście, w Rasnovie nie było pełnej obsady, ale pojawiło się kilka bardzo dobrze skaczących zawodniczek. Zwycięstwa Ani oraz poziom jej prób ogromnie nas cieszą.

Nie macie wpływu na to, kto pojawia się na liście startowej. Przez cały rok pracujecie natomiast nad dyspozycją Ani. Wydaje się, że z każdym sezonem coraz lepiej radzi sobie w chwilach próby.

Ania pokazała to w Rasnovie. Przed rokiem również prowadziła tam po pierwszej serii, ale tym razem presja jej nie zjadła. W finałowych rundach zaprezentowała się naprawdę ładnie i wytrzymała ciśnienie. To dla niej cenna lekcja. Wie już, że przy swoim obecnym poziomie może rywalizować z najlepszymi skoczkiniami. Bardzo się cieszymy, ale nie można spocząć na laurach. Trzeba dalej pracować i koncentrować się na tym, co przed nami. Zima jest coraz bliżej i wtedy także będziemy chcieli dobrze się prezentować. Trenujemy dalej.

Przed przyjazdem do Rasnova, spoglądając na listę zgłoszeń, można było zastanawiać się, czy Anna powtórzy ubiegłoroczne podia. Zwycięstwo wydawało się mniej prawdopodobne. Po sobotnim triumfie stało się natomiast jasne, że ma wszystko, aby wygrać ponownie. Czy w skokach jeden udany konkurs potrafi tak mocno odblokować zawodnika? Podobną historię obserwowaliśmy w przypadku Kacpra Tomasiaka w Predazzo – po zawodach na normalnej skoczni można było zakładać, że na dużym obiekcie będzie mu znacznie łatwiej.

Zwycięstwo na pewno dodaje pewności siebie. Wygrana w zawodach najwyższej rangi, jakimi jest Letnie Grand Prix, buduje przekonanie: „Mogę to zrobić, dam sobie radę”. Po sobotnim sukcesie Ania wiedziała już, że dzień później może go powtórzyć. Miała świadomość, że przed drugim skokiem nie musi się spinać, tylko może podejść do zadania spokojnie i normalnie. W niedzielę również spisała się bardzo dobrze. Przed finałową próbą obniżono jej belkę aż o trzy stopnie, a dodatkowo zmienił się wiatr. Nie była to łatwa sytuacja, ale Ania sobie z nią poradziła. Skok był nieco gorszy, lecz i tak pozwolił jej wygrać serię oraz cały konkurs.

Zatrzymajmy się przy zakończeniu niedzielnej rywalizacji. Ania uzyskała 83 metry na obiekcie HS97 i sama nie wiedziała, czy wystarczy to do zwycięstwa. Mimo wszystko nadal otrzymała najwyższą notę drugiej serii, ale „na obrazku” finał konkursu nie wyglądał najlepiej. Gdzie leży błąd w systemie?

Myślę, że po sobotnim upadku jednej z Chinek jury podeszło do kolejnego konkursu nieco zachowawczo. Już w sobotniej serii finałowej obniżono Ani belkę. W niedzielę organizatorzy chyba trochę przesadzili, choć przed jej skokiem warunki rzeczywiście były bardzo dobre. Gdyby się utrzymały, ta próba wyglądałaby inaczej. Możemy narzekać, że konkurs zakończył się tak krótkim skokiem, ale może lepiej w tę stronę? Nic się nie stało, a zwycięstwo mamy. Oczywiście wszyscy chcieliby oglądać piękne i dalekie próby, jednak czasami taki jest nasz sport. Warunki potrafią się zmienić. Jury chciało dobrze, ale tym razem nie wyszło. Być może będzie to dla jego członków nauczka, żeby w podobnej sytuacji skracać rozbieg o jeden lub dwa stopnie, a nie od razu o trzy.

Ruszenie z belki, pozycja najazdowa, odbicie i lot są bardzo ważne, ale dużo pracujecie również nad lądowaniem. W ostatnich miesiącach Ania wykonała w tym elemencie kolejny krok naprzód. Są skoczkinie, które dysponują świetną formę, ale nie potrafią bezpiecznie lądować. Widać to choćby w przypadku niektórych Chinek.

Telemark Ani jest naprawdę bardzo ładny. W obu konkursach dziwiłem się, dlaczego otrzymywała tak niskie noty. Jej skoki prezentują się bardzo dobrze również pod względem wizualnym. Jestem trochę zaskoczony ocenami, ale mam nadzieję, że z czasem się to zmieni. Ania nie ma większych problemów z lądowaniem ani wykonaniem dobrego telemarku. Być może osoby odpowiedzialne za prowadzenie konkursów muszą jeszcze lepiej poznać poszczególne zawodniczki. Finał niedzielnego konkursu nie wyglądał najlepiej, ale wszystko zakończyło się dobrze.

Jeden z oficjeli bardzo komplementował Anię po jej występach w Rasnovie. Zapytał mnie również, czy jej wyniki są przede wszystkim efektem talentu, czy ciężkiej pracy. Jak odpowiedziałbyś na takie pytanie?

Myślę, że składają się na to obie rzeczy. Ania na pewno ma talent, ale równie ciężko pracuje. Jestem z nią na co dzień podczas treningów i widzę, ile wysiłku wkłada w przygotowania. Do wszystkiego podchodzi bardzo profesjonalnie i ta praca zaczęła procentować. Jest bardzo mocna fizycznie, a pod względem technicznym wygląda coraz lepiej. Wszystkie te elementy zaczynają się łączyć. W kwestiach sprzętowych nadal możemy trochę nadrobić, ale najważniejsze są podstawy. Ania musi utrwalić to, co obecnie robi, a później będziemy mogli ponownie zacząć szukać kolejnych rozwiązań związanych ze sprzętem. Od trzech lat wykonuje naprawdę dobrą pracę, wiele poświęca i bardzo dużo trenuje. Jestem dumny z tego, co osiągnęła w tym czasie. Z każdym rokiem idzie do góry i pozostaje nam tylko się z tego cieszyć.

Interesujesz się różnymi dyscyplinami sportu i wiesz, jak ważne są związane z nimi historie. Anna Twardosz wydaje się niezwykle inspirującą postacią w polskim sporcie. W 2022 roku opowiedziała publicznie o swoich problemach zdrowotnych. Kiedy porównamy jej zdjęcia sprzed trzech czy czterech lat z tym, jak wygląda obecnie, widzimy ogrom wykonanej pracy, również fizycznej. Wtedy trudno było uwierzyć, że ta historia potoczy się aż tak dobrze.

To bardzo dobry przykład dla wszystkich młodszych zawodniczek. Jeżeli ktoś w stu procentach zaangażuje się w trening i pracę, wówczas efekty w końcu przyjdą. Potrzebna jest cierpliwość, ale dzięki niej oraz ciężkiej pracy można później osiągać dobre wyniki, odnosić sukcesy i cieszyć się tym, co się robi. Ania pisze fajną historię, ponieważ miała swoje przejścia. Po sukcesach w Rasnovie widać, że jest uśmiechnięta, pewna siebie i wie, co chce robić. Dla nas, trenerów, to również zastrzyk dobrej energii i motywacji. Oby tak dalej.

Kolejnym sprawdzianem będzie finał Letniego Grand Prix w Klingenthal, a później rozpocznie się Puchar Świata. Największe rezerwy nadal widać w fazie lotu. Ani w Rasnovie sprzyjał nieco mniejszy obiekt, natomiast w Niemczech trzeba będzie zmierzyć się z dużą skocznią. Jak pracuje się nad tym elementem?

Tutaj również potrzeba cierpliwości. Nie jest to łatwe, ponieważ zawodniczce może się wydawać, że wykonała w locie określoną korektę, a z zewnątrz nie jest ona jeszcze widoczna. Mamy zaplanowany trening w tunelu aerodynamicznym w Słowenii i myślę, że to nam pomoże. Będziemy pracować spokojnie, krok po kroku. Być może wprowadzimy również pewne zmiany sprzętowe, ale nie chcemy robić niczego na siłę. Nie oczekujmy, że po zwycięstwach w Rasnovie Ania pojedzie do Klingenthal i znowu będzie wygrywać. Chcę jedynie, żeby wykonywała swoją pracę tak jak podczas rumuńskich zawodów. Wtedy będzie dobrze. Mniejsze skocznie trochę bardziej jej sprzyjają, ale na dużych obiektach również potrafi latać daleko. Widzimy to podczas treningów. Nie róbmy jednak z niej od razu faworytki konkursu w Klingenthal. Podchodzimy do wszystkiego spokojnie i z chłodną głową. Chcemy tam wykonać swoją pracę, a później zobaczymy, co przyniesie rywalizacja. Mam nadzieję, że także w Klingenthal będziemy mieli powody do radości.

Hasło o zacieśnianiu współpracy bywało w polskich skokach traktowane niemal jak mem, ponieważ słyszeliśmy je właściwie każdej wiosny. Tego lata rzeczywiście coś się jednak zmieniło. Jak wygląda wasza współpraca ze Stefanem Horngacherem w jego nowej roli koordynatora szkolenia? W Rasnovie widzieliśmy również wyraźny przepływ ludzi i wiedzy między sztabami męskiej i kobiecej reprezentacji.

Nie powiedziałbym, że wcześniej takiej współpracy nie było. W poprzednim sezonie także otrzymywaliśmy dużą pomoc od sztabu męskiej kadry, między innymi w kwestiach serwisowych. Czasami ktoś wspierał nas również bezpośrednio na skoczni, a podczas igrzysk praktycznie cały sztab pomagał nam podczas zawodów. Tego lata tej współpracy jest jednak zdecydowanie więcej. Mieliśmy wspólne zgrupowania. Ostatnio nasze plany trochę się rozeszły, choć pierwotnie mieliśmy wszędzie jeździć razem. Z różnych względów musieliśmy ułożyć to nieco inaczej. Stefan jest dla nas dostępny, cały czas utrzymujemy kontakt. Pracowałem z nim już wcześniej, dlatego bardzo się cieszę, że ponownie jest z nami i może nam pomagać. Ma ogromną wiedzę i jest świetnym fachowcem. Zawsze możemy liczyć na jego wsparcie. Był z nami na skoczni podczas zgrupowań w Hinzenbach i Szczyrku, a do Courchevel pojechał razem z nami na zawody. Taka współpraca bardzo dużo daje. Razem z Marcinem Bachledą codziennie obserwujemy nasze zawodniczki, ale czasami potrzebujemy fachowego spojrzenia z zewnątrz. Ktoś inny może dostrzec coś, czego my już nie widzimy, ponieważ w skokach pewne rzeczy szybko się opatrzą. Taka pomoc jest cenna.

Ania była jedyną Polką startującą w Rasnovie, ale wokół kobiecej reprezentacji dzieje się ostatnio wiele pozytywnego. Natalia Słowik, Kamila Karpiel i Nicole Konderla-Juroszek wróciły do skakania, a Pola Bełtowska ma wznowić treningi na skoczni po problemach zdrowotnych. Jak oceniasz szanse na wystawienie polskiej drużyny podczas mistrzostw świata w Falun?

Po zimie zostawaliśmy właściwie z dwiema lub trzema zawodniczkami. Bardzo się cieszę, że Natalia wróciła, Kamila skacze, a Nicole również trenuje. To zdecydowanie pozytywne informacje. Na powrót Poli na skocznię musimy jeszcze trochę poczekać. Nie chcemy być zbyt niecierpliwi i za szybko wprowadzać jej do pełnego treningu. Kontuzja pozostaje kontuzją, a przed nami cała zima. Najważniejsze, żeby wróciła spokojnie i była w stu procentach gotowa. Możemy się tylko cieszyć, że pozostałe dziewczyny ponownie trenują. W Rasnovie była z nami jedynie Ania, ale przed mistrzostwami świata mamy jeszcze kilka miesięcy. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, być może uda się wystawić drużynę. Zobaczymy. Cieszy to, że zawodniczki chcą wracać i pracować. Mam też nadzieję, że dwa zwycięstwa Ani w Rasnovie będą dla nich dodatkową motywacją.

Na koniec odejdźmy na chwilę od spraw sportowych. Podczas weekendu powiedziałeś, że lubisz przyjeżdżać do Rasnova. Niektórzy narzekają na długą podróż, egzotykę i warunki odbiegające od standardów znanych z Pucharu Świata, a ty pozostajesz dużym optymistą w kontekście wyjazdów do Rumunii.

Kiedy przyjechałem tam po raz pierwszy jako zawodnik, wszyscy również trochę narzekali. Tymczasem jest tam naprawdę przyjemnie. Pogoda była ładna, było ciepło, klimat w porządku, a sama miejscowość prezentuje się całkiem dobrze, szczególnie jeśli chodzi o góry i widoki. Nie wiem, na co wszyscy tak narzekają. Podróż samochodem rzeczywiście trwa dość długo, a trasa nie jest najlepsza, ale poza tym nie ma powodów do narzekania. Hotel jest dobry, jedzenie również. Tak jak mówiłem – lubię tam przyjeżdżać.

Zima coraz bliżej, choć podczas weekendu w Rasnovie nadal można było chodzić w koszulkach i krótkich spodenkach. Dziękuję za rozmowę i raz jeszcze gratuluję.

Bardzo dziękujemy. Na pewno będziemy dalej pracować na sto procent. Mam nadzieję, że zimą również będziemy mogli cieszyć się z dobrych skoków.

Ze Stefanem Hulą – w Rasnovie – rozmawiał Dominik Formela