Strona główna • Czeskie Skoki Narciarskie

Otwarto skocznię K-90 w Harrachovie. "To rozwiązanie tymczasowe, skoki w Czechach mogą się skończyć"

To mały promyk nadziei dla czeskich skoczków. Jeszcze do niedawna rodacy Jiriego Raczki, Jiriego Parmy i Jakuba Jandy nie posiadali w kraju żadnej skoczni dla seniorów, na której można by odbywać treningi w sezonie zimowym. W styczniu po trzech latach przerwy przywrócono do użytku skocznię K-90 w Harrachovie.

- Cieszę się, że udało nam się tego dokonać, że przygotowaliśmy skocznię i pozwoliliśmy skoczkom trenować. Od czasu jej otwarcia bez przerwy ktoś z niej korzysta, dziewczęta, kombinatorzy, juniorzy, chłopcy. To taka forma ratunku dla czeskich skoków, dzięki której może zaczną się odbijać od dna - mówi Josef Slavik zarządzający obiektem w rozmowie z portalem Sport.aktualne.cz.

- Bez wysokiej jakości szkolenia po prostu nie ma wyników, skocznia K-90 jest tu kluczowa, ma dobry profil, mogą na niej trenować chłopcy od 12 roku życia po członków pierwszej reprezentacji - tłumaczy czeski działacz. - Najpierw było sporo papierkowej roboty, następnie musieliśmy skocznię na nowo odeskować, wszystkie zgniłe elementy trzeba było usunąć i postawić na nowo. Fundusze pozyskaliśmy ze zbiórki publicznej, pomogły nam też instytucje z regionu Liberec i nasz związek. Pomógł także Adam Małysz, dzięki jego pomocy akcja miała większy zasięg medialny. Gdybyśmy się za to nie wzięli, na skoczni rosłyby już dwumetrowe krzaki. Wcześniej nasi skoczkowie musieli dojeżdżać około 400 kilometrów do Szczyrku i 300 do Klingenthal. Młodym zawodnikom potrzebne są jednak regularne, systematyczne treningi. Kiedy jedziesz na tygodniowe zgrupowanie, a potem przez trzy tygodnie nie trenujesz, to wszystko staje się bezsensowne. 

Slavik podkreśla, że przeprowadzona niedawno modernizacja jest rozwiązaniem na krótką metę. Całemu kompleksowi potrzebna jest gruntowna przebudowa, od której zależy cała przyszłość skoków u naszych południowych sąsiadów  - To, co zrobiliśmy jest tymczasowe. Jeśli nie otrzymamy obiecanego wsparcia od rządu, za dwa lata znów nie będzie tu możliwości skakania. Jeśli nie nadejdzie pomoc, skoki w Czechach najzwyczajniej się skończą. 

Inicjator przebudowy skoczni odniósł się też do sytuacji infrastrukturalnej w Polsce, o której Czesi póki co mogą tylko pomarzyć: - W Polsce zaczął wszystko Adam Małysz. Na początku był sam w czołówce, ale narastała popularność skoków. Dzieci garnęły się na skocznie, zbudowano obiekty i dyscyplina ta stała się sportem narodowym. Dziś Polacy są supermocarstwem. Budują ogromny, nowoczesny kompleks w Zakopanem, mają Szczyrk i Wisłę. Oczywiście szkoda, że Michala Doleżala nie ma u nas - zakończył z uśmiechem Slavik. 


Przypomnijmy, że docelowo przebudowany ma zostać cały kompleks łącznie ze skocznią do lotów narciarskich, która wielkością ma co najmniej dorównywać arenom w Vikersund i Planicy. Odpowiedzialna za projekt przebudowy jest polska firma Archigeum, o czym szerzej pisaliśmy >>>TUTAJ<<<