Strona główna • Artykuły

Podsumowanie weekendu w Oberstdorfie

Zawody w Oberstdorfie za nami. Czas na małe podsumowanie. Po raz pierwszy od długiego czasu pogoda była litościwa i udało się rozegrać obie serie obu konkursów.

Wyniki tych zawodów z pewnością można określić jako bardziej sprawiedliwe niż te z Zakopanego, czy Vikersund, gdyż warunki wietrzne, choć może nie idealne, to jednak były w miarę obiektywne.

Sobota 26.01.2007
Po treningach i serii próbnej trudno było wskazać faworyta zawodów. Tę ostatnią wygrał Jernej Damjan, który ostatnio jest daleki od formy, którą prezentował choćby 2 lata temu. Z kolei najlepsi skoczkowie tego sezonu zajmowali miejsca w drugiej dziesiątce. Widać było wpływ wiatru oraz gęsto padającego śniegu, z powodu którego trzeba było opóźnić start pierwszej serii.

Konkurs nie stał na najwyższym poziomie. Z obawy przed wiatrem organizatorzy ustawili belkę startową nisko co zaowocowało krótkimi skokami. Dopiero czołówka skoczków ucieszyła nasze oczy skokami poza punkt konstrukcyjny. Na półmetku zawodów polscy kibice mieli powód do radości. Adam Małysz po skoku na 132,5 zajmował druga pozycję. Prowadził Thomas Morgenstern, który skoczył półtora metra dalej. Trzecią pozycję okupował Janne Ahonen. Nieco zawiedli faworyci - Schlierenzauer był 7, Jacobsen dopiero 15.

Druga seria zapowiadała się więc niezwykle ciekawie. Małysz miał walczyć o zwycięstwo, lider i wicelider PŚ chcieli się zrehabilitować. Udało im się to tylko częściowo. Jacobsen ostatecznie zajął 6 miejsce, a Schlierenzauer uplasował się tuż za podium. Na trzecie miejsce awansował po wspaniałym skoku na 134 metry Michael Uhrmann, który po pierwszej serii zajmował dopiero 10 pozycję. Po tym skoku wszyscy czekali na to, co zrobi Adam Małysz. Nasz faworyt nie zawiódł i skoczył aż 137 metrów, co było najdłuższym skokiem w drugiej serii (tyle samo skoczył Jacobsen). Thomas Morgenstern nie wytrzymał presji i skoczył 131,5 metrów, zamieniając się miejscami z Małyszem. Było to 30 zwycięstwo Orła z Wisły w karierze. Z kolei dla Morgensterna było to już 12 drugie miejsce w karierze. Przy dwóch pucharowych zwycięstwach - do złotego medalisty z Turyny może za niedługo przylgnąć przydomek "wiecznie drugi".

Pozostali Polacy spisali się fatalnie. Zawiedli Robert Mateja i Kamil Stoch, którzy obiecująco prezentowali się w treningach. Ten drugi, ze skokiem na odległość 93 metrów zajął ostatnie miejsce.

Niedziela 27.01.2007
W niedzielę pogoda zdawała się być jeszcze lepsza, niż w sobotę. Świeciło słońce, wiatr był słabszy niż poprzedniego dnia. Zawody przeprowadzono niemal bez przerw. Znów Polacy mieli czterech zawodników w konkursie i znów do drugiej serii awansował tylko jeden. Ponownie nasz skoczek zamykał tabelę - tym razem był to Robert Mateja. Rewelacją pierwszej serii był Andrea Morassi - brązowy medalista Mistrzostw Świata Juniorów z Kranj. Skoczył aż 133 metry i na półmetku zajmował piąte miejsce. Prowadził Michael Uhrmann, dzięki imponującemu skokowi na 140,5 metra. Drugi był Wasiliew, trzeci Małysz. Tuż za nim plasował się Anders Jacobsen.

W drugiej serii walka zapowiadała się zacięta, choć Uhrmann był prawie pewien zwycięstwa. Miał nad rywalami sporą przewagę. Ostatnia piątka skakała w porównywalnych warunkach. Wydawało się, że Andrea Morassi nie powtórzy świetnego skoku i spadnie znacznie w klasyfikacji konkursu. Tymczasem Włoch oddał fantastyczny skok 132 metry i wysunął się na prowadzenie. Po nim skakał Jacobsen. 131,5 metra w lepszym stylu i objął prowadzenie. Następny był Małysz. Wielu kibiców liczyło na powtórkę z soboty Niestety - Adam skoczył "tylko" 129,5 metra i zajmował wtedy 3 pozycję. Słabiej skoczył Wasiliew i spadł na 6 miejsce. I w końcu Uhrmann - 129 metrów w zupełności wystarczyło do zwycięstwa. Podium - Uhrmann, Jacobsen i Morassi.

Cóż można powiedzieć o tym weekendzie? Najwięcej powodów do radości mają chyba Niemcy, którzy przeżywali ostatnio wyraźny kryzys. Po 3 latach ich zawodnik znów zajął pierwsze miejsce w konkursie. To dobry prognostyk przed zbliżającymi się Mistrzostwami Świata. W ciągu dwóch dni Uhrmann zdobył łącznie 160 punktów, co pozwoliło mu awansować na 8 pozycję w klasyfikacji generalnej. Awans zaliczył też Adam Małysz. Pierwsze miejsce w sobotę i czwarte w niedzielę pozwoliło mu przesunąć się na czwartą pozycję i zbliżyć się nieco do "młodych wilczków". Ci z kolei wydają się powoli tracić impet z pierwszej części sezonu.

Słabiej spisują się również Szwajcarzy - Amman i Kuettel. Amman co prawda w klasyfikacji jest wciąż na miejscu trzecim, ale jego przewaga nad kolejnymi zawodnikami wyraźnie stopniała. Kuettel, który po lekkiej kontuzji skacze już wyraźnie krócej spadł na pozycję 6. Zwyżkę formy prezentuje za to Thomas Morgenstern, drugi w sobotę i siódmy w niedzielę.

Kibice najgłośniej komentują jednak nagły błysk Morassiego. Młody podopieczny Roberto Cecona zdobywał punkty PŚ tylko dwa razy i tylko w Oberstdorfie. Pierwszego dnia zajął miejsce 29 i zdobył 2 punkty, drugiego trzecie miejsce i punktów 60. Czyżby nagła eksplozja formy? Ciężko tu mówić o szczęśliwym podmuchu, który wywindował w Zakopanem Roka Urbanca. Tu mieliśmy do czynienia z dwoma równymi dalekimi skokami, oddanymi w warunkach porównywalnych do tych, jakie mieli zawodnicy skaczący bezpośrednio przed i po nim. Za tydzień zawody w Titisee-Neustadt, które zapewne dadzą nam odpowiedź na pytania dotyczące Morassiego.

Niestety, wraz ze zwyżką formy Adama Małysza obserwujemy regres u Kamila Stocha. Po świetnym występie w Turnieju Czterech Skoczni oczekiwania wobec dziewiętnastolatka z Zębu były duże. O ile słabe występy w Vikersund czy Zakopanem można tłumaczyć fatalnymi warunkami wietrznymi o tyle w Oberstdorfie Kamil wyraźnie popełniał błędy na progu. Tak więc po 5 zawodach z rzędu w których Stoch punktował, mamy passę czterech konkursów bez punktów. W klasyfikacji generalnej wciąż zajmuje 29 miejsce, ale zaprzepaścił szansę awansu o kilka miejsc, gdyż do Oberstdorfu nie przyjechało kilku zawodników nieznacznie wyprzedzających go w tabeli. Czy Kamil zdoła się odbudować przed Mistrzostwami Świata w Sapporo, by być pewnym filarem polskiej drużyny?

Robert Mateja po raz kolejny prezentuje bardzo rozchwianą formę. Skoki lepsze przeplata gorszymi, niestety te lepsze przypadają tylko na treningi. Stefan Hula jest zupełnie bez formy i coraz głośniej słychać głosy kwestionujące sensowność zabierania go na kolejne zawody.

Jeśli tak jak mówił drugi trener Łukasz Kruczek, Stefan na treningach w Zakopanem prezentował się równie dobrze jak na samym początku sezonu, to forma ulotniła się równie szybko jak przyszła. Przez cały weekend w Oberstdorfie Stefan Hula nie oddał ani jednego skoku, który dawał by choć cień szansy, by powiększyć swe zdobycze punktowe w klasyfikacji generalnej, w której znajduje się na miejscu 49.

Tymczasem w odwodzie znajduje się choćby Wojciech Skupień, który zaprezentował się od niezłej strony w Pucharze Kontynentalnym w Sapporo. Warto zauważyć, że fiński szkoleniowiec Toni Nikkunen dysponując nieporównanie szerszą kadrą od trenera polskiej kadry, Hannu Lepistoe dał szansę Kalle Keituri na występ w PŚ po jego niezłych wynikach w tamtych zawodach. Przypomnę - Keituri zajmował tam miejsca 6, 23 oraz 8. Tymczasem Wojciech Skupień, choć w Sapporo zaprezentował się lepiej do Fina (miejsca 1, 6, 15) startował tylko w Zakopanem. I również na Wielkiej Krokwi zdawał się być w lepszej dyspozycji od zawodnika ze Szczyrku. Do Niemiec pojechał jednak Hula. Być może lepiej by było dać szansę doświadczonemu Zakopiańczykowi wykazać się w niemieckich turniejach, a Stefan Hula mógłby, spokojnie trenując, przygotowywać się do Mistrzostw Świata. Na IO w Turynie pokazał wszakże, że potrafi zmobilizować się na dużej imprezie, i być solidnym członkiem kadry w konkursie drużynowym.