Strona główna • Mistrzostwa Świata

Okiem Samozwańczego Autorytetu: Ciężkie dzwony

Za nami pierwsza część tryptyku pod tytułem "Zmagania mężnych a nadobnych polskich skoczków na skoczniach szwedzkich o mistrzostwo świata wojujących" autorstwa Astorii Historii i Tadka Przypadka. Albo używając innej poetyki – za nami rosół, przed nami schabowy i kompot. Że kompot jest cienki? Wolę napisać "kompot" niż "musztarda po obiedzie".

Marek Rudziński komentując dla TVP konkurs na skoczni HS 100, przyznał, że podziwia szwajcarskich kibiców, którzy taszczą ze sobą na skocznię ciężkie dzwony. Ja pochylę się nad tymi, którzy w konkursie zaliczyli ciężkie dzwony. Najpierw jednak zadbajmy o nastrój.

Zacznijmy od własnego podwórka. Ciężkiego dzwona (spokojnie szacuję – Zygmunt) zaliczył oczywiście Kamil Stoch. Mistrz Świata z Val di Fiemme i podwójny medalista olimpijski z Soczi był przed imprezą w gronie kandydatów do medali. Już na treningach było widać, że mniejsza Lugnet mu nie siadła. Ale po skoku w serii próbnej wydawać się mogło, że stać go na coś więcej, niż 17. miejsce. Nie licząc konkursu na skoczni normalnej w Oberstdorfie (w 2005), gdy Kamil nie zakwalifikował się w ogóle do konkursu, jest to jego najsłabszy występ na mniejszym obiekcie na mistrzostwach świata. W Libercu był czwarty, w Oslo szósty, w Predazzo ósmy, w Sapporo 13. Dwa lata temu po ósmym miejscu na skoczni normalnej przyszedł medal na dużej. W debiucie w Oberstdorfie na skoczni dużej też poszło mu lepiej niż na normalnej. W poprzednich trzech przypadkach to na mniejszym obiekcie zaliczał lepszy występ. Byłbym więc ostrożny z pocieszaniem się nie mającym oparcia w faktach twierdzeniem, że na dużych skoczniach Kamil skacze lepiej, niż na normalnych. Natomiast pocieszałbym się tym, że przecież forma Kamila tej zimy naprawdę pozwala liczyć na medal, nawet ten najcenniejszy. Że większą Lugnet zna lepiej, że rok temu zajął na niej czwarte miejsce, więc na pewno pasuje mu lepiej, niż nieznana do tej pory K90. Kamil to wielki skoczek, profesjonalista pełną gębą, człowiek, który wie, jak przygotować się do wielkiej imprezy. Jak powiedział trener Łukasz Kruczek – od poniedziałku reset i nowy rozdział.

Piotr Żyła. To już licheńska Maryja Bogurodzica. To już jego czwarty czempionat i wydawało się, że stać go wreszcie na taki wynik, którym się będzie można pochwalić. W kilku skokach treningowych pokazał, że stać go na nawiązanie walki z czołówką, w pierwszej serii zepsuł skok i nie awansował do drugiej. Powtarza się historia z Soczi. Tamtej zimy Wewiór był w niezłej formie, ale na głównej imprezie sezonu rozczarował kibiców i samego siebie. Gdy spojrzymy na jego dotychczasowe występy na MŚ to słabiej na skoczni normalnej poszło mu tylko w Sapporo. I tu nie można tracić nadziei. Piotrka wciąż stać na bardzo dobre skoki. Trzeba tylko zachować chłodną głowę w kolejnych konkursach.

Peter Prevc. Dla niego Dzwon Życzeń z wyspy na Jeziorze Bled. Żelazny kandydat do medalu, jeszcze na półmetku miał szansę na zgarnięcie choćby brązu. Ostatecznie trzynasty. Zarówno z Val di Fiemme jak i Soczi wywoził po dwa indywidualne medale, choć ani jednego złotego. Z Falun nie wywiezie nawet tyle. Może jak uderzy w Dzwon Życzeń i zażyczy sobie złota, to w końcu mu kiedyś wyjdzie? Co więcej, nagle marnie zaczęły wyglądać szanse na medal drużynowy Słowenii. Tej przyznajemy zbiorowe dzwony z kościoła św. Jerzego w Piran. Znów przed imprezą wyglądają mocno, a w sobotnim konkursie – pogrom. Prevc był najwyżej sklasyfikowanym Słoweńcem, Dezman i Damjan na przełomie drugiej i trzeciej dziesiątki a Tepes poza finałem.

Noriaki Kasai. Dla najstarszego skoczka w stawce – najstarszy na świecie wciąż działający dzwon Okikicho w klasztorze Myōshin-ji. Dla wiekowego samuraja są to dwunaste mistrzostwa w karierze, piąte w krajach nordyckich, drugie w Falun. Na skoczni normalnej zajął identyczne miejsce, jak dwa lata temu w Val di Fiemme (w włoskim kurorcie Kasai zaliczył już trzy czempionaty) ale przecież tej zimy jest w formie pozwalającej mu walczyć o wyższe cele niż dwa lata temu. Brak awansu do drugiej serii zawodnika tak regularnego (w Pucharze Świata tylko trzy razy wypadał tej zimy z pierwszej dziesiątki i nie spadał poniżej 17. miejsca) to lekki szok.

Simon Ammann. Dla niego krowi dzwonek, taki sam, jaki noszą na skocznię jego kibice. Konkurs zakończył oczko nad Stochem i choć zaliczał się do faworytów, to jednak jego akcje nie stały tak wysoko jak choćby Prevca. Trudno jednak uważać, że ten wynik nie był dla Harrego Pottera czymś innym, niż tylko wielkim rozczarowaniem.

Dmitrij Wasiljew. Car Kołokoł. Bezdyskusyjnie. 254 metry (choć nieustane) w Vikersund i szóste miejsce w jednym z konkursów tamże, a w Szwecji przegrał z Hlavą, Choi’em, Bresadolą i Peierem, nie wspominając o Zografskim i obydwu Francuzach. Dima nie był może faworytem do medalu, więc nie spadał z tak wysokiego konia jak wymienieni wyżej, ale za to upadł najniżej…

Specjalne dzwony dla wszelkiej maści typujących, jasnowidzów, przepowiadaczy przyszłości i obstawiających u bukmacherów. Velta Mistrzem Świata??? (Tak jak srebrny medal w Vikersund trzy lata temu był jego pierwszym miejscem na podium w poważnych zawodach, wliczając PŚ i LGP, tak tytuł w Falun jest jego pierwszym zwycięstwem. Być może dzięki temu Włodzimierz Szaranowicz nie pomyli go już z Rune Holtą.) Prevc bez medalu?? Kasai, Żyła i Wasiljew bez awansu do drugiej serii? Schlierenzauer w trzeciej dziesiątce? Ziobro i Takeuchi w pierwszej? W dodatku ten drugi najlepszy z Japończyków? Ahonen przed Stochem i Ammannem? Pogrom Austriaków (poza Kraftem) i Słoweńców?
Panie, wyłącz pan te science fiction, my tu skoki przyszli oglądać!

No i na końcu dzwon dla mnie. Tym bowiem jest dla moich prywatnych odczuć zwycięstwo Rune Velty. Gorzej by było chyba tylko wtedy gdyby wygrał Morassi...

Żeby nie było tak ponuro, wspomnijmy na koniec o czymś radosnym. Janek Ziobro! El resultado historico! W debiucie! Na przekór wszystkiemu! Janek pozostawił w pokonanym polu nie byle kogo i nie byle komu dał się wyprzedzić. Dla Janka zamiast dzwonu fanfary i oby tylko tak dalej!

Cytat zupełnie na temat:
Piotr Żyła: "Nudno, ciemno i wieje, więc trzeba skakać"
Nie ma tu nikogo, z kim by można zgrzeszyć. I puchają puchacze...

Cytat zupełnie nie na temat:

"We'd fight with the Gods for our dreams
Where paradise falls, eternity screams"

***
Felieton jest z założenia tekstem subiektywnym i wyraża osobistą opinię autora, nie stanowiąc oficjalnego stanowiska redakcji. Przed przeczytaniem tekstu zapoznaj się z treścią oświadczenia dołączonego do artykułu, bądź skonsultuj się ze słownikiem i satyrykiem, gdyż teksty z cyklu "Okiem Samozwańczego Autorytetu" stosowane bez poczucia humoru zagrażają Twojemu życiu lub zdrowiu. Podmiot odpowiedzialny - Marcin Hetnał, skijumping.pl. Przeciwwskazania - nadwrażliwość na stosowanie językowych ozdobników i żartowanie sobie z innych lub siebie. Nieumiejętność odczytywania ironii. Nadkwasota. Zrzędliwość. Złośliwość. Przewlekłe ponuractwo. Funkcjonalny i wtórny analfabetyzm. Działania niepożądane: głupie komentarze i wytykanie literówek. Działania pożądane - mądre komentarze, wytykanie błędów merytorycznych i podawanie ciekawostek zainspirowanych tekstem.