Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Polki zakończyły igrzyska. Bełtowska celuje w 2030 rok, Twardosz bez jasnej deklaracji

Startem na dużej skoczni w Predazzo polskie skoczkinie zakończyły olimpijską rywalizację. Anna Twardosz zajęła 35. miejsce, a Pola Bełtowska była 40. Wyniki nie oddają jednak w pełni nastrojów w kadrze - po konkursie więcej było refleksji i patrzenia w przyszłość niż sportowego rozczarowania.

Dla Poli Bełtowskiej konkurs na dużej skoczni miał być przede wszystkim próbą poprawy dyspozycji po trudniejszych treningach. Sama zawodniczka przyznawała, że widać było drobny progres, choć bez pełnej satysfakcji.

- Wyglądało to trochę lepiej niż na treningach czy w skoku próbnym, ale nie jest to jeszcze satysfakcjonujący skok.

19-latka opowiadała, że wraz ze sztabem szukano bardzo konkretnych rozwiązań technicznych.

- Głównym celem był dojazd w jednej pozycji do końca. Zmieniłam też układ rąk i myślę, że w miarę się to udało.

Mimo słabszych wyników w ostatnim czasie, podopieczna trenerów Marcina Bachledy i Stefana Huli nie traci motywacji.

- Jak sama analizuję to, co się wydarzyło od początku zimy, to szczerze mówiąc nie mam pojęcia, co się zmieniło. To są po prostu skoki narciarskie.

Z igrzysk wywozi jednak coś ważniejszego niż sam wynik.

- Na pewno to, że mam wokół siebie mnóstwo wspaniałych ludzi i zawsze mogę na nich polegać. To daje kopa do dalszej pracy.

Najmocniej wybrzmiało pytanie o przyszłość - tutaj odpowiedź była jasna.

- Oficjalnie mogę powiedzieć, że zaczyna się nowe czterolecie przygotowań do Courchevel 2030 - podsumowała Bełtowska.

Po kapitalnym, dziesiątym miejscu na skoczni normalnej apetyt Anny Twardosz był większy, ale rywalizacja na dużym obiekcie skończyła się dla niej lekkim niedosytem. 35. lokata nie dała awansu do finałowej serii.

- No nie zawsze może być pięknie i kolorowo. Trzeba zebrać zimny prysznic i po prostu iść dalej. To jest bardzo trudny obiekt. Na obu skoczniach miałam ten sam kłopot - odbijałam się zbyt wcześnie i potem pojawiały się kolejne błędy.

Zapytana o przyszłość i ewentualny start w kolejnych igrzyskach nie chciała składać deklaracji.

- Co będzie, to będzie. Na razie idę powolutku do przodu i skupiam się na kolejnych startach.

Mimo niedosytu nie zabrakło też pozytywnej refleksji o samych igrzyskach.

- Jestem z siebie zadowolona. Oczywiście w każdym konkursie można było dać z siebie więcej, ale i tak się cieszę. Najlepsze wspomnienie? Chyba moment po pierwszym skoku na normalnej skoczni. Wtedy przeżyłam wszystkie emocje i chciałabym jeszcze raz wrócić do tej chwili. Co do samych igrzysk - uważam, że mogłoby tak być, by wszystko było w jednym miejscu. Wszyscy sportowcy razem - to byłoby chyba lepsze, ale nie dało się zorganizować każdych zawodów w jednej lokalizacji - przyznała 24-latka.

Obie zawodniczki podkreślały, że polskie skoki kobiet wciąż potrzebują rozwoju i większej liczby zawodniczek. Twardosz mówiła wprost:

- Brakuje skaczących dziewczyn w Polsce. Liczę, że w przyszłości będzie ich więcej.

A Bełtowska dorzucała:

- Zapraszamy wszystkie dziewczyny na skocznię. Nie poddawajcie się. Walczcie, bo warto. Jest nas tak mało, że naprawdę warto spróbować.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela