Strona główna • Kobiece Skoki Narciarskie

Lindsey Van: "Nie czuję się dobrym wzorem do naśladowania"

Lindsey Van to zawodniczka, która mimo młodego wieku, już od 13 lat rywalizuje na arenie międzynarodowej i wciąż należy do ścisłej czołówki skoków pań. Zapraszamy do obszernego wywiadu z tą utalentowaną skoczkinią.

Skijumping.pl: Co się stało minionego lata, że nagle zaczęłaś skakać tak słabo?


Lindsey Van: Tak słabo? Ale to dobitnie ująłeś...A tak poważnie, to tak naprawdę nie lubię letniego skakania. Nie czuję się zbyt dobrze na rozbiegu, nie mam tego wyczucia równowagi. Brakuje mi również automatyzmu, który mam zwykle zimą. Tego lata może miałam w sumie jakieś 5 czy 10 udanych skoków.

Skijumping.pl: Ale jednak minione sezony letnie był dla ciebie znacznie bardziej udane...

Lindsey Van: Tak, miałam lepsze sezony, ale poziom skoków kobiet był ogólnie niższy. Teraz, gdy jest więcej dobrych zawodniczek, dostaje od nich po tyłku, co jest dobre! Cieszę się, że jeśli oddam zły skok to zajmuje 30 miejsce, to zdrowe dla rozwoju tego sportu. Szczerze mówiąc to letnie skoki nie mają dla mnie takiego znaczenia.

Skijumping.pl: Czyli uważasz, że poziom skoków kobiet znacznie wzrósł w ostatnim czasie?

Lindsey Van: Z pewnością! Szczególnie, gdy skaczemy na skoczniach K-60, czego nienawidzę, ponieważ to jest po prostu za mała skocznia dla wielu zawodniczek. Jednak na skoczniach tej wielkości, jeszcze trudniej awansować do serii finałowej, w przypadku mniej udanego skoku.

Skijumping.pl: Jak to robisz, że przez tyle lat utrzymujesz się w ścisłej światowej czołówce, podczas gdy np. w skokach mężczyzn co roku dominuje kto inny?

Lindsey Van: Sama nie wiem, myślę, że każdy ma kryzysy, ja je mam zazwyczaj latem, a zimą czuję się znacznie lepiej, więc nie jest to takie trudne, dla mnie, aby skakać dobrze. Myślę też, że po tylu latach skakania nauczyłam się radzić z różnymi problemami i wiem, co korzystnie na mnie działa.

Skijumping.pl: Jak się czujesz, podróżując w gronie swoich koleżanek z drużyny?

Lindsey Van: Lubię swoją drużynę i podróżowanie. Oczywiście, pod koniec wyjazdów to bywa już trochę męczące, ale wiele z tych dziewczyn to moje najlepsze przyjaciółki, więc miło jest mi z nimi jeździć po świecie.

Skijumping.pl: Co według ciebie zmieniło się w skokach kobiet na przestrzeni ostatnich lat?

Lindsey Van: Na pewno jakość tego skakania. Jest znacznie więcej krajów, skaczących w zawodach, wszystkie dziewczyny poprawiły technikę. Właściwie wszystko się poprawiło w tym sporcie, za wyjątkiem tego, jak traktuje nas FIS. Międzynarodowa Federacja Narciarska powstrzymuje nasz rozwój. Trzymanie nas na skoczniach K-60 czy K-90, to jest po prostu śmieszne. To bardzo mnie złości i po części dlatego jeszcze siedzę w tym sporcie. Uważam, bowiem że, potrzebne są tutaj zmiany. Czasem, gdy nie mam już sił, to mówię sobie, że jeśli ja tego nie zmienię, wówczas nie zrobi tego nikt inny i to mnie dopinguje do dalszego skakania.

Skijumping.pl: Co więc uważasz, że musi zostać zmienione w pierwszej kolejności w tym sporcie?

Lindsey Van: Przede wszystkim FIS musi wyeliminować zawody na skoczniach K-60 w Pucharze Kontynentalnym. To nie jest żadna zabawa, tym bardziej, że trenujemy zazwyczaj na znacznie większych skoczniach. Połowę swoich skoków w roku oddaję na K-120, a nie mogę startować w żadnych zawodach na tej wielkości skoczniach. FIS musi zaakceptować skoki kobiet w szerszym wymiarze.

Skijumping.pl: A co możesz powiedzieć o tej słynnej bójce z Anette Sagen, którą wszyscy mogli zobaczyć w internecie?

Lindsey Van: Przede wszystkim to nie była prawdziwa bójka. Byłyśmy wówczas najlepszymi przyjaciółkami. Założyłyśmy się, że jeśli któraś z nas nie znajdzie się w top "5" to dostanie w twarz. Ja byłam głupia, dałam się uderzyć aż dwa razy, a szczęka bolała mnie po tym przez 3 tygodnie. Oddałam Anette, ale jeszcze długo po tym wydarzeniu byłyśmy przyjaciółkami i nie miałyśmy do siebie żalu. To była głupota, ale czasem robi się głupie rzeczy, aby się zmotywować. Myślę, że media zrobiły z tego znacznie większą aferę, niż to było warte. Na początku, gdy byłam jeszcze w Norwegii, mieszkałam u Anette i nie mogłyśmy nawet wyjść z domu, bo wszyscy nas rozpoznawali i się za nami oglądali, pokazywali nas palcami "Aa to Ty jesteś tą, która znokautowała Anette?". Teraz jednak już mało mnie to wydarzenie obchodzi. Jeśli jednak to wydarzenie przyciągnęło trochę mediów do skoków kobiet, to i tak dobrze.

Skijumping.pl: Często miewasz wątpliwości dotyczące kontynuowania kariery?

Lindsey Van: To mój 17-ty rok w skokach narciarskich, a od 13 lat rywalizuję już na poziomie międzynarodowym, miewam więc wątpliwości. Po tym lecie byłam naprawdę sfrustrowana, myślałam poważnie o zakończeniu skakania, ale wiedziałam, że zima jest zawsze dla mnie lepsza i dałam sobie jeszcze jedną szansę. Teraz jednak jestem zadowolona ze swoich skoków, mam motywację i dobrze się bawię. Zawsze sobie mówię, że będę skakać, dopóki skoki sprawiają mi radość, ale letnie skakanie jest dla mnie zawsze trudnym okresem. Może więc w kolejnych sezonach nie będę tyle skakać latem, zajmę się innymi sportami.

Skijumping.pl: Co robisz obecnie poza skokami?

Lindsey Van: Studiuję wychowanie fizyczne w Utah, pracowałam również w supermarkecie, ale rzuciłam tę pracę na czas zimy. Gdy jestem w domu codziennie jeżdżę na nartach, gdybym nie była skoczkinią, wówczas na pewno robiłabym co innego związanego z nartami. Uprawiam także kolarstwo górskie, bieganie, narty wodne, piłkę nożną, wszystko co tylko potrafię.

Skijumping.pl: Czy ze skoków narciarskich możesz wyżyć?

Lindsey Van: Niestety niezbyt. Mam co prawda sponsora - Visę - który dobrze mi płaci, ale mam swój własny dom i muszę płacić wiele rachunków. Skoki można uprawiać tylko przez dość krótki okres czasu. Na razie daję sobie radę łącząc skoki z okresową pracą. Wolałabym jednak żyć tylko ze skoków, nawet jeśli miałoby mi to ledwo wystarczać, niż skończyć college i mieć jakąś dobrze płatną posadę. Sądzę, że mam dobre życie, podróżuję, startuję w skokach, doceniam to co mam. Wiele osób tego wszystkiego nie docenia.

Skijumping.pl: Dwa lata temu Juliane Seyfarth była nie do pokonania. Co sądzisz o takich młodych zawodniczkach?

Lindsey Van: Wydaje mi się, że gdy w bardzo młodym wieku osiąga się znakomite wyniki, wówczas tak naprawdę nie wie się, jak to się robi, z czego wynikają bardzo dobre skoki. Gdy w pewnym momencie wszystko zaczyna się psuć, nie wiesz jak to naprawić, ponieważ nie masz doświadczenia. Juliane była świetna tego lata, ale potem to straciła. Jestem naprawdę bardzo zaskoczona, że np. Schlierenzauer jest na szczycie już tak długo, sądziłam, że po pewnym czasie wpadnie w dołek. Może wie więcej o skokach dzięki swojemu ojcu oraz dobrym szkoleniowcom.

Skijumping.pl: A jakie to uczucie, gdy wygrywa z tobą tak młoda zawodniczka?

Lindsey Van: Nie da się ukryć, że nie jest to przyjemne, dostawać lanie od małej dziewczynki, ale to dobre dla mnie i mojego sportu. Wiem bowiem wówczas, że muszę mocniej pracować.

Skijumping.pl: Co możesz powiedzieć o nowym trenerze waszej drużyny - Kjellu Ivar Magnussonie?

Lindsey Van: Jest naprawdę niesamowity, bardzo lubię z nim pracować. Jest cierpliwy i spokojny, daje mi dużo przestrzeni. Wiemy czego możemy się po nim spodziewać, nie miewa humorów, zmian nastrojów. Jest prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat skoków narciarskich. Już na trzy lata, zanim Kjell objął naszą drużynę, oglądał moje występy, widział moje wzloty i upadki. Posiada więc naprawdę duże doświadczenie w trenowaniu kobiet.

Skijumping.pl: Czy widzisz jakiś wielki talent w skokach kobiet?

Lindsey Van: Tak, Sarę Hendrikson, będzie kiedyś najlepsza na świecie, gwarantuje to. Trenuje w USA bardzo wiele dziewczynek, w Steamboat jest ich nawet więcej niż chłopców. Nasz kraj ma więc na pewno świetlaną przyszłość w tej dyscyplinie.

Skijumping.pl: Czy sądzisz, że jesteś ich idolką i przyciągasz je do tego sportu?

Lindsey Van: Nie, nie wydaje mi się, abym to ja sprawiała. Sądzę, że to sam sport sprawia, że małe dziewczynki zaczynają skakać. Jeśli jednak przyciąga je jakaś osoba, to mam nadzieję, że nie jestem to ja, ponieważ nie czuję się dobrym wzorem do naśladowania.

Skijumping.pl: Jakie sa twoje cele na ten sezon?

Lindsey Van: Chcę po prostu nadal pracować nad tymi aspektami, nad którymi pracuję obecnie, jest wiele aspektów mojego skakania, które muszę poprawić. Nie muszę ciągle wygrywać, chciałabym po prostu oddawać dobre, dalekie skoki. Można wygrać i nie oddać dobrych skoków, a można być 10., ale być zadowolonym ze swoich skoków. Ja wolę skupiać się na oddawaniu dalekich skoków i czerpać z tego radość.