Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Okiem Samozwańczego Autorytetu: I love this game!

Nie jest łatwo być prorokiem we własnym kraju. Szczególnie, gdy własnym krajem jest Polska. Po raz kolejny trzeba powtórzyć banał i truizm o nieprzewidywalności sportu. A w szczególności tak niezwykle nieprzewidywalnego w swej nieprzewidywalności sportu o nazwie "skoki narciarskie". Jak tu nie kochać tej dyscypliny? Większość moich przedfalunowych proroctw się nie sprawdziła, ale przynajmniej w jednym przypadku fajnie było się pomylić.

Hau, hau, hau, nie wszystko jedno, czy do Falun zabrać Ziobrę i Murańkę, czy Bieguna i Kłuska! Mój pesymizm dotyczący możliwości drużyny był nieprawomyślny, (choć niepozbawiony podstaw) niesłuszny, naznaczony błędami i wypaczeniami a niewiara moja była gorzka jak gorczycy ziarno i piołunu wiadro! Łajza jestem i tyle! Hau hau hau! Odszczekane. Oczywiście w trakcie tego rytuału klęczałem na pejczu, posypywałem głowę grochem i chlastałem się po plecach popiołem. Pomimo tego śmiałem się od ucha do ucha. Pokazałbym Wam zdjęcia na dowód, ale podczas uploadu trafiły na uszkodzony światłowód i się kompletnie prześwietliły…


Samozwańczy Autorytet, podobnie jak Rick Grimes, nawet jak się myli, to jednak ma rację. Może niekoniecznie byłoby tak samo, gdyby zamiast Klimka i Janka pojechali do Falun Staszek Biela z Adamem Rudą, ale moją myślą przewodnią rozumowania z felietonu pod tytułem "Niemiecki thriller klasy A" było: "nie róbcie z Olka Zniszczoła numeru trzy w drużynie, nie wykłócajcie się o te nominacje podając wyniki z trzech miesięcy wstecz bo tu, poza wysoką formą Kamila i Piotrka wszystko jest palcem po wodzie pisane. Forma reszty jest niestabilna, falująca, każdy z nich może wyskoczyć z jakimś przebłyskiem albo zawalić skok koncertowo". I było tak, jak napisałem. Olek, który w momencie nominacji był wymieniany niemal jako gwarant medalu w drużynie, nie załapał się do składu na pierwszy konkurs. Do drugiego się załapał, ale był najsłabszym z Polaków. W drużynie nie wystąpił. W międzyczasie potrafił jednak oddawać całkiem niezłe skoki na treningach.

Z kolei Janek, który wydawał się przed mistrzostwami najsłabszym ogniwem, był najlepszy w pierwszym konkursie. A potem jako jedyny nie znalazł się w składzie na drugi. A na końcu wyskoczył z portek i zdobył z kolegami medal. Może i jego udział punktowy w drużynie był najniższy, ale wykazał wielką odporność psychiczną w kluczowym momencie – jego drugi skok przesądził o medalu.

Piotr, który od początku sezonu był niekwestionowanym numerem dwa (a pod nieobecność Stocha dźwigał brzemię liderowania) i przed mistrzostwami był chwalono za ustabilizowanie formy, zepsuł już pierwszy konkursowy skok i jako jedyny z Polaków nie awansował do drugiej serii. Klemens, który również – wydawałoby się – ustabilizował swoją formę tuż przed Falun, był po pierwszej konkursowej serii na normalnej skoczni najlepszym z Polaków. On z kolei zepsuł drugi skok i zamiast miejsca w pierwszej dziesiątce, musiał zadowolić się siedemnastą lokatą.

To były mistrzostwa pełne niespodzianek i nie sądzę, by znalazł się taki, który przewidział te wszystkie paradoksy. Z czystym sercem znajdźcie mi takiego kozaka, który przed startem zmagań w Dalarnie przepowiedział, że nie tylko w skokach ale też w biegach, Polacy wyjadą z Falun bez medali indywidualnych ale za to z dwoma drużynowymi? Że Stoch nie tylko nie zdobędzie żadnego medalu, ale w żadnym z konkursów indywidualnych nie zmieści się w pierwszej dziesiątce i że w żadnym nie będzie najlepszym z Polaków? Że w jednym z ich najlepszym będzie Ziobro? Taaa, pewnie się paru znajdzie co teraz po fakcie będą mówić, że jasne, że oczywiście, że wiedzieli. A przed telewizorami wygladali pewnie tak:

Ale ok, ja biorę na klatę swoją działkę. Wracam do rozliczeń i samokrytyki. W Felietonie "Ćwiartka pękła" wieszczyłem: "Do Freunda i Prevca dorzucam Kamila Stocha i twierdzę, że ci trzej skoczkowie podzielą między siebie pięć z sześciu indywidualnych medali w Szwecji. Szósty zgarnie ktoś niespodziewany, spoza grona twardych faworytów. Kraft, Fannemel, Koudelka – obejdą się smakiem"

Trafiłem z Freundem, który zgarnął dwa medale. Złoty nad Schlierenzauerem zdobył z przewagą 22,3 pkt. i to jest proszę państwa rekordowa przewaga mistrza nad wicemistrzem w historii MŚ na skoczni dużej. Trafiłem z niespodzianką, tyle że niespodzianka zgarnęła dwa medale. Chociaż, czy większą niespodzianką na tych Mistrzostwach był Velta, czy Schlierenzauer? Nie trafiłem z Prevcem, na którym jednak wypadek przy pracy na Vikersundbakken zrobił większe wrażenie, niż się spodziewałem. Choć na dużej skoczni był o włos (o grubości 1,1 pkt.) od medalu. Nie trafiłem ze Stochem który medali indywidualnych nie zdobył i z Kraftem, który jednak medalu zasmakował. Trafiłem, że obejdą się smakiem Fannemmel i Koudelka.

Dzięki chłopaki i panowie. Dzięki Piotrze, Klemensie, Janku i Kamilu. Dziękuję w imieniu własnym, małżonki, Ojczyzny, kumatych i januszów. Dziękuję osobiście przede wszystkim za to, że nie musiałem pisać kolejnego smutnego felietonu. Nawet nie wiecie jak cholernie nie lubię pisać takich smętów i jak bardzo chce mi się pisać, gdy podium staje któryś z Was albo wszyscy hurtem. Gdyby nie ten medal, musiałbym podsumować te mistrzostwa skupiając się pewnie na konkursie indywidualnym na dużej skoczni. A tak, jako osoba nieodpowiedzialna, leserska, arogancka, o lekceważącym podejściu do rzeczywistości a wybiórczym do faktów, mogłem sobie pozwolić na zignorowanie tamtego godnego ubolewania incydentu i opiewać chwile radości, szczęścia i ogólnego umpaumpaumpapa.

Było pięknie. Było emocjonująco. Było radośnie. Było wspaniale. Było niespodziewanie. Niby na treningach nasi pokazywali formę, ale to pierwszy raz w historii? Każdy, kto choć trochę zna tę dyscyplinę wiedział, że treningi to jedno a konkursy to drugi. Każdy, kto choć od kilku lat ogląda skoki pytał, gdy wdrapaliśmy się na medalową pozycję: "to który teraz zawali skok i pogrzebie nieśmiało kiełkujące marzenia?" Nikt nie zawalił. Wszyscy dali z siebie wszystko. Maksimum możliwości w decydującym momencie. Brązowe śnieżynki po raz kolejny zawisły na polskich szyjach. Przywozimy drugi medal drużynowy z trzeciej kolejnej imprezy w ciągu trzech ostatnich lat. Dla porównania - Słoweńcy, dysponujący w tym samym okresie większym potencjałem (wystarczy porównać Puchar Narodów z trzech ostatnich sezonów czy ilość zwycięstw i miejsc na podium) nie mają z tych trzech imprez żadnego, choć do każdej z nich przystępowali jako faworyci do złota.

Zapowiadałem kiedyś, że Goranowi Janusowi za te MŚ i IO trzeba będzie przyznać jakąś specjalną nagrodę. No to skoro jest już Plastikowa Kulka, to idąc tym tropem, samozwańczo przyznaję selekcjonerowi Słowenii nagrodę Dwóch Metalowych Kulek – Jednej Zgubionej, Drugiej Zepsutej. Niezorientowanych odsyłam do Wujka Gugla (podpowiedź: Polak, Rusek i Niemiec).

Cytaty zupełnie na temat:

Igor Błachut: "Harri Olli. Wiele wody i nie tylko, upłynęło od czasu, jak był w dobrej formie".

And the Oscar in category "mistrz ciętego przytyku" goes to…

Włodzimierz Szaranowicz: "Ahonen dwa punkty przed Forfangiem, młodzieńcem, mistrzem świata juniorów. On był dwa razy mistrzem świata juniorów, na początku lat dziewięćdziesiątych."

Johann André Forfang? Ten urodzony w 1995? Na początku lat dziewięćdziesiątych? Juniorów? Może raczej plemników?

Włodzimierz Szaranowicz:

"Wiatr miał tendencję odwracania się od skoczka"

W dzisiejszym odcinku "Humorzastych Zjawisk Pogodowych" znany meteorolog i lubiany gawędziarz Pan Włodzimierz opowie o obrażalskich wiatrach ze Szwecji .

Cytat zupełnie nie na temat:

"I była zgroza nagłych cisz.

I była próżnia w całym niebie.

A Ty z tej próżni czemu drwisz?

Skoro ta próżnia nie drwi z Ciebie?"

Z chmur trzeba będzie jednak też zejść kiedyś na Ziemię a wyżyn Mistrzostwa Świata wrócić do szarej cotygodniowości Pucharu Świata. I co nas tam czeka? ¿quién sabe? Czym tu się teraz podpierać, gdy analizy, doświadczenie, intuicja i inne pomoce naukowe idą się paść w zderzeniu z twardą rzeczywistością? Do metafizyki? Metafizyka, to jak wiadomo, sztuka szukania z przepaską na oczach w całkiem ciemnym pomieszczeniu czarnego kota, którego tam nie ma. Może do szklanej kuli? Może do magii liczb? Czy ktoś zauważył, że Kamil Stoch tej zimy w Pucharze Świata zajmował następujące miejsca: pierwsze (x2), drugie (x2), czwarte (x2), siódme (x3) oraz piętnaste (x3)? Do końca sezonu siedem konkursów. Stawiam na jedno zwycięstwo, jedno miejsce drugie, jedno czwarte oraz po dwa siódme i piętnaste. Dobra taka metoda jak każda inna.

Ostatnia prosta PŚ zaczyna się w Lahti. A tam tylko dwie rzeczy są pewne: że za miejsca w konkursach przyznawane będą punkty oraz że nic innego pewne nie jest. I na zakończenie, jako że nadejszła wiekopomna chwila (pierwszy raz polska drużyna obroniła medal na MŚ), pozwolę sobie wystosować pewne przesłanie. Przesłanie uniwersalne w swoim przekazie, piękne w swej formie, potężne w swej treści. Przesłanie, które wielu w tym historycznym momencie mogłoby uznać za swoje, bo przecież sport jednoczy nas wszystkich. W dniu dzisiejszym mogłoby to być przesłanie każdego szczerego polskiego kibica świętującego nie tylko medal ale i pozostawienie w pokonanym polu tak sąsiadów ze wschodu jak i zachodu. Mogłoby to być przesłanie Samozwańczego Autorytetu do tych wszystkich, którzy wytykają mu nietrafne typowania i zgubione przecinki. Przesłanie polityka, który właśnie wygrał wybory, do swoich wyborców. Mogłoby to być przesłanie do tych wiecznych malkontentów, co skrzywioną od żółci gębą marudzą, jojczą i labidzą, że przegraliśmy srebro, nie wygraliśmy brąz.

Ponad wszystko jest to jednak przesłanie skoczków i trenera dla tych wszystkich, co Janka wysyłali na stolarnię, Piotrka do kabaretu, Klimka do szkoły, Kamila na emeryturę a Łukasza do Kazachstanu. I uniwersalne przesłanie wszystkich skoczków skaczących wzwyż, w dal, w ciemno, na pocztę, na nartach, czy o tyczce, którzy po raz kolejny udowodnili że dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Treść przesłania dostępna pod tym linkiem.

***

Felieton jest z założenia tekstem subiektywnym i wyraża osobistą opinię autora, nie stanowiąc oficjalnego stanowiska redakcji. Przed przeczytaniem tekstu zapoznaj się z treścią oświadczenia dołączonego do artykułu, bądź skonsultuj się ze słownikiem i satyrykiem, gdyż teksty z cyklu "Okiem Samozwańczego Autorytetu" stosowane bez poczucia humoru zagrażają Twojemu życiu lub zdrowiu. Podmiot odpowiedzialny - Marcin Hetnał, skijumping.pl. Przeciwwskazania - nadwrażliwość na stosowanie językowych ozdobników i żartowanie sobie z innych lub siebie. Nieumiejętność odczytywania ironii. Nadkwasota. Zrzędliwość. Złośliwość. Przewlekłe ponuractwo. Funkcjonalny i wtórny analfabetyzm. Działania niepożądane: głupie komentarze i wytykanie literówek. Działania pożądane - mądre komentarze, wytykanie błędów merytorycznych i podawanie ciekawostek zainspirowanych tekstem.