Żyła pracuje nad powrotem do formy. „Jeszcze sporo roboty przede mną”
Piotr Żyła zajął dziesiąte miejsce w piątkowym konkursie indywidualnym letnich mistrzostw Polski w Zakopanem, uzyskując 124 oraz 123,5 metra. 39-latek przyznaje, że do oczekiwanej formy wciąż sporo mu brakuje, ale nie traci motywacji. W przygotowaniach bliżej współpracuje ze Stefanem Horngacherem, o czym koordynator szkolenia w reprezentacji Polski opowiedział niedawno na łamach Skijumping.pl. – Cieszę się, że coś ruszyło – mówi Żyła, wskazując na poprawę prędkości najazdowych.
Skijumping.pl: Czy to najtrudniejsze lato w twojej karierze? Wygląda na to, że przygotowania nie układają się tak, jak byś sobie życzył.
Piotr Żyła: Najtrudniejsze? Miewałem trudniejsze lata, ale tego lata naprawdę ciężko pracuję, żeby zimą móc się cieszyć lepszymi skokami. Jeszcze sporo roboty przede mną.
Trzeba tobą czasem wstrząsnąć czy słabsze skoki same w sobie wystarczająco mobilizują cię do dalszej pracy?
Trudne pytanie. Motywację na pewno mam i cały czas pracuję na tyle, na ile jestem w stanie. Mam jeszcze rezerwy, ale czasem nie wszystko wychodzi tak, jak by się chciało. W piątek szczególnie pierwszy skok nie napawał optymizmem. Może trochę za bardzo chciałem i chyba to było problemem. Tak jak mówiłem, jeszcze sporo roboty przede mną.
W czym tkwi problem?
Nie wiem. Po prostu pracuję nad tym, żeby było dobrze. Przez całe lato miałem różne elementy do poprawy. Teraz na pewno jest znaczny postęp, jeśli chodzi o prędkość, bo nawet zacząłem szybko jechać. Cieszę się, że coś ruszyło i te skoki są stabilne. Potrzeba po prostu cierpliwości i czasu, żeby były stabilne, ale trochę dłuższe.
Nastawiasz się na maraton czy raczej na pojedyncze sprinty? Myślę o całym sezonie Pucharu Świata albo przygotowaniach podporządkowanych konkretnym startom.
Nie robię takich założeń. Słucham trenera, który wskazuje mi drogę. Mamy ją wyznaczoną i tego się trzymamy.
Do inauguracji w Lillehammer został miesiąc. Chcesz za wszelką cenę tam wystartować czy byłbyś gotowy poczekać, gdybyś czuł, że to jeszcze nie ten moment?
Będę pracował na tyle, na ile potrafię i jestem w stanie. Będę dawał z siebie wszystko na każdym treningu i oczywiście na zawodach. Może trochę mniej niż w piątek, bo wtedy nieco przedobrzyłem. Mam tego świadomość, ale na pewno będę walczył. Jak to się mówi: póki walczysz, to… coś tam, coś tam <śmiech>...
Zawsze byłeś walczakiem.
Będziemy walczyć. Ja to lubię. Czasem idzie lepiej, czasem gorzej. Trzeba po prostu zagryźć zęby i jeszcze trochę tych ciężarów poprzerzucać.
Takie są skoki? Czasem je kochamy, a czasem nienawidzimy?
Wiadomo, że kiedy jest się w formie, ma się trochę inny nastrój. A kiedy tej formy nie ma, trzeba po prostu cisnąć, żeby przyszła.
Korespondencja z Zakopanego, Dominik Formela