Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Villach 2001 - pierwszy polski sukces drużynowy

Wciąż nie do końca opadły jeszcze emocje związane z sobotnim sukcesem reprezentacji Polski podczas mistrzostw w Falun. Przy okazji tego doniosłego wydarzenia proponujemy szybki rzut oka w przeszłość. Na skoczni K-90 w austriackim Villach w 2001 roku po raz pierwszy polska reprezentacja stanęła na podium konkursu drużynowego najwyższej rangi. Ten sukces - tyleż niespodziewany, co dziś już po części zapomniany - wymaga przy okazji takich okoliczności przypomnienia młodszym kibicom.


Pierwszy drużynowy konkurs w ramach Pucharu Świata odbył się 12 stycznia 1992 roku na skoczni w Predazzo. Polacy: Jarosław Mądry, Zbigniew Klimowski, Alojzy Moskal i Jan Kowal, zajęli dopiero 11 pozycję, wyprzedzając jedynie ekipy Kanady i Bułgarii. Niemal dekadę przyszło czekać naszej reprezentacji na pierwsze pucharowe podium, dokładnie do 9.12.2001 r. Historycznego sukcesu w Villach początkowo nic nie zwiastowało. Co prawda rozegrany dzień wcześniej konkurs indywidualny w kapitalnym stylu wygrał Adam Małysz ustanawiając przy okazji nowy rekord skoczni skokiem na 99,5 m., ale pozostali nasi reprezentanci spisali się słabo. Robert Mateja zajął 23 miejsce, Łukasz Kruczek uplasował się na 37 pozycji, a Wojciech Skupień znalazł się o jedną lokatę niżej. Dziś taki występ oceniamy jako słaby, lecz wówczas start na takim poziomie można było uznać za normalny, bowiem na początku XX wieku, kiedy to poza Małyszem polskie skoki prawie nie istniały, takie lokaty polskich skoczków były najczęściej standardem.

Nazajutrz byliśmy jednak świadkami niesamowitej metamorfozy Biało-czerwonych. Gościem w studiu TVP podczas transmisji był Robert Maćkowiak, lekkoatleta, sprinter, wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy w sztafecie 4x400 m., zaproszony do studia, by przy okazji zmagań zespołowych opowiedzieć o specyfice rywalizacji drużyn. Przed pierwszą serią wyraził pogląd, że polski zespół stać na podium, co nie przychodziło wtedy do głowy największym nawet optymistom i nikt wówczas nawet kurtuazyjnie nie odważałby się zaryzykować takiego stwierdzenia. Drugi gość w studiu, którym był wówczas Włodzimierz Szaranowicz, uśmiechnął się tylko z pobłażaniem, a kibice zastanawiali się któż i po co zaprosił takiego laika do studia przy okazji konkursu skoków. Tymczasem Polacy walczyli na Villacher Alpenarena nadzwyczaj dzielnie. Małysz skoczył na swoim kosmicznym wówczas poziome, Mateja wspiął się na wyżyny swoich umiejętności i, co ważne nie spalił się psychicznie, Kruczek zaliczył prawdopodobnie najlepszy konkurs w karierze i nawet nieco słabsza dyspozycja Skupnia nie mogła przeszkodzić w wywalczeniu pierwszego podium Pucharu Świata dla reprezentacji Polski. Nasz zespół zajął ostatecznie trzecie miejsce, tracąc zaledwie trzy punkty do sklasyfikowanych na drugim miejscu Japończyków. Na czwartym miejscu ze stratą 23 punktów do Polaków znaleźli się Niemcy, osłabieni jednak znacznie brakiem Martina Schmitta i rewelacyjnego wtedy Stephana Hocke. Maciej Kurzajewski, prowadzący studio TVP, wejście na antenę po drugiej serii rozpoczął słowami: "Robert Maćkowiak schował właśnie magiczną kulę, z której wywróżył ten historyczny sukces".

Zawody wygrali w świetnym stylu Finowie, późniejsi pechowi wicemistrzowie olimpijscy, a na całej linii zawiedli gospodarze, sklasyfikowani dopiero na piątym miejscu. Ów konkurs przeszedł jeszcze do historii z uwagi na fakt, że po raz pierwszy drużynę w pucharowej rywalizacji wystawiła reprezentacja Holandii. Czwórka w składzie: Jeroen Nikkel, Boy Van Baarle, Niels de Groot i Ingemar Mayr zajęła ostatnie, 10 miejsce tracąc prawie 200 punktów do przedostatniej Rosji. Inny znamienny fakt związany z weekendem w Villach sprzed ponad 13 lat jest taki, że przez sześć kolejnych lat w Pucharze Świata nie rozegrano konkursu na skoczni normalnej - aż do 2007 roku kiedy zawody PŚ wróciły do Villach.

Oto jak sukces w Villach wspominał po latach obecny trener polskich skoczków, Łukasz Kruczek w rozmowie z portalem pzn.pl: "Konkurs drużynowy ułożył się nam doskonale od samego początku. Jako pierwszy skakał Robert i skoczył bardzo dobrze. Potem Wojtek i ja także nie zepsuliśmy swoich skoków. Na "deser" pozostał Adam. 99 metrów w pierwszej próbie to było tylko o pół metra krócej od rekordu skoczni. W drugiej serii także skakaliśmy bez wpadek, a to w rywalizacji drużynowej jest niezmiernie ważne. Na skoczni normalnej, gdzie skacze się tylko w okolicy setnego metra, nie ma szans na odrabianie strat dalekimi lotami. Gdy wszyscy lądują niemal w jednym miejscu liczy się każde pół metra, noty za styl, lądowanie. Potrafiliśmy to wykorzystać. Mieliśmy także trochę szczęścia. Niemcy nie wystawili będącego w wysokiej formie Schmitta, Austriacy popełniali błędy… Nasz sukces przypieczętował Adam, ale na świętowanie nie mieliśmy czasu. Szybko spakowaliśmy się, pojechaliśmy na samolot i pamiętam, że już w domu słuchałem o naszym trzecim miejscu w wieczornych wiadomościach TVP."

Wyniki konkursu w formacie PDF

Jedna jaskółka, którą było podium w Villach nie uczyniła jednak wiosny polskich skoków. Podczas rozegranych ponad dwa miesiące później igrzysk w Salt Lake City Polacy nie włączyli się do walki o medale, zajmując szóste miejsce, a na kolejne miejsce w czołowej trójce pucharowych zawodów musieliśmy czekać aż do sezonu 2008/09. Wtedy też zespół w składzie: Adam Małysz, Kamil Stoch, Lukasz Rutkowski i Stefan Hula zakończył na drugim miejscu jednoseryjne zawody na mamucie w Planicy. Do dziś nasza reprezentacja osiem razy stawała na podium konkursów drużynowych Pucharu Świata, jednak ani razu nie był to jego najwyższy stopień (trzykrotnie Polacy wygrywali konkursy drużynowe w ramach Letniej Grand Prix). Najbardziej szczęśliwe pod tym względem jest dla nas Lahti, gdzie sztuka wskoczenia do czołowej trójki zawodów udawała się naszej drużynie trzykrotnie.

Najznamienitsze osiągnięcia polskiej drużyny to oczywiście brązowe medale mistrzostw świata w Predazzo i Falun oraz czwarte miejsce podczas igrzysk w Soczi, ale akurat tego już nikomu z kibiców przypominać nie trzeba.