„Mogę liczyć na pomoc Horngachera” – trener Topór po finale Letniego Pucharu Kontynentalnego 2026
Październikowe zmagania na Vogtland Arenie w Klingenthal zakończyły tegoroczną edycję Letniego Pucharu Kontynentalnego w skokach narciarskich. Choć tym razem reprezentacja Polski nie zdołała wywalczyć dodatkowego miejsca startowego na przedświąteczny okres Pucharu Świata, drugoligowy cykl zakończył się pozytywnym akcentem w postaci podium Jakuba Wolnego. O zwyżkującej formie mistrza świata juniorów z 2014 roku, a także pozostałych Biało-Czerwonych, porozmawialiśmy z Wojciechem Toporem – trenerem kadry narodowej B.
Skijumping.pl: Jesienią w Letnim Pucharze Kontynentalnym rokrocznie toczy się bój o dodatkowe miejsce startowe na premierowe konkursy Pucharu Świata. Polsce tym razem nie udało się podnieść limitu, a na dodatek straciliśmy jedno miejsce startowe na zawody otwierające zimową odsłonę Pucharu Kontynentalnego. Odczuwaliście presję związaną z walką o sytuację rankingową?
Wojciech Topór: Nikt nie musi nas dodatkowo mobilizować, ponieważ sami chcemy być najlepsi i do tego dążymy. Jednym z naszych celów było powiększenie kwoty startowej na Puchar Świata, a drugim utrzymanie limitu sześciu zawodników w Pucharze Kontynentalnym. Niestety, nie udało się zrealizować żadnego z nich.
To są dwa powody do niedosytu, ale z drugiej strony mamy budujący występ Jakuba Wolnego w Klingenthal. Po wrześniowej inauguracji Letniego Pucharu Kontynentalnego w Stams trudno było przewidzieć, że dwa tygodnie później jego skoki będą wyglądały tak dobrze.
W Stams wszyscy byliśmy trochę rozczarowani. Na treningach w poprzednich tygodniach prezentowaliśmy zdecydowanie wyższy poziom. Zdawaliśmy sobie sprawę, na co stać naszych zawodników. Widzieliśmy również, z kim skakali na treningach i jakie miejsca ci skoczkowie zajmowali później w zawodach. Wyciągnęliśmy wnioski i wróciliśmy do sprawdzonych kombinezonów. Postawiliśmy na dobre rozwiązania i od tego momentu zaczęło to wyglądać lepiej. Zawodnicy potrzebowali czasu, żeby złapać rytm i uwierzyć w siebie. Z tygodnia na tydzień pokazywali, że potrafią dobrze skakać.
W Klingenthal w czołówce znalazło się wiele nazwisk znanych z Pucharu Świata. Trzecie i piąte miejsce Wolnego mają więc dodatkową wartość.
Cały czas jesteśmy jednak w sezonie letnim, który traktujemy przede wszystkim jako okres treningowy. Przed tymi startami nieco odpuściliśmy obciążenia, żeby lepiej się do nich przygotować i przystąpić do rywalizacji w wyższej formie. W ostatnich tygodniach doszło do zmian personalnych w prowadzeniu treningu motorycznego. Potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby zawodnicy przystosowali się do nowej koncepcji. Jedni zaadaptowali się wcześniej, inni potrzebowali go nieco więcej.
Po zakończeniu współpracy z Michałem Wilkiem za przygotowanie motoryczne odpowiada Stefan Horngacher?
Tak. W kadrze B mogę w tej kwestii liczyć na pomoc Stefana. Jako główny trener kadry B, przy mniejszej liczebności sztabu, odpowiadam również za wiele innych spraw. Stefan rozpisuje treningi siłowe, a ja później w razie potrzeby indywidualnie dopasowuję je do poszczególnych zawodników.
Horngacher pomógł również Wolnemu w powrocie do dawnej pozycji najazdowej. Wygląda ona dość nietypowo, ale przed laty przynosiła mu dobre wyniki. Dlaczego przez tak długi czas nie zdecydowano się ponownie zastosować tego rozwiązania, aż do powrotu Austriaka?
Stefan zaproponował takie ułożenie rąk na najeździe podczas wiosennego zgrupowania w Hinzenbach, więc od razu je wprowadziliśmy i zaczęło przynosić efekty. Kuba już na początku okresu przygotowawczego prezentował wysoki poziom, ale nie potrafił jeszcze przełożyć tego na zawody. W Klingenthal wszystko dobrze się złożyło i pokazał dyspozycję, którą widziałem u niego znacznie wcześniej. Dlaczego w poprzednich latach nie było próby powrotu do tej pozycji najazdowej? Mam przyjemność pierwszy raz prowadzić Kubę przez cały sezon. W trakcie minionej zimy dołączył do kadry B przy okazji startów w Pucharze Kontynentalnym. Wtedy rozpoczęliśmy nieco bliższą współpracę, natomiast dopiero od początku tego sezonu pracujemy już razem na pełnych obrotach. Od razu się zgodziłem, kiedy Stefan zasugerował takie rozwiązanie.
Wolny podkreślał w rozmowie ze Skijumping.pl, że pomaga mu również sposób, w jaki prowadzisz go podczas zawodów. Opisuje twoje wskazówki jako jasne, proste i pozbawione nadmiernego kombinowania.
Podczas zawodów trudno nagle podnieść poziom skoków o dwa szczeble. Trzeba wykonywać swoją pracę, ponieważ lepsze jest wrogiem dobrego. Rzadko decydujemy się wtedy na większe zmiany. Czasami ryzykujemy i próbujemy czegoś nowego, jeżeli widzimy, że zawodnikowi dużo brakuje nawet do zdobycia punktów. Jeśli jednak ktoś jest w dobrej formie, trzeba przede wszystkim dodać mu pewności siebie.
Aleksander Zniszczoł w ostatnich tygodniach chwilami zbliżał się do niezłego poziomu, po czym ponownie robił kilka kroków wstecz. Szczególnie w Hinterzarten wydawało się, że może nadejść przełamanie. Jak oceniasz jego występy?
Zarówno Olek, jak i my jesteśmy trochę zawiedzeni. Spośród zawodników kadry B to on pełni rolę lidera. Od dłuższego czasu na treningach prezentuje bardzo wysoki poziom. Po zawodach w Stams udaliśmy się do Hinterzarten i podczas treningów potrafił odskakiwać pozostałym chłopakom nawet o dziesięć metrów. W konkursach wkradają się jednak błędy. Duże rezerwy mamy również w sprzęcie, szczególnie w kombinezonach, a Olek potrafi bardzo dobrze wykorzystywać odpowiedni materiał. Kiedy otrzyma właściwie przygotowany sprzęt, jestem spokojny, że pokaże w zawodach to samo, co prezentuje na treningach.
Historia Kamila Waszka podczas tego lata jest wyjątkowo zawiła. Najpierw skakał znakomicie i zbierał pochwały z każdej strony, po czym został zdyskwalifikowany po bardzo dobrym występie podczas Letniego Grand Prix w Wiśle. Konkursy w Courchevel zakończyły się kompletną klapą. Później jego forma wyraźnie spadła i miał problemy z punktowaniem nawet na drugoligowym froncie. Co wydarzyło się w kolejnych tygodniach?
Początek lata był w jego wykonaniu naprawdę bardzo dobry. Szkoda tej niefortunnej dyskwalifikacji w Wiśle, ponieważ szpice nart w dwóch miejscach okazały się za szerokie o zaledwie milimetr czy dwa. Kamil zająłby szóste miejsce, i to niekoniecznie po dwóch bardzo dobrych skokach. Pokazało to, na co go stać. Później wpadł w lekki dołek. Myślę, że miało to również związek ze zmianą treningu, do którego musiał się przystosować. Potrzebował trochę czasu. Z czasem na treningach zaczęły pojawiać się pojedyncze skoki wyglądające tak, jak powinny.
Stams i Hinterzarten to mniejsze oraz trudne technicznie skocznie. Ich progi i pierwsza faza lotu nie do końca odpowiadały technice Kamila. Połączenie słabszej dyspozycji z wymagającymi obiektami nie przyniosło zadowalających rezultatów. W Klingenthal, na większym obiekcie, nawet przy próbach z błędami potrafił już pokazać swój potencjał. Nastąpiło małe przełamanie. Teraz będziemy konsekwentnie eliminować błędy, które pojawiły się ostatnio na progu, aby wrócił do pełnej dyspozycji.
Bardzo odczuł to, jak potoczyły się jego pierwsze starty pośród elity? Oczekiwania były ogromne, a nie zdobył nawet punktu.
Dyskwalifikacja w Wiśle z pewnością była dla niego trudna. Nikt nie chciałby po osiągnięciu tak dobrego wyniku w jednej chwili spaść z nieba do piekła. Kamil ma jednak pełne wsparcie sztabu, kolegów oraz całego środowiska. Wszyscy wiemy, jak wyglądała ta sytuacja. Ciężko pracuje na skoczni i poza nią. Musi zachować cierpliwość i robić swoje, a wynik przyjdzie.
W przypadku Łukasza Łukaszczyka i Szymona Sarniaka nie są to już wyłącznie słowa o drzemiącym w nich potencjale. Widać realny postęp potwierdzony wynikami.
Pokazują to same rezultaty. Szymon zdobył pierwsze punkty Pucharu Kontynentalnego, Łukasz dwukrotnie zajął 12. miejsce w Stams, a później Szymon wyrównał ten wynik w Hinterzarten. Najważniejsze, że nie jest to szczyt ich możliwości ani przypadkowy rezultat osiągnięty dzięki sprzyjającemu przebiegowi zawodów.
Jak oceniasz sytuację Tymoteusza Amilkiewicza i Adama Niżnika. Za nimi długie lato z wieloma startami na arenie międzynarodowej. Po wynikach osiąganych w cyklu FIS Cup wszyscy liczyli chyba na więcej.
Tymek rozwija się w dobrym kierunku po słabszym poprzednim sezonie. Wspólnie z trenerem Mariuszem Chrapkiem wykonali bardzo dobrą pracę i zaczyna to wyglądać obiecująco. W zawodach nie pokazał jeszcze stu procent swoich możliwości, ale pojedyncze próby, które widziałem podczas treningów oraz samych konkursów, napawają optymizmem.
W przypadku Adama ostatnie tygodnie przyniosły nieco słabszą dyspozycję. Pojawiły się problemy z odbiciem, nad którymi konsekwentnie pracujemy. Początek okresu przygotowawczego również był dla niego trudny. Podczas treningów nie potrafił odnaleźć właściwego czucia. Później zaczęło to wyglądać bardzo dobrze, czego potwierdzeniem było zwycięstwo w FIS Cup w Szczyrku. Teraz ponownie poszło to w przeciwnym kierunku, ale znamy przyczynę. Musimy pracować, żeby wróciły prawidłowa pozycja najazdowa, odpowiednie czucie i właściwy sposób odbicia.
33-letni Clemens Aigner wygrał wszystkie konkursy tegorocznej edycji Letniego Pucharu Kontynentalnego. To potencjał na ścisłą światową czołówkę?
Zastanawiałem się, czy wcześniej ktoś zdołał wygrać wszystkie konkursy Letniego Grand Prix czy Letniego Pucharu Kontynentalnego w danym roku. Chyba nie. Przed niedzielnymi zawodami rozmawialiśmy z Robertem Mateją, że Aignerowi może być trudno pokonać Domena Prevca i Anze Laniska – na podstawie skoków w serii próbnej. Austriak zdołał się jednak obronić i zrobił to zdecydowanie. Wygląda na to, że zmiana producenta nart zgrała się z pozostałymi elementami. Skacze naprawdę bardzo dobrze.
A jak na tym tle wygląda forma Domena Prevca, najlepszego skoczka minionej zimy? Nie sprawia wrażenia zawodnika będącego w tak znakomitej dyspozycji jak przed rokiem.
Być może nie jest jeszcze w takim gazie. Na razie skacze trochę w kratkę. Na mniejszych obiektach nie było widać pełni jego potencjału, natomiast na większych skoczniach wyglądało to zdecydowanie lepiej. Trudno o jednoznaczną ocenę, ponieważ warunki były zróżnicowane. Nie obserwowałem dokładnie, w jakich warunkach skakał każdy zawodnik. Pod względem technicznym Domen bardzo dobrze prezentował się na progu.
Domen zakończył weekend z żółtą kartką za dyskwalifikację, co może okazać się bolesne w skutkach podczas Pucharu Świata, w przypadku otrzymania drugiego upomnienia. Kto odpowiadał w Klingenthal za kontrolę sprzętu?
Jak zawsze Berni Schoedler, natomiast podczas tego weekendu był z nami również przedstawiciel kombinacji norweskiej. Ryzyko dyskwalifikacji istnieje zawsze. Obecnie sam kombinezon podlega tak wielu przepisom i kontrolowanym parametrom, że ktoś wyjątkowo złośliwy mógłby praktycznie zawsze znaleźć podstawę do zakwestionowania któregoś elementu. Od kilku lat współpracuję jednak z Bernim przy okazji zawodów Pucharu Kontynentalnego i cieszy się on zaufaniem wszystkich sztabów. Jest surowy, ale sprawiedliwy. Jeżeli kogoś dyskwalifikuje, naprawdę ma ku temu podstawy.
Przed wami letnie mistrzostwa Polski w Zakopanem. Dla twoich podopiecznych będzie to istotny sprawdzian przed zimą?
To najwyższa ranga krajowej rywalizacji, więc każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony. Nie będziemy jednak wywierać na siebie nadmiernej presji. Każdy podejdzie do zawodów skoncentrowany, ale przede wszystkim chcemy, by zawodnicy czerpali przyjemność ze skakania.
Jak będzie wyglądał kolejny etap przygotowań?
W przyszłym tygodniu oddamy pierwsze skoki na lodowych torach. Do tego czasu musimy zrobić odpowiednie struktury na narty.
Z Wojciechem Toporem rozmawiał Dominik Formela