Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

„Oddaję się temu sportowi” – Anna Twardosz na podium Grand Prix

Anna Twardosz zakończyła Letnie Grand Prix 2026 na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej – najwyższym w historii polskich skoków kobiet. W finałowym konkursie w Klingenthal była trzynasta. Po zawodach opowiedziała o emocjach towarzyszących walce o podium cyklu, postępach względem poprzedniego sezonu i przygotowaniach do nadchodzącej wielkimi krokami zimy.

Skijumping.pl: Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Letniego Grand Prix to historyczne osiągnięcie polskiej skoczkini. Co czujesz?

Anna Twardosz: Jestem przeszczęśliwa. To bardzo fajne uczucie. Cieszę się, że mogłam stanąć na podium.

W piątek nie pytałem o klasyfikację generalną, punkty i straty. Teraz już mogę: liczyłaś, sprawdzałaś możliwe scenariusze?

Nie będę ukrywać, że był taki moment, kiedy siedziałam w pokoju i myślałam: „A jeśli tutaj...”. Szybko jednak mi to minęło i skupiłam się na tym, żeby po prostu oddać swoje dobre skoki.

Pomyślałaś nawet, że Ema Klinec jest do dogonienia i możesz wygrać cały cykl?

Wiadomo, że chce się więcej, więc był taki moment.

Ostatecznie jesteś druga w klasyfikacji generalnej, a konkurs w Klingenthal zakończyłaś na trzynastym miejscu. Sobotnie skoki były jednak bardzo nierówne, prawda?

Niestety tak. Szkoda mi pierwszego skoku, bo drugi był już naprawdę fajny. Ale stopniowo, bez spiny, będę pracować dalej. Liczę, że zimą będzie dużo lepiej i te skoki będą dwa równe.

W finałowej próbie już po wyjściu z progu było widać więcej energii i lepsze przejście do lotu. Co konkretnie różniło te skoki?

W pierwszym miałam problem już z pozycją dojazdową. Źle do niej zeszłam i potem przełożyło się to na cały skok. Ani odbicie, ani lot nie były takie, jak powinny. W drugim dobrze przyjęłam pozycję, zadziałał automat i wszystko zrobiło się samo.

Po zawodach zastanawiałaś się, co by było, gdybyś już w pierwszej serii tak skoczyła. Apetyt na wynik w samym konkursie był większy?

Wiadomo, że jest niedosyt, bo ten drugi skok nie był czymś, co udało mi się zrobić fartem. To był mój dobry skok. Jestem już na wyższym poziomie niż o tej porze rok temu. Kiedy mi nie wychodzi, czuję niedosyt, bo chcę pokazać się z jak najlepszej strony.

Lato nie zaczęło się po twojej myśli. Po Wiśle i Courchevel byłaś rozczarowana, później przyszedł niesamowity weekend w Rasnovie, a ostatecznie drugie miejsce w całym cyklu. Jak patrzysz na ten okres?

Początek nie był taki, jak bym chciała. Chyba było za dużo spięcia i myślenia. Wręcz za bardzo chciałam. Potem w Rumunii było już dużo lepiej i bardzo fajnie mi się skakało. Tutaj też mi zależało, bo to był ostatni konkurs. Przynajmniej ten jeden skok był tego dnia dobry.

Na koniec przekroczyłaś 130 metrów na skoczni, która wcześniej sprawiała ci trudności. Udowodniłaś coś sobie tą próbą?

Z tą skocznią nie mam szczególnie przyjaznych wspomnień. Jest dla mnie trudna, ale w sobotę fajnie mi się skakało, szczególnie w drugim skoku.

Jak wygląda teraz twoja codzienność? Możesz skupiać się wyłącznie na skokach czy łączysz je z pracą albo nauką?

Studiuję, pomagam w domu i przede wszystkim trenuję. Teraz skupiam się głównie na treningach, cała oddaję się temu sportowi i liczę, że to zaprocentuje.

Do inauguracji Pucharu Świata w Lillehammer został niespełna miesiąc. Chcesz już mówić o celach sportowych?

Zostawiłabym to pytanie bez odpowiedzi. Jeśli teraz powiem, jaki mam cel, to później będzie przypominanie, że tak mówiłam, a nie wyszło. Chcę dobrze skakać i pokazać się z jak najlepszej strony.

Kiedyś wyjeżdżałaś na Puchar Świata sporadycznie, teraz regularne starty stały się częścią twojego życia. Czekasz już na powrót do pucharowego rytmu?

Bardzo lubię rywalizację. Cieszy mnie i właśnie po to trenuję. Wiadomo, że w połowie sezonu, kiedy wyjeżdża się co weekend, a w domu spędza dwa czy trzy dni, pojawia się zmęczenie i chciałoby się zostać dłużej. Ale kiedy już jadę, to się cieszę, że mogę startować.

Wiele osób gratulowało ci tutaj i doceniło twój wynik. Jeszcze kilka lat temu trudno było wyobrazić sobie taki obrazek, ale ty wierzyłaś, że to możliwe.

Wiadomo, że trzeba mieć wiarę. Wtedy można działać.

Korespondencja z Klingenthal, Dominik Formela