Strona główna • Słowackie Skoki Narciarskie

Martin Mesik: "Brak pieniędzy staje się przeszkodą"

Martin Mesik to jak na razie jedyny słowacki skoczek, który występuje w zawodach Pucharu Świata. Martin nie ma w swoim dorobku większych sukcesów sportowych na arenie międzynarodowej. Wpływ na to ma m.in. zła kondycja słowackiego związku narciarskiego, który nie wspiera swoich podopiecznych w przygotowaniach do startów w konkursach.

Od niedawna Martin Mesik wraz z kolegami nie może trenować u siebie- na skoczniach w Bańskiej Bystrzycy. Dlatego muszą przyjeżdżać do Zakopanego, co łączy się z wydatkami. Pieniądze od sponsora- firmy Viessmann- wystarczają jedynie na opłacenie sprzętu i krótkich obozów treningowych.

Mimo tych wszystkich problemów, Martin ma w sobie wiele sportowego zapału i chce w zimie wypaść jak najlepiej.

Zapraszamy do lektury krótkiego wywiadu, jakiego udzielił sympatyczny Słowak portalowi Skijumping.pl w Zakopanem.

Skijumping.pl: Jak zaczęła się twoja przygoda ze skokami?

Martin Mesik: Zaczęło się to tak, że w mojej rodzinie skoki były dość popularne. Mój tata i wujek skakali. Potem ja jeździłem na nartach, a następnie wybrałem skoki.

Skijumping.pl: A pamiętasz swój pierwszy skok?

M.M.: Tak, pamiętam. Ale mój pierwszy skok oddałem na nartach alpejskich . Dopiero później zamieniłem je na te do skakania.

Skijumping.pl: W jaki sposób podchodzisz do skakania w lecie?

M.M.: Letnie skakanie jest dla mnie jedną z form przygotowań do sezonu zimowego. Jednak nie świadczy to wcale o tym, że ta forma jest gorsza od innych. Także w lecie chciałbym po prostu dobrze skakać.

Skijumping.pl: Jakie masz plany na najbliższy sezon? Co chcesz osiągnąć w zimie?

M.M.: Chciałbym jak najczęściej punktować w Pucharze Świata.

Skijumping.pl: Jak wygląda sytuacja skoków narciarskich w twoim kraju?

M.M.: Bardzo źle. Związek nie daje nam prawie żadnych pieniędzy, dlatego mało osób trenuje skoki. Mamy tylko jednego sponsora, który daje nam pieniądze, ale nie jest ich wiele. Po prostu potrzebujemy o wiele więcej. Z tego powodu nie możemy trenować na przykład na średniej i dużej skoczni.

Skijumping.pl: Którą skocznię lubisz najbardziej? Gdzie skacze ci się najlepiej?

M.M.: Najlepiej? Lubię skakać tutaj w Zakopanem na Wielkiej Krokwi. Pasuje mi też skocznia w Planicy- ta duża, nie wiem, jak się ona nazywa po polsku.

Skijumping.pl: Skocznia mamucia.

M.M.: Acha, czyli lubię też skocznię mamucią w Planicy.

Skijumping.pl: Masz swoich idoli? Niekoniecznie ze sportowego świata.

M.M.: Nie, nie mam swoich idoli. Czy ja wiem... Szanuję Mauhammada Alego za to, co powiedział, że nikt nie może go zniszczyć. To było super.

Skijumping.pl: Co uważasz za swój największy sukces?

M.M.: Mój sportowy sukces?

Skijumping.pl: Nie, możemy abstrahować od sportu.

M.M.: W takim razie najdumniejszy jestem z rodziny i swojej przyjaciółki. Także z tego, że uprawiam skoki.

Skijumping.pl: Jak podchodzisz do ogromnej popularności skoków w Polsce? Nie przeszkadzają ci na przykład krzyczące nastolatki?

M.M.: Nie, bo nie jestem tak popularny jak Adam. Jednak wydaje mi się, ze ten nadmiar popularności może doskwierać Adamowi. (śmiech)

Skijumping.pl: Jakie jest twoje największe marzenie jako sportowca?

M.M.: Jako sportowca? Hmmm.... Ciężko powiedzieć, bo niestety mamy trudną sytuację u nas w związku. Nie mamy pieniędzy, żeby więcej trenować. Mamy dużo zapału, ale niestety brak pieniędzy staje się przeszkodą... Jednak moim największym marzeniem jest przekroczenie granicy 200 m. Do tej pory skoczyłem 195,5 m, więc brakuje mi jeszcze 4,5 m. To jest mój taki cel na zimę. Mam nadzieję, że się uda go zrealizować.

Skijumping.pl: W takim razie będę trzymać kciuki za ciebie.

M.M.: Dziękuję. (śmiech).

Skijumping.pl: Dobrze, moje ostatnie pytanie. Czego powinnam ci życzyć?

M.M.: Przede wszystkim zdrowia, bo ostatnio mam problemy z kolanami i nogami.

Skijumping.pl: OK, czyli życzę ci zdrowia i tych 200. metrów. Dziękuję za rozmowę.

M.M.: Dzięki.