Strona główna • Artykuły

Podsumowanie weekendu w Willingen

Za nami dwudniowe zmagania na Grosse Mühlenkopfschanze. Z pewnością nastrojów polskich kibiców nie można po nich określić dobrymi. Niejasna postawa Mirana Tepesa, dopiero 7 miejsce Adama Małysza, brak występu polskiej drużyny, obawy o formę przed Mistrzostwami Świata - to wszystko składa się na krajobraz po Willingen.


W sobotnich zawodach sportową rywalizacje przyćmił mały skandal, który wywołał asystent dyrektora skoków Miran Tepes. Człowiek udzielający pozwolenia na start skoczków podjął kilka kontrowersyjnych decyzji, których roztrząsać już chyba w tym artykule nie ma sensu. PZN nie wniósł żadnego protestu i choć trener naszej kadry Hannu Lepistoe zapowiedział, że będzie "musiał sobie poważnie porozmawiać z Walterem Hoferem", to sprawa chyba zostanie zamieciona pod dywan. Tym bardziej, że poważne pretensje mają tylko Polacy i zagraniczne media nie zwróciły na ten fakt większej uwagi. Skupmy się więc na sportowych konsekwencjach ostatnich zmagań w Pucharze Świata.

Decyzja o występie Adama Małysza w Willingen nie zaowocowała tak, jak zaplanował to sobie Lepistoe. Mika Kojonkoski obawiając się, że zarówno „Orzeł z Wisły" jak i Gregor Schlierenzauer mogą odrobić zbyt dużo punktów do lidera klasyfikacji, wbrew wcześniejszym planom postanowił wystawić Andersa Jacobsena w ostatnich zawodach przed MŚ. Był to, jak się może zdawać, strzał w dziesiątkę. Jacobsen w świetnym stylu (choć jak twierdzą niektórzy przy wydatnej pomocy Mirana Tepesa) wygrał zawody i dorzucił 100 pkt., do swego konta. Małyszowi udało się jedynie odrobić kilkanaście punktów do wicelidera. Strata do Jacobsena znów jednak wzrosła - do 234 pkt. Natomiast do 17-letniego Austriaka nasz mistrz traci obecnie 62 punkty. Do końca cyklu jeszcze 8 konkursów i wiele może się zmienić, ale w tej chwili w siodle jest Jacobsen - uskrzydlony zwycięstwami i wciąż z dużą przewagą. W górę tabeli pną się także Uhrmann i Wasiliew, ale w ich przypadku trudno raczej mówić o walce o Kryształową Kulę - ich strata jest chyba zbyt duża.

Niedzielny konkurs drużynowy należał do najnudniejszych w ostatnich latach. Nie tylko z powodu braku Polaków. Ta decyzja zresztą dziwi. Skoro można było wysłać do Niemiec Wojciecha Skupnia i Tomisława Tajnera, czemu nie można było wysłać również Rafała Śliża i Marcina Bachledy, którzy brali udział w zawodach w Zakopanem? Można też było wystawić do Pucharu Świata Łukasza Rutkowskiego i Dawida Kowala lub Sebastiana Toczka. W świetle tego, co na skoczni zaprezentowała rezerwowa kadra Finlandii, wstydu by chyba Polacy wielkiego ojczyźnie nie przynieśli, a naszym najmłodszym zawodnikom jest przecież potrzebne oskakanie na dużych imprezach przed Mistrzostwami Świata Juniorów.

W każdym razie ciekawe były dopiero końcowe wyniki. To, że zwyciężyła Austria, przed Norwegią były do przewidzenia. Jednak szóste miejsce Kazachstanu jest małą sensacją. Kazachom udało się pokonać Rosjan (w drugiej serii nie skakał jednak Wasiliew) oraz Finów - których fatalna postawa, pomimo faktu wystawienia mocno rezerwowego składu była jednak przykrą niespodzianką dla kibiców.

W Pucharze Narodów pewnie prowadzi Austria, na drugim miejscu plasuje się Norwegia, trzecią pozycję okupują Szwajcarzy. Polska w tej rywalizacji zajmuje obecnie niezłe, szóste miejsce. Wyraźna zapaść dotknęła Słowenię (9 miejsce) oraz szczególne Japonię, którą wyprzedza obecnie nawet Kazachstan. Trzeba jednak zaznaczyć, że ani Słowenia ani Japonia nie wystartowały w zawodach drużynowych, a skoczkowie japońscy dodatkowo odpuszczają w tym sezonie wiele konkursów, by lepiej się przygotować do organizowanych w Kraju Kwitnącej Wiśni Mistrzostw.

Pomimo wiatru, który częściowo wypaczył wyniki rywalizacji, można wyciągnąć z tych zmagań kilka wniosków. Anders Jacobsen jest w wyśmienitej formie i z pewnością można go zaliczyć do grona faworytów w Sapporo. Dobrą dyspozycję potwierdzili Michael Uhrmann i Roar Ljoekelsoey, znacznie poprawił swe skoki Sigurd Pettersen, który w tym sezonie spisywał się fatalnie. Tym jednym występem Pettersen przekonał zresztą Kojonkoskiego,

że warto go zabrać na MŚ. Trzeba tu jednak przyznać, że ten skoczek, w odróżnieniu np. od Henniga Stensruda prawie nigdy nie miał problemów, by przekonać fińskiego trenera do swojej osoby.

Jeśli chodzi o wyniki Polaków, to nadspodziewanie dobrze spisał się w sobotnich zawodach Wojciech Skupień, który bliski był zakwalifikowania się do drugiej serii, natomiast Tomisław Tajner, po lepszych skokach w treningach, zawiódł rozbudzone nadzieje i odpadł w kwalifikacjach.

Forma Adama Małysza jest pewną zagadką. Nikt już nie może mieć wątpliwości, że dawny błysk, który pojawił się w Oberstdorfie a szczególnie Neustadt, gdzieś zniknął. To inni znów przeskakują Wiślanina o kilka metrów. Jednak siódme miejsce z ostatniego konkursu na pewno nie określa granicy jego obecnych możliwości. Trudno jest prorokować, czy gdyby Adam Małysz skoczył w lepszych warunkach, wywalczyłby sobie podium. Na pewno jednak jego wynik byłby lepszy.

W jakiej formie jest Adam Małysz dowiemy się dopiero w Japonii. Oby tam wiatr mu sprzyjał. Na przychylność lub choćby neutralność innych decydujących czynników nasz najlepszy skoczek nie może bowiem liczyć, o czym boleśnie przekonał się w sobotę...

WYNIKI I KLASYFIKACJE:

Zobacz wyniki konkursu drużynowego »

Zobacz aktualną klasyfikację generalną Pucharu Narodów »

Zobacz wyniki konkursu indywidualnego »

Zobacz aktualną klasyfikację generalną Pucharu Świata »